Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #KUCHNIAKASI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #KUCHNIAKASI. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2015

Jedna płaska łyżeczka soli dziennie


Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby zminimalizować ryzyko schorzeń związanych z nadmiarem sodu i soli w diecie, nasze dzienne spożycie sodu ze wszystkich źródeł należy ograniczać do 2000 mg/dziennie. Odpowiada to jednej płaskiej łyżeczce soli, czyli około 5 gramom.

poniedziałek, 28 września 2015

Domowe smoothie brzoskwiniowo-pomidorowe


Brzoskwiniowo-pomidorowe smoothie. Nie wiem, ile ma dokładnie kalorii, ale chyba nie za dużo. Kiedyś byłam na wymyślonej przez siebie diecie pomidorowej, która była bardzo skuteczna w swoim czasie, to chyba pomidory działają dosyć dietetycznie. 

wtorek, 7 października 2014

Eksperymentalna zupa dyniowa

Lato było upalne, dynie mi nie obrodziły, ale jedną zebrałam, co prawda taką w wersji mini mini, ale jednak. Tyle czytam na blogach o zupach dyniowych, że w końcu też takowej zapragnęłam. Czy może udać się zupa z dyni z jednego mikroskopijnego egzemplarza tego warzywa? No chyba do miseczki dla lalek?! Determinacja była duża - teraz albo wcale.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Smoothie owocowo-warzywne i chłodnik

Zapanowała moda na smoothie, czyli schłodzony napój ze zmiksowanych owoców lub warzyw (albo jednych i drugich razem) o gęstej i kremowej konsystencji. Fantazja w kombinacji składników, a więc i smaków - nieograniczona. Korzyści dla organizmu - duże, bo w smoothie, kiedy dobierzemy odpowiednio składniki da się przemycić te uchodzące za najbardziej niesmaczne lub takie, które wydawałoby się, że w ogóle do siebie nie pasują. W dodatku smoothie nie trzeba ani słodzić ani solić, same owoce i warzywa zapewniają już te naturalne smaki.

sobota, 10 maja 2014

Kurdybanek jak zioła prowansalskie #kuchniakasi

Czy wiecie, że bardzo popularne zioła prowansalskie, przynajmniej w mojej kuchni, zastąpić może smakowo bluszczyk kurdybanek (Glechoma hederacea)?

Przypomnijmy, że zioła prowansalskie (z francuskiego - Herbes de Provence) to mieszanka ziół z Prowansji, regionu położonego we Francji. Składają się na nią następujące zioła: bazylia, rozmaryn, tymianek, szałwia lekarska, mięta pieprzowa, cząber ogrodowy, oregano (lebiodka) oraz majeranek. Wersja ziół poza Francją, np. w Niemczech zawiera także lawendę.


Zioła prowansalskie w kuchni używam właściwie do większości mięs i sałat z winegretem czy dressingami. Rzadziej dosypuję je do zup, ale zdarza mi się nimi oprószyć grzanki do sałaty. Dobrze pasują do pieczeni i mięs mielonych, a także potraw z grilla. Z serami, rybami i drobiem - a tym ostatnim w szczególności - też się świetnie komponują smakowo. Zalecane są w tzw. diecie bezsolnej. 

No i, wyobraźcie sobie, że jeden bluszczyk kurdybanek dodany do potrawy (ja właśnie testuję wariant świeży liści i kwiatków, ale można go także suszyć) sam daje efekt smakowy tej mieszanki! To naprawdę niewiarygodne, ale potwierdzam. A wiem co mówię, bo zioła prowansalskie w kuchni oboje z Markiem stosujemy obficie.

Oto i on - BLUSZCZYK KURDYBANEK rosnący w naszym sadzie...
 
 
O kurdybanku będzie jeszcze u mnie na blogu nie raz, bo jest moim wiosennym odkryciem, jakim skusiłam też podniebienie Marka, który na moje szaleństwa kulinarne patrzy trochę przez palce. Dziś podam Wam przepis na kolejna wersję sałaty z dodatkiem kurdybanku i już teraz zapraszam na jeden z kolejnych postów, w którym opowiem, jak zrobiłam z niego pesto. 

PRZEPIS NA SAŁATĘ Z KURDYBANKIEM I SZYNKĄ PARMEŃSKĄ
#KUCHNIAKASI

SKŁADNIKI:
- ugotowany makaron (ja miałam kolanka)
- jeden duży pomidor
- jedna duża surowa pieczarka 
- biały ser feta (ok. dziesięciu małych kosteczek)
- kilka plastrów szynki parmeńskiej podartych na mniejsze kawałeczki
- ser żółty do posypania
- oliwa (dwie-trzy łyżki do polania)
- ćwiartka cytryny do skropienia
- sól
- bluszczyk kurdybanek (listki i kwiatki z około pięciu roślin)
- mięta pieprzowa (2-3 listki)
- mniszek (4-5 listków)
- szczypiorek (4-5) 

 
WYKONANIE:
Na szerokiej głębokiej paterze wykładam równomiernie na płasko makaron. Kroję kurdybanek (bez łodyżek, zsuwam same listki i kwiatki) oraz listki mięty pieprzowej, szczypiorku i mniszka, by następnie rozsypać je na makaronie. Nakładam pokrojoną w drobne, wąskie, długie paski szynkę parmeńską. Dorzucam pokrojoną na cienkie plastry surowa pieczarkę i pomidora w drobne półplasterki. W następnej kolejności lądują na sałacie kosteczki sera fety. Skrapiam cytryną, potem polewam po całości cienkimi strużkami oliwy, a na końcu na grubych oczkach trę nad sałatą żółty ser. W tosterze dochodzi w tym czasie grzanka - sucharek. Ale wtedy kiedy robiłam tej sałacie zdjęcia, akurat mieliśmy pyszne na sobotnie śniadanie chrupiące bułeczki z dodatkiem... szpinaku - z naszego turznieńskiego Lewiatana. Pychotka! 

Z Wysokimi Obcasami, dobrą gorącą herbatą, rodziną przy stole w komplecie - można rozkoszować się smakiem. A jakżesz miło mieć takiego małego pomocnika?!

Kaczka w pomarańczach #kuchniakasi

W cyklu przepisów wielkanocnych, wrzucam dziś retrospektywnie przepis na kaczkę w pomarańczach. Ciągle też trwa moja fascynacja ziołem kurdybankiem, o którym mówi się, że zastępuje zioła prowansalskie. 

Trzymam się w kuchni od lat jednej zasady - może być fajnie, ciekawie i niestandardowo, ale przepis nie powinien być długi, zawiły i z ilością 25 składników (w tym trudno dostępnych i hiper drogich). Kiedy czytam taką listę, na końcu nie pamiętam zupełnie co było w środku, a już na pewno na początku. Poza tym każdą potrawę staram się sobie wyobrazić, właściwie robię to intuicyjnie. Poczuć jej smak jeszcze zanim ją przyrządzę.   

Są smaki, do których przywykamy, bo albo dobrze pamiętamy je z dzieciństwa i wielokrotnie powtarzamy albo też ktoś nas skusił jakąś nowością i ten smak został z nami na dłużej. Jeśli chodzi o kaczkę, to oczywiście zakodowaną miałam wersję pieczoną z jabłkami. Jednak tyle kuszących przepisów na kaczkę w pomarańczach stukało do mojej wyobraźni, że skusiłam się i ja. 

PRZEPIS NA KACZKĘ W POMARAŃCZACH
#KUCHNIAKASI



SKŁADNIKI:
- jedna spora kaczka (najlepiej od rolnika z ryneczku, ale niekoniecznie)
- dwie duże pomarańcze 
- sól
- pieprz
- granulowany czosnek
- przyprawa do drobiu (z paczki - uważam, że takie pomocnicze mieszanki do odpowiedniego typu mięsa są całkiem w porządku)
- majeranek suszony (latem można pokusić się o świeży z ogródka)

WYKONANIE:
Banalnie proste. Osuszamy rozmrożoną kaczkę z resztek wody i najpierw nacieramy rękami solą i pieprzem od zewnątrz i wewnątrz. Robię to naprawdę na wyczucie - myślę, że zwykle zużywam dwie płaskie łyżeczki soli i jedną pieprzu. Następnie posypuję z zewnątrz z obu stron czosnkiem granulowanym, trochę też wcieram do środka kaczki. Na końcu oprószam 2-3 łyżkami płaskimi przyprawy do drobiu i "od serca" (ok. 2-3 łyżki) majerankiem. Do środka przyprawionej kaczki wkładam pociętą na ćwiartki razem ze skórą jedną pomarańczę, a cząstkami drugiej obkładam kaczkę dookoła w żaroodpornym naczyniu. Piekę około 2-2,5 godziny w temperaturze ok. 250-200 stopni. Na początku bez przykrycia, żeby skórka się przyrumieniła, a potem nakładam pokrywkę. Wtedy kaczka nabiera wilgoci i tworzy się sos z pomarańczowym posmakiem. Kaczka musi być bardzo mięciutka.

Fotkę kaczki zdążyłam zrobić tylko przed upieczeniem. Proces konsumpcji był tak szybki, że nie udało mi się tym razem uchwycić na zdjęciu drugiego etapu. Zniknęła w mgnieniu oka :) 

Przepis na kolejną odsłonę sałaty z ziołem kurdybankiem z cyklu #kuchniakasi w kolejnym poście jeszcze dziś wieczorem.  

czwartek, 1 maja 2014

Banany w cieście na 1 maja #kuchniakasi

Przepis ten sam, co na mini naleśniki z przepisu z poprzedniego wpisu, tylko bez twarożku. Pokrojone na połówki i jeszcze raz na połówki banany.  

Posypane cukrem pudrem, polane czekoladą i z kroplą kwaśnej śmietany. Sezonowe kwiaty jabłoni i mięta pieprzowa do dekoracji dla innych domowników, dla mnie do zjedzenia. Bardzo szybkie danie na drugie śniadanie w majowy poranek.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Twarożkowe mini naleśniki z jadalnymi kwiatami nektarynek

Była chyba środa, a może czwartek w drugim tygodniu ospy Klaudusi. Za oknem świeciło piękne słońce, w ogrodzie kwitły nektarynki. My kwitłyśmy z córeczką w innym znaczeniu tego słowa, tym niefajnym. Nie ruszałyśmy się z domu na krok przez całe dwa tygodnie. Jedynie co mogłam zrobić, to mały półminutowy skok do ogrodu przed oknem po kwiaty z nektarynkowego drzewka. Miałam ochotę na odrobinę kulinarnej improwizacji. 

Przeglądając nowości na blogach w smartfonie, kiedy Klaudusia z kolei bawiła się tabletem, Fashionelka wrzuciła swój przepis na mini naleśniki z masłem orzechowym i malinami. U niej w przepisie mąka była pszenna razowa, ja użyłam pszennej tortowej i postanowiłam dodać do dość gęstego ciasta jeszcze małą kostkę półtłustego twarogu. Zmiksowałyśmy z Dusią składniki, a po usmażeniu mini naleśniki udekorowałyśmy nektarynkowym kwieciem, truskawkami i brzoskwiniami. 

 
SKŁADNIKI przepisu na mini naleśniki z nektaynkowym kwieciem oraz truskawkami i brzoskwiniami podaję za Fashionelką, której naleśniki były razowe - zastosowałam dokładnie takie same proporcje: 

- mąka pszenna razowa (typ 2000) – 1.5 szklanki - ja dałam mąkę pszenną tortową
- mleko 2% – szklanka
- 2 jaja
- oliwa z oliwek 1/5 szklanki (50ml) - dolałam do ciasta, czego nigdy nie robię, a faktycznie było to dobre posunięcie!
- woda przegotowana 0,5 szklanki - zwykle dolewam trochę gazowanej wody mineralnej, tym razem trzymałam się ściśle przepisu i wyszło to chyba z korzyścią
- szczypta soli
- szczypta brązowego cukru - ja dałam zwykły
- dodałam małą kostkę twarogu półtłustego

DODATKI w mojej wersji: 
- truskawki
- brzoskwinie
- gęsta kwaśna śmietana do polania 
- cukier puder do posypania 
- oraz oczywiście w naszej wersji kwiaty z nektarynkowego drzewa!


To była nasza kolejna improwizacja kulinarna z wykorzystaniem jadalnych kwiatów. Pierwsze były te oto tradycyjne naleśniki z fiołkami. Nie mogę się już doczekać eksperymentów z kwiatami dzikiego bzu w cieście.

sobota, 26 kwietnia 2014

Czy kwiaty jabłoni i pigwowca są jadalne? - Tak. #kuchniakasi

Sposobów na naleśniki w wersji mini, midi i maxi ostatnio mi przybywa. Klaudusia zasmakowała w nich tak, że co najmniej raz w tygodniu być muszą, jeśli nie dwa. Kiedy niedawno była chora na ospę i byłyśmy razem dłużej w domu, robiłyśmy naleśniki w wersji mini posypane kwiatkami nektarynek, były też w wariancie z truskawkami. Dla nich przygotuję osobny post z przepisem, bo nie były takie całkiem typowe. 

A dziś typowe naleśniki z nietypowymi dodatkami. Oprócz wiśniowego i morelowego dżemu, dodałam płatki pigwowca i jabłoni - kwitnących właśnie w sadzie. I o ile pigwowe płatki były dość delikatne w smaku, o tyle płatki kwiatów jabłoni okazały się mocno aromatyczne, ale fajne. 

Generalnie jest zasada, że kwiaty drzew i krzewów, których owoce są jadalne, także jadalne mają kwiaty. Ale zanim zrobimy eksperyment, lepiej zawsze wcześniej sprawdzić. Tak zrobiłam, upewniłam się i skusiłam się na nowość. Zobaczcie zatem, ile kwiatowego dobra z sadu można wykorzystać w kuchni.

Nic to, że trochę pochmurny dzień, te wiosenne widoki i smaki wszystko rekompensują!