Szpinak - najcenniejsze źródło żelaza. Któż nie słyszał opowieści o jego zaletach, ale też smętnych narzekań co niektórych, że to takie bleee warzywo, co to nim katują w szkolnej stołówce lub w domu?! I ja słyszałam, choć jako dziecko kompletnie nie miałam z nim styczności. Na szczęście nikt nie uszczęśliwiał mnie nim na siłę, serwując w nieapetyczny sposób, zachowałam więc do niego zdrowe nomen omen podejście, posmakowawszy go w wieku dorosłym.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA KUCHNIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POLSKA KUCHNIA. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 lutego 2015
czwartek, 19 czerwca 2014
Chleb i bułki z farszem mięsno-grzybowym
Chleb pieczony u nas w domu przez Marka z Maciejem oraz bułki z mięsno-pieczarkowym farszem, które ostatnio wymyślili, smakują wyśmienicie. Takie wypieki we własnym zakresie są teraz bardzo popularne i nic dziwnego - to frajda, duma i najlepszy, bo domowy smak.
PRZEPIS NA CHLEB DOMOWY
#kuchniamarka
SKŁADNIKI:
3 szklanki mąki razowej
50 g drożdży + 2-3 łyżki wody przegotowanej i zimnego mleka do rozrobienia drożdży
sól, pieprz do smaku
łyżeczka cukru
ziarna: dynia, słonecznik, siemię lniane albo pokrojony w drobne paseczki szpinak
Rozrabiamy drożdże z wodą i mlekiem, następnie dolewamy je do miski z pozostałymi składnikami - mąka, solą, pieprzem i łyżeczką cukru. Ciasto wyrabiamy mikserem, dorzucając garść ziaren i pozostawiamy do wyrośnięcia. Po wyrośnięciu wkładamy je do podłużnej foremki wyłożonej papierem do pieczenia i posypujemy na wierzchu ziarnami. Pieczemy w temperaturze 200 stopni około pół godziny do 45 minut.
PRZEPIS NA BUŁECZKI Z FARSZEM
#kuchniamarka
SKŁADNIKI (podstawa jak na chleb, ale też ciasto do bułek):
3 szklanki mąki pszennej
50 g drożdży + 2-3 łyżki wody przegotowanej i zimnego mleka do rozrobienia drożdży
sól, pieprz do smaku
łyżeczka cukru
Ciasto wyrabiamy mikserem, pozostawiamy do wyrośnięcia. Następnie z wyrośniętego ciasta formujemy około 25 kulek.
FARSZ DO BUŁEK:
1/2 kg mięsa mielonego
25 dag pieczarek
2-3 duże cebule
kminek (kilka ziarenek)
bazylia
sól, pieprz, curry do smaku
Wszystkie składniki podsmażamy na oleju do miękkości i gotowym farszem napełniamy uformowane kule z ciasta. Pieczemy w piekarniku do wyrośnięcia i zarumienienia w temperaturze 200 stopni około pół godziny do 45 minut.
sobota, 10 maja 2014
Kurdybanek jak zioła prowansalskie #kuchniakasi
Czy wiecie, że bardzo popularne zioła prowansalskie, przynajmniej w mojej kuchni, zastąpić może smakowo bluszczyk kurdybanek (Glechoma hederacea)?
Przypomnijmy, że zioła prowansalskie (z francuskiego - Herbes de Provence) to mieszanka ziół z Prowansji, regionu położonego we Francji. Składają się na nią następujące zioła: bazylia, rozmaryn, tymianek, szałwia lekarska, mięta pieprzowa, cząber ogrodowy, oregano (lebiodka) oraz majeranek. Wersja ziół poza Francją, np. w Niemczech zawiera także lawendę.
Zioła prowansalskie w kuchni używam właściwie do większości mięs i sałat z winegretem czy dressingami. Rzadziej dosypuję je do zup, ale zdarza mi się nimi oprószyć grzanki do sałaty. Dobrze pasują do pieczeni i mięs mielonych,
a także potraw z grilla. Z serami, rybami i drobiem - a tym ostatnim w szczególności - też się świetnie komponują smakowo. Zalecane są w tzw. diecie bezsolnej.
No i, wyobraźcie sobie, że jeden bluszczyk kurdybanek dodany do potrawy (ja właśnie testuję wariant świeży liści i kwiatków, ale można go także suszyć) sam daje efekt smakowy tej mieszanki! To naprawdę niewiarygodne, ale potwierdzam. A wiem co mówię, bo zioła prowansalskie w kuchni oboje z Markiem stosujemy obficie.
Oto i on - BLUSZCZYK KURDYBANEK rosnący w naszym sadzie...
O kurdybanku będzie jeszcze u mnie na blogu nie raz, bo jest moim wiosennym odkryciem, jakim skusiłam też podniebienie Marka, który na moje szaleństwa kulinarne patrzy trochę przez palce. Dziś podam Wam przepis na kolejna wersję sałaty z dodatkiem kurdybanku i już teraz zapraszam na jeden z kolejnych postów, w którym opowiem, jak zrobiłam z niego pesto.
PRZEPIS NA SAŁATĘ Z KURDYBANKIEM I SZYNKĄ PARMEŃSKĄ
#KUCHNIAKASI
SKŁADNIKI:
- ugotowany makaron (ja miałam kolanka)
- jeden duży pomidor
- jedna duża surowa pieczarka - biały ser feta (ok. dziesięciu małych kosteczek)
- kilka plastrów szynki parmeńskiej podartych na mniejsze kawałeczki
- ser żółty do posypania
- oliwa (dwie-trzy łyżki do polania)
- ćwiartka cytryny do skropienia
- sól
- bluszczyk kurdybanek (listki i kwiatki z około pięciu roślin)
- mięta pieprzowa (2-3 listki)
- mniszek (4-5 listków)
- szczypiorek (4-5)
WYKONANIE:
Na szerokiej głębokiej paterze wykładam równomiernie na płasko makaron. Kroję kurdybanek (bez łodyżek, zsuwam same listki i kwiatki) oraz listki mięty pieprzowej, szczypiorku i mniszka, by następnie rozsypać je na makaronie. Nakładam pokrojoną w drobne, wąskie, długie paski szynkę parmeńską. Dorzucam pokrojoną na cienkie plastry surowa pieczarkę i pomidora w drobne półplasterki. W następnej kolejności lądują na sałacie kosteczki sera fety. Skrapiam cytryną, potem polewam po całości cienkimi strużkami oliwy, a na końcu na grubych oczkach trę nad sałatą żółty ser. W tosterze dochodzi w tym czasie grzanka - sucharek. Ale wtedy kiedy robiłam tej sałacie zdjęcia, akurat mieliśmy pyszne na sobotnie śniadanie chrupiące bułeczki z dodatkiem... szpinaku - z naszego turznieńskiego Lewiatana. Pychotka!
Z Wysokimi Obcasami, dobrą gorącą herbatą, rodziną przy stole w komplecie - można rozkoszować się smakiem. A jakżesz miło mieć takiego małego pomocnika?!
Kaczka w pomarańczach #kuchniakasi
W cyklu przepisów wielkanocnych, wrzucam dziś retrospektywnie przepis na kaczkę w pomarańczach. Ciągle też trwa moja fascynacja ziołem kurdybankiem, o którym mówi się, że zastępuje zioła prowansalskie.
Trzymam się w kuchni od lat jednej zasady - może być fajnie, ciekawie i niestandardowo, ale przepis nie powinien być długi, zawiły i z ilością 25 składników (w tym trudno dostępnych i hiper drogich). Kiedy czytam taką listę, na końcu nie pamiętam zupełnie co było w środku, a już na pewno na początku. Poza tym każdą potrawę staram się sobie wyobrazić, właściwie robię to intuicyjnie. Poczuć jej smak jeszcze zanim ją przyrządzę.
Są smaki, do których przywykamy, bo albo dobrze pamiętamy je z dzieciństwa i wielokrotnie powtarzamy albo też ktoś nas skusił jakąś nowością i ten smak został z nami na dłużej. Jeśli chodzi o kaczkę, to oczywiście zakodowaną miałam wersję pieczoną z jabłkami. Jednak tyle kuszących przepisów na kaczkę w pomarańczach stukało do mojej wyobraźni, że skusiłam się i ja.
PRZEPIS NA KACZKĘ W POMARAŃCZACH
#KUCHNIAKASI
SKŁADNIKI:
- jedna spora kaczka (najlepiej od rolnika z ryneczku, ale niekoniecznie)
- dwie duże pomarańcze
- sól
- pieprz
- granulowany czosnek
- przyprawa do drobiu (z paczki - uważam, że takie pomocnicze mieszanki do odpowiedniego typu mięsa są całkiem w porządku)
- majeranek suszony (latem można pokusić się o świeży z ogródka)
WYKONANIE:
Banalnie proste. Osuszamy rozmrożoną kaczkę z resztek wody i najpierw nacieramy rękami solą i pieprzem od zewnątrz i wewnątrz. Robię to naprawdę na wyczucie - myślę, że zwykle zużywam dwie płaskie łyżeczki soli i jedną pieprzu. Następnie posypuję z zewnątrz z obu stron czosnkiem granulowanym, trochę też wcieram do środka kaczki. Na końcu oprószam 2-3 łyżkami płaskimi przyprawy do drobiu i "od serca" (ok. 2-3 łyżki) majerankiem. Do środka przyprawionej kaczki wkładam pociętą na ćwiartki razem ze skórą jedną pomarańczę, a cząstkami drugiej obkładam kaczkę dookoła w żaroodpornym naczyniu. Piekę około 2-2,5 godziny w temperaturze ok. 250-200 stopni. Na początku bez przykrycia, żeby skórka się przyrumieniła, a potem nakładam pokrywkę. Wtedy kaczka nabiera wilgoci i tworzy się sos z pomarańczowym posmakiem. Kaczka musi być bardzo mięciutka.
Fotkę kaczki zdążyłam zrobić tylko przed upieczeniem. Proces konsumpcji był tak szybki, że nie udało mi się tym razem uchwycić na zdjęciu drugiego etapu. Zniknęła w mgnieniu oka :)
Przepis na kolejną odsłonę sałaty z ziołem kurdybankiem z cyklu #kuchniakasi w kolejnym poście jeszcze dziś wieczorem.
środa, 7 maja 2014
Szybki sernik #kuchniamarka
Raczej przemyślane akcje w kuchni to specjalność Marka. Ja specjalizuję się w ryzykownym szaleństwie kulinarnym.
Marek częściej tworzy zoptymalizowane #takineologizm smakołyki, które mogą trafić w gusta wszystkich i ma za to w domu tzw. wielki szacun. Ja zaś, oprócz kilku pewniaków, które umiem i zrobię z zamkniętymi oczami, nade wszystko lubię eksperymentować. Stąd ta fascynacja kwiatami jadalnymi w kuchni i rozbudzona ciekawość, jakie to jeszcze polskie zioła, które otaczają nasz dom, bezwiednie omijamy, nie kosztując ich smakowego uroku.
Jestem wprost zafascynowana blogiem www.herbiness.com, który znam od kilku tygodni zaledwie, a zadziwia mnie wciąż nowymi roślinnymi odkryciami. Zaczyna mi się uzależnienie od kolejnych wpisów jego autorki. Nie spocznę, jeśli nie wypróbuję choćby 10% jej przepisów.
Ale ja tu dygresyje tworzę, a gdzie przepis na sernik z cyklu #kuchniamarka? Jest.
SKŁADNIKI:
- 1 kg twarogu trzykrotnie mielonego (gotowy z tzw. wiaderka)
- 250 g cukru
- 200 g miękkiego masła
- 5 jajek
- 2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego
- 1 opakowanie cukru wanilinowego
- otarta skórka z jednej cytryny
- otarta skórka z jednej pomarańczy (innowacja Marka)
- cukier puder do posypania sernika po upieczeniu
WYKONANIE:
Masło ucieramy z cukrem mikserem na puszystą, jasną masę. Ucierając cały czas, dodajemy stopniowo twaróg, jajka i budyń w proszku. Nadal ucieramy na bardzo gładką masę. Pod koniec dodajemy otartą skórkę z cytryny i pomarańczy oraz cukier wanilinowy. Masę przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. Pieczemy w 180-ciu stopniach około 60-70 minut. Studzimy i posypujemy cukrem pudrem.
Marek częściej tworzy zoptymalizowane #takineologizm smakołyki, które mogą trafić w gusta wszystkich i ma za to w domu tzw. wielki szacun. Ja zaś, oprócz kilku pewniaków, które umiem i zrobię z zamkniętymi oczami, nade wszystko lubię eksperymentować. Stąd ta fascynacja kwiatami jadalnymi w kuchni i rozbudzona ciekawość, jakie to jeszcze polskie zioła, które otaczają nasz dom, bezwiednie omijamy, nie kosztując ich smakowego uroku.
Jestem wprost zafascynowana blogiem www.herbiness.com, który znam od kilku tygodni zaledwie, a zadziwia mnie wciąż nowymi roślinnymi odkryciami. Zaczyna mi się uzależnienie od kolejnych wpisów jego autorki. Nie spocznę, jeśli nie wypróbuję choćby 10% jej przepisów.
Ale ja tu dygresyje tworzę, a gdzie przepis na sernik z cyklu #kuchniamarka? Jest.
PRZEPIS NA SZYBKI SERNIK
- 1 kg twarogu trzykrotnie mielonego (gotowy z tzw. wiaderka)
- 250 g cukru
- 200 g miękkiego masła
- 5 jajek
- 2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego
- 1 opakowanie cukru wanilinowego
- otarta skórka z jednej cytryny
- otarta skórka z jednej pomarańczy (innowacja Marka)
- cukier puder do posypania sernika po upieczeniu
WYKONANIE:
Masło ucieramy z cukrem mikserem na puszystą, jasną masę. Ucierając cały czas, dodajemy stopniowo twaróg, jajka i budyń w proszku. Nadal ucieramy na bardzo gładką masę. Pod koniec dodajemy otartą skórkę z cytryny i pomarańczy oraz cukier wanilinowy. Masę przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. Pieczemy w 180-ciu stopniach około 60-70 minut. Studzimy i posypujemy cukrem pudrem.
Sernik wychodzi z tego przepisu niezwykle puszysty i lekki. Polecam, rozpływał się w ustach!
Zaglądajcie na mój INSTAGRAM - zapraszam! Tam ciągle królują jakieś nasze domowe przysmaki :)
sobota, 26 kwietnia 2014
Czy kwiaty jabłoni i pigwowca są jadalne? - Tak. #kuchniakasi
Sposobów na naleśniki w wersji mini, midi i maxi ostatnio mi przybywa. Klaudusia zasmakowała w nich tak, że co najmniej raz w tygodniu być muszą, jeśli nie dwa. Kiedy niedawno była chora na ospę i byłyśmy razem dłużej w domu, robiłyśmy naleśniki w wersji mini posypane kwiatkami nektarynek, były też w wariancie z truskawkami. Dla nich przygotuję osobny post z przepisem, bo nie były takie całkiem typowe.
A dziś typowe naleśniki z nietypowymi dodatkami. Oprócz wiśniowego i morelowego dżemu, dodałam płatki pigwowca i jabłoni - kwitnących właśnie w sadzie. I o ile pigwowe płatki były dość delikatne w smaku, o tyle płatki kwiatów jabłoni okazały się mocno aromatyczne, ale fajne.
Generalnie jest zasada, że kwiaty drzew i krzewów, których owoce są jadalne, także jadalne mają kwiaty. Ale zanim zrobimy eksperyment, lepiej zawsze wcześniej sprawdzić. Tak zrobiłam, upewniłam się i skusiłam się na nowość. Zobaczcie zatem, ile kwiatowego dobra z sadu można wykorzystać w kuchni.
Nic to, że trochę pochmurny dzień, te wiosenne widoki i smaki wszystko rekompensują!
czwartek, 17 kwietnia 2014
Kurdybanek z mniszkiem na instagramie
Waćpanie Instagramie, jesteś nieoceniony dla fotografowania smakołyków, zanim zostaną zjedzone. Jedna, noooo dobra z cztery foty i gotowe!
Pół biedy jeśli to zimna przekąska, jak dzisiejsza bohaterka - sałata z mniszkiem i kurdybankiem, gorzej, gdy stygnie jakaś zupa, czy sos #takieczasy. I kto by pomyślał, że cztery lata temu, gdy podczas sesji zdjęciowej potraw do pewnego bliskiego mojemu sercu magazynu drukowanego, trzymałam blendę profesjonalnemu fotografowi, starając się uchwycić dobre światło...
Dziś smartfon, szybkie "wyzumowanie" #takineologizm, dobry kadr, jak nie to szybka poprawka i migiem w eter. Ponoć wrzucanie jedzenia na insta to wiocha, tylko dlaczego ludzie zaraz po kotach i psach to lajkują #takaobserwacja? Hmmm, może dlatego, że w tej globalnej wiosce jedzenie to jednak jedna z kilku podstawowych przyjemności dnia codziennego #takiwniosek.
Przehasztagowałam dzisiejszy krótki tekst specjalnie, co by kliknąć i odwiedzić mój profil tamże :)
Oto i kurdybanek co z mniszkiem w jednym instagramowym stali domku...
- ugotowany makaron - taki, jaki akurat masz,
- szynka pokrojona w dwumilimetrowe paski,
- ser żółty starty na tarce z drobnymi oczkami,
- pomidor pocięty w ćwiartki,
- liście mniszka,
- kurdybanek - liście i kwiaty,
- suszone oregano,
- suszona bazylia,
- oliwa,
Wszystko w takich proporcjach, jak lubisz! Przepis prosty i spontaniczny jak instargam. Było mniaaaam!
PS Blisko dwa tygodnie w domu z chorą na ospę córką czynią człowieka nieco dziwnym? Może. W każdym razie, kurdybanek to obowiązkowy składnik od teraz moich sałat, zanim mi w ogródku szpinak nie wyrośnie, którego jeszcze z
przyczyn różnych nie posiałam.
czwartek, 27 marca 2014
Flaki wołowe po pawłowsku #kuchniamarka dla beefmania.org
Tatar, zrazy i rosół wołowy - oto moje pierwsze smakowite skojarzenia z polską wołowiną!
Żadna z tych potraw choć z pozoru łatwa, w istocie taka nie jest. Wołowina wymaga finezji, według mnie, rzecz jasna. Wołowinę przyrządzamy raz na jakiś czas. To mięso wymaga pieczołowitości i zacięcia, nie może być przygotowane w pośpiechu. Nad przyrządzeniem dania z wołowiny trzeba czuwać i doglądać. Odpowiednio przyprawić, ale też nie przesadzić. Jest coś wykwintnego w wołowinie. Smak jest głęboki, intensywny i zdecydowany, ale w towarzystwie odpowiedniego zestawu dodatków i przypraw.
Żadna z tych potraw choć z pozoru łatwa, w istocie taka nie jest. Wołowina wymaga finezji, według mnie, rzecz jasna. Wołowinę przyrządzamy raz na jakiś czas. To mięso wymaga pieczołowitości i zacięcia, nie może być przygotowane w pośpiechu. Nad przyrządzeniem dania z wołowiny trzeba czuwać i doglądać. Odpowiednio przyprawić, ale też nie przesadzić. Jest coś wykwintnego w wołowinie. Smak jest głęboki, intensywny i zdecydowany, ale w towarzystwie odpowiedniego zestawu dodatków i przypraw.
Przyznam, że aż mnie ssie z tęsknoty za którąś z wymienionych wyżej potraw. Zrazy wołowe przygotowane tradycyjnie z boczkiem lub słoniną i ogórkiem kiszonym, zapieczone do miękkości w ciemnym sosie, to jeden ze wspaniałych smaków mojego dzieciństwa. Lubiłam i lubię mięsny konkret! Tatar zwykle serwowany na większych oficjalnych uroczystościach jako przystawka, potrafię spałaszować w trzy minuty, takie to dobre. A rosół wołowy raz na kilka miesięcy dla odmiany od drobiowego, po prostu uwielbiam za zupełnie inny, wyrazisty smak, wynikający z takiego, a nie innego mięsa - polskiej wołowiny.
Wśród potraw z wołowiny jest jednak coś, co mój mąż przygotowuje względnie szybko, bez zbytniej spinki, a może dzięki sporej wprawie z powodu częstotliwości przyrządzania?! Są to flaki wołowe. Najlepiej smakują, gdy są baaaaaardzo gorące, z dobrą bułką na zagryzkę, a duuuuża ilość majeranku w zupie miło drażni nasze powonienie.
Dzielę się więc dziś z Wami tym razem we współpracy z portalem beefmania.org przepisem mojego męża na
FLAKI PO PAWŁOWSKU
Przepis bardzo prosty, domowy, nie jest jakoś szczególnie skomplikowany, ale wymaga uwagi i staranności, bo ważnych jest tu kilka zasadniczych kwestii. Po pierwsze dobry, aromatyczny wywar z wołowego szpondru. Czyli mój ulubiony rosół wołowy, tyle że tu jako podstawa do przygotowania pikantnych flaków.
SKŁADNIKI NA ROSÓŁ WOŁOWY
Jak do każdego rosołu, także tego z wołowiny, mąż wrzuca włoszczyznę:
- 5-6 sporych marchewek,
- średni seler,
- jeden średni por,
- jedną średnią pietruszkę,
- w sezonie letnim można dorzucić także liście lubczyku, pietruszki i nać selera.
A do tego:
- ząbek czosnku,
- pół podpalonej nad ogniem z kuchenki lub podpieczonej w piekarniku cebuli,
- 1-2 suszone grzybki (my namiętnie zbieramy kanie jesienią i zostają nam "ogonki", które suszymy i potem wrzucamy do rosołu),
- sól i pieprz do smaku,
- 2 liście laurowe,
- 4 ziarna ziela angielskiego...
i gotujemy szponder wołowy do miękkości. Tego szpondru potrzebujemy jakieś pół kilograma.
FLAKI
Kupujemy surowe, ale wstępnie poszatkowane i obgotowane w ilości około 1 kilograma. Mąż jeszcze 2-3 razy je obgotowuje w osobnym garnku około godziny - półtorej do dwóch, wylewa wodę, zalewa świeżą - dzięki temu flaki tracą swój niezbyt przyjemny zapach i smak. Gdy są już miękkie, podobnie jak szponder w wołowym rosole, flaki odlewamy, przecedzamy.
Z rosołu wyjmujemy warzywa i na tarce o grubych oczkach wszystko ścieramy na jedną masę, która ląduje na patelni razem z 2-3 czubatymi łyżkami masła. Warzywa podsmażamy, oprószając je na patelni 2-3 łyżkami mąki.
Po podsmażeniu, z powrotem wrzucamy do wywaru, a w międzyczasie mięso ze szpondru kroimy na drobne kawałki, podobne wielkością do flaków i wrzucamy razem z nimi do wywaru. Kiedy doprowadzamy wywar wraz z warzywami i mięsem do wrzenia, wsypujemy na garnek z ilością około 5-6 litrów zupy, całe opakowanie przyprawy do flaków.
W tej przyprawie jest już i papryka i gałka muszkatołowa i inne dodatki, które nadają im ten charakterystyczny pikantny aromat. No i na koniec majeranek, duuuużo majeranku (zależy jak kto lubi - jedna lub dwie garście).
Nie wyobrażam sobie każdego talerza zupy z porządną porcją majeranku na gorących flaczkach. No to co? Już! Mówiłam, że będzie prosto i łatwo? No i jest :) Takie "flaczki po pawłowsku" palce lizać to mój mąż robi "w locie", a wierzcie mi, że ma do tego dryg!
Wpis powstał we współpracy z portalem beefmania.org
Projekt został zrealizowany ze środków
Funduszy Promocji Mięsa Wołowego.
Projekt
został zrealizowany ze środków Funduszu Promocji Mięsa Wołowego. - See
more at: http://beefmania.org/o-projekcie/#sthash.ortoLXtc.dpuf
Projekt
został zrealizowany ze środków Funduszu Promocji Mięsa Wołowego. - See
more at: http://beefmania.org/o-projekcie/#sthash.ortoLXtc.dpuf
poniedziałek, 24 marca 2014
Wieprzowina z dziczyzną w myśliwskiej kiełbasie, na końcu w aromatycznej sałacie podana #kuchniakasi dla wieprzopedia.pl
Sposób na boczek wieprzowy - hmmm...
Kiedy byłam dzieckiem, poznałam smak tzw. wieprzowej "świeżonki".
Świeża wątróbka "prurzona" z jabłkami czy boczek smażony i duszony w zawiesistym sosie?! Kto zna ten smak? Ja znam. Dziś taka kuchnia uważana jest za ciężkostrawną, niezdrową, być może. Ja sama nie mam ochoty na zajadanie się codziennie do syta porcją ziemniaków i polską świnką na bogato w sensie tłuszczu i kalorii. Chyba w wielu domach zagościła już, z korzyścią dla naszych organizmów tzw. kuchnia śródziemnomorska. A wraz z nią, całe mnóstwo różnej kombinacji sałat.
Doceniliśmy szpinak, roszponkę, wszelakie świeże zioła, a kapusta pekińska i lodowa oraz rzymska dumnie weszły do domowego menu obok tradycyjnej sałaty masłowej podawanej do obiadu ze śmietaną. I to jest fajne! Bo nadal możemy korzystać z tradycyjnych smaków polskiego mięsa, w tym wieprzowiny, ale bardziej delektując się nią, niż "opychając".
A co wspólnego ma polska wieprzowina z moją pyszną sałatą, która kusi ze zdjęcia poniżej? To się okaże, gdy doczytacie do końca całą historię.
Doceniliśmy szpinak, roszponkę, wszelakie świeże zioła, a kapusta pekińska i lodowa oraz rzymska dumnie weszły do domowego menu obok tradycyjnej sałaty masłowej podawanej do obiadu ze śmietaną. I to jest fajne! Bo nadal możemy korzystać z tradycyjnych smaków polskiego mięsa, w tym wieprzowiny, ale bardziej delektując się nią, niż "opychając".
A co wspólnego ma polska wieprzowina z moją pyszną sałatą, która kusi ze zdjęcia poniżej? To się okaże, gdy doczytacie do końca całą historię.
Jakieś półtora miesiąca temu, kolega podarował nam mięso z dzika. Ot tak, taka koleżeńska niespodzianka i po chwili euforii, że oto, że łał - co my teraz z tym mięsem ciekawego, smakowitego zrobimy?
Dzik, dziczyzna to, jak twierdza niektórzy, najzdrowsze mięso. Dziczyzna zawiera znacznie mniej tłuszczu, niż mięsa zwierząt rzeźnych. Ma też w swoim składzie np. kolagen (0,5 – 1,2 %) i dużo łatwo strawnego białka - kreatyny. Dzika, w zasadzie, można przyrządzać tak, jak wieprzowinę, jednak jego mięso jest twardsze, niezbyt ładnie pachnie, więc trzeba je "bajcować" przez 6-8 dni. Dodaje się wówczas do mięsa z dzika dużo m.in. cebuli i przypraw korzennych. Często je też trzeba przewracać. Oddaliśmy więc mięso z podarowanego dzika w dobre ręce rzeźnika, który najpierw zamarynował je na tydzień, a potem zrobił kiełbasy ze zbawiennym dodatkiem... wieprzowego, tłustego boczku - niezbędnego, by kiełbasa nabrała soczystości.
Fachowiec od rzeźnickich przetworów uchylił mi rąbka swojej zawodowej tajemnicy i przedyktował mi przepis na marynowanie mięsa z dzika, ktoś znał?
Na 10 kg mięsa dzika potrzebne są 2 litry
wody, 1/2 litra octu, 10 ziaren jałowca, 10 ziaren pieprzu czarnego, 15 goździków, 6 liści laurowych, 2 ząbki czosnku, 4 cebule, 4
marchwie, 4 pietruszki i 1 duży seler. Oczyszczone warzywa kroi się w plasterki i dodaje skórkę z połówki cytryny. Wszystko razem
trzeba zagotować i ostudzoną marynatą zalewamy mięso z dzika. Po czym przykrywamy, przyciskamy jakimś ciężarkiem i pozostawiamy w chłodnym miejscu na owych 6 do 8 dni.
Po wyjęciu z marynaty mięso z dzika kilkakrotnie miele się do uzyskania jednolitej masy i w naszym przypadku z tegoż mięsa powstały wspaniałe kiełbasy, do których rzeźnik dodał wieprzowego boczku, bo bez niego mięso byłoby bardzo suche i praktycznie rozpadałoby się bez odpowiedniego spoiwa.
SKŁADNIKI NA KIEŁBASĘ
- mięso z dzika 10kg
- mięso wieprzowe boczek 4kg
- jałowiec 12g
- 3 główki czosnku
- sól do peklowania 15g/kg
- pieprz 1g/kg
- cukier 2g/kg
- majeranek 1 całe opakowanie
- jelita
Kawałki zarówno mięsa z dzika jak i wieprzowego boczku najpierw kroi się w kostkę, a potem następuje mielenie. Mięso z dzika należy zemleć na sitku 3mm, a boczek na sitku 6mm. Zmielone mięsa trzeba wymieszać, tak by masa nabrała kleistości. Następnie dodajemy przyprawy i sól do peklowania. Wstawiamy do lodówki na 48h. Po dwóch dniach napełniamy jelita o długości ok. 14-16cm. Pozostawiamy około 1h w temp. 15 stopni. Pierwszego dnia kiełbasy wędzi się ciepłym dymem ok 5-6h. W następnej kolejności należy podwędzić gorącym dymem, aż do osiągnięcia wewnątrz temp. ok. 70 stopni. Drugiego dania trzeba wędzić zimnym dymem około 5h do osiągnięcia ciemnego bordowego koloru. Trzeciego dnia wędzi się dymem zimnym 4h. - Kiełbasę z dzika z domieszką wieprzowego boczku w takim stanie dostaliśmy od rzeźnika, wyglądała o tak, jak na tym zdjęciu poniżej.
SKŁADNIKI NA KIEŁBASĘ
- mięso z dzika 10kg
- mięso wieprzowe boczek 4kg
- jałowiec 12g
- 3 główki czosnku
- sól do peklowania 15g/kg
- pieprz 1g/kg
- cukier 2g/kg
- majeranek 1 całe opakowanie
- jelita
Kawałki zarówno mięsa z dzika jak i wieprzowego boczku najpierw kroi się w kostkę, a potem następuje mielenie. Mięso z dzika należy zemleć na sitku 3mm, a boczek na sitku 6mm. Zmielone mięsa trzeba wymieszać, tak by masa nabrała kleistości. Następnie dodajemy przyprawy i sól do peklowania. Wstawiamy do lodówki na 48h. Po dwóch dniach napełniamy jelita o długości ok. 14-16cm. Pozostawiamy około 1h w temp. 15 stopni. Pierwszego dnia kiełbasy wędzi się ciepłym dymem ok 5-6h. W następnej kolejności należy podwędzić gorącym dymem, aż do osiągnięcia wewnątrz temp. ok. 70 stopni. Drugiego dania trzeba wędzić zimnym dymem około 5h do osiągnięcia ciemnego bordowego koloru. Trzeciego dnia wędzi się dymem zimnym 4h. - Kiełbasę z dzika z domieszką wieprzowego boczku w takim stanie dostaliśmy od rzeźnika, wyglądała o tak, jak na tym zdjęciu poniżej.
Była już wtedy niesamowicie aromatyczna i pyszna. Kilka kiełbasek
zjedliśmy od razu. Ale pozostałe postanowiliśmy w naszych domowych warunkach jeszcze podsuszyć. Na gorącym kaloryferze - wyjątkowo w kształcie
pozginanej rurki, powiesiliśmy naszą przyszłą myśliwską kiełbasę, która
w ciągu tygodnia stała się super podsuszona. Mhmmmm, mówię Wam, co to
był za smak?! Coś wspaniałego. Komplementowaliśmy ją my, zachwycali się
nią znajomi, których poczęstowaliśmy. Smakowała lepiej, niż jakiekolwiek
przekąski, a nawet ciasto :)
- sałatę lodową
- ser feta,
- ser żółty,
- czerwoną świeżą paprykę czerwoną,
- kiełbasę myśliwską z dzika,
- szynka wędzona z dzika,
- zeeeero soli i zeeero pieprzu, ale za to - aromatyczną oliwę z oliwek,
- duuuużo majeranku, ziół prowansalskich, oregano i bazylii - moich ulubionych :)
- kilka kromek chleba, które w tosterze podpiekacie, żeby były chrupiące
- sok z grubego plastra cytryny
i....
- rwąc na kawałki lodową sałatę, wrzucacie nonszalanko na taki talerz, jak chcecie, w proporcjach - jakich lubicie wszystkie składniki, a na koniec polewacie dobrą oliwą z oliwek i skrapiacie cytryną - także w proporcji takiej, jak wydaje Wam się, że wystarczy. Kochani - UWAGA - tu potrzeba jeszcze jednego dodatku - ZAUFANIA DO WŁASNEJ INTUICJI i DUŻEJ SZCZYPTY SPONTANICZNOŚCI. Wtedy powinno być super!
Wpis powstał we współpracy z portalem wieprzopedia.pl.
Subskrybuj:
Posty (Atom)