Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIELKANOC 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WIELKANOC 2014. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 marca 2016

Nietypowe potrawy wielkanocne

Eksperymentowanie w kuchni lubimy od zawsze. Eksperymentowałam kiedyś ja, biorąc udział w castingu do programu Ugotowani, na co dzień lubią eksperymentować też inni członkowie naszej rodziny, włączając w to Klaudię. To ona też często posadzona na kuchennym blacie, miesza z niezwykłą starannością i mega frajdą wszystkie składniki, a potem pierwsza cieszy się efektem wspólnej pracy. 

Inspiracje do potraw na tegoroczne święta zaczerpnęłam z kolorowych gazet. Znalazłam tam super pomysł na galaretki w kształcie jajek, róże zrobione z "płatków" jabłek w cieście francuskim, przepis na prostą pastę jajeczną czy tartę z pieczonymi porami i kozim serem, kopytka buraczane, ciasto marchewkowe, springrollsy z kiełkami oraz zdrowe i pomocne w trawieniu koktajle oczyszczające (takie jak ten z marchewek i truskawek, o którym pisałam w tym poście).

sobota, 10 maja 2014

Kaczka w pomarańczach #kuchniakasi

W cyklu przepisów wielkanocnych, wrzucam dziś retrospektywnie przepis na kaczkę w pomarańczach. Ciągle też trwa moja fascynacja ziołem kurdybankiem, o którym mówi się, że zastępuje zioła prowansalskie. 

Trzymam się w kuchni od lat jednej zasady - może być fajnie, ciekawie i niestandardowo, ale przepis nie powinien być długi, zawiły i z ilością 25 składników (w tym trudno dostępnych i hiper drogich). Kiedy czytam taką listę, na końcu nie pamiętam zupełnie co było w środku, a już na pewno na początku. Poza tym każdą potrawę staram się sobie wyobrazić, właściwie robię to intuicyjnie. Poczuć jej smak jeszcze zanim ją przyrządzę.   

Są smaki, do których przywykamy, bo albo dobrze pamiętamy je z dzieciństwa i wielokrotnie powtarzamy albo też ktoś nas skusił jakąś nowością i ten smak został z nami na dłużej. Jeśli chodzi o kaczkę, to oczywiście zakodowaną miałam wersję pieczoną z jabłkami. Jednak tyle kuszących przepisów na kaczkę w pomarańczach stukało do mojej wyobraźni, że skusiłam się i ja. 

PRZEPIS NA KACZKĘ W POMARAŃCZACH
#KUCHNIAKASI



SKŁADNIKI:
- jedna spora kaczka (najlepiej od rolnika z ryneczku, ale niekoniecznie)
- dwie duże pomarańcze 
- sól
- pieprz
- granulowany czosnek
- przyprawa do drobiu (z paczki - uważam, że takie pomocnicze mieszanki do odpowiedniego typu mięsa są całkiem w porządku)
- majeranek suszony (latem można pokusić się o świeży z ogródka)

WYKONANIE:
Banalnie proste. Osuszamy rozmrożoną kaczkę z resztek wody i najpierw nacieramy rękami solą i pieprzem od zewnątrz i wewnątrz. Robię to naprawdę na wyczucie - myślę, że zwykle zużywam dwie płaskie łyżeczki soli i jedną pieprzu. Następnie posypuję z zewnątrz z obu stron czosnkiem granulowanym, trochę też wcieram do środka kaczki. Na końcu oprószam 2-3 łyżkami płaskimi przyprawy do drobiu i "od serca" (ok. 2-3 łyżki) majerankiem. Do środka przyprawionej kaczki wkładam pociętą na ćwiartki razem ze skórą jedną pomarańczę, a cząstkami drugiej obkładam kaczkę dookoła w żaroodpornym naczyniu. Piekę około 2-2,5 godziny w temperaturze ok. 250-200 stopni. Na początku bez przykrycia, żeby skórka się przyrumieniła, a potem nakładam pokrywkę. Wtedy kaczka nabiera wilgoci i tworzy się sos z pomarańczowym posmakiem. Kaczka musi być bardzo mięciutka.

Fotkę kaczki zdążyłam zrobić tylko przed upieczeniem. Proces konsumpcji był tak szybki, że nie udało mi się tym razem uchwycić na zdjęciu drugiego etapu. Zniknęła w mgnieniu oka :) 

Przepis na kolejną odsłonę sałaty z ziołem kurdybankiem z cyklu #kuchniakasi w kolejnym poście jeszcze dziś wieczorem.  

środa, 7 maja 2014

Szybki sernik #kuchniamarka

Raczej przemyślane akcje w kuchni to specjalność Marka. Ja specjalizuję się w ryzykownym szaleństwie kulinarnym.

Marek częściej tworzy zoptymalizowane #takineologizm smakołyki, które mogą trafić w gusta wszystkich i ma za to w domu tzw. wielki szacun. Ja zaś, oprócz kilku pewniaków, które umiem i zrobię z zamkniętymi oczami, nade wszystko lubię eksperymentować. Stąd ta fascynacja kwiatami jadalnymi w kuchni i rozbudzona ciekawość, jakie to jeszcze polskie zioła, które otaczają nasz dom, bezwiednie omijamy, nie kosztując ich smakowego uroku.

Jestem wprost zafascynowana blogiem www.herbiness.com, który znam od kilku tygodni zaledwie, a zadziwia mnie wciąż nowymi roślinnymi odkryciami. Zaczyna mi się uzależnienie od kolejnych wpisów jego autorki. Nie spocznę, jeśli nie wypróbuję choćby 10% jej przepisów.

Ale ja tu dygresyje tworzę, a gdzie przepis na sernik z cyklu #kuchniamarka? Jest.

PRZEPIS NA SZYBKI SERNIK 


SKŁADNIKI:
- 1 kg twarogu trzykrotnie mielonego (gotowy z tzw. wiaderka)
- 250 g cukru
- 200 g miękkiego masła
- 5 jajek  
- 2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego
- 1 opakowanie cukru wanilinowego
- otarta skórka z jednej cytryny
- otarta skórka z jednej pomarańczy (innowacja Marka)
- cukier puder do posypania sernika po upieczeniu


WYKONANIE:
Masło ucieramy z cukrem mikserem na puszystą, jasną masę. Ucierając cały czas, dodajemy stopniowo twaróg, jajka i budyń w proszku. Nadal ucieramy na bardzo gładką masę. Pod koniec dodajemy otartą skórkę z cytryny i pomarańczy oraz cukier wanilinowy. Masę przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. Pieczemy w 180-ciu stopniach około 60-70 minut. Studzimy i posypujemy cukrem pudrem.


Sernik wychodzi z tego przepisu niezwykle puszysty i lekki. Polecam, rozpływał się w ustach! 

Zaglądajcie na mój INSTAGRAM - zapraszam! Tam ciągle królują jakieś nasze domowe przysmaki :) 

niedziela, 4 maja 2014

Przedmaturalny post o rodzeństwie

Jutro rozpoczynają się egzaminy maturalne naszego Macieja. Chwila iście wiekopomna. Sama nie wiem co czuję, obawę czy będzie dobrze, pomieszaną z fanatyczną matczyną wiarą, że dobrze być przecież musi. Jak będzie i tak się okaże w rezultacie splotu wydarzeń, szczęścia i wiedzy.

Przeżyliśmy już wraz z synem kilka takich przełomowych momentów w jego życiu. Dostanie się do dobrej klasy w gimnazjum, potem dodatkowe egzaminy do liceum do klasy, która jako jedyna wymagała pogłębionej wiedzy. Na pewno były to sprawdziany nie tylko wiedzy, ale i opanowania sytuacji stresowej. Wierzę, że w pewnym stopniu przygotowały go do tego maturalnego maratonu, który rozpoczyna się jutro. Projekcja dobrych myśli i wsparcie rodziców chyba przyda się, choć i tak to On będzie sam musiał stawić czoła sytuacji na "egzaminie dojrzałości".

Nie mam pojęcia, kiedy czas skurczył się tak, że nasz syn jest już 18-latkiem, a córka jest słodką małą siostrzyczką swojego brata w wieku 3 lata i 3 miesiące. Stoję przed takim faktem dokonanym, ale czyż nie mówi się, że "szczęśliwi czasu nie liczą"? 

Wspaniałe chwile przeżyliśmy w ostatnią sobotę wielkanocną, kiedy patrzyliśmy na dziecięcą radość naszych dzieci o dużej różnicy wieku, gdy bawiły się razem... jak dzieci właśnie, malując wielkanocne jajka! Utrwalam więc te chwile tutaj na dłużej i zaczynam trzymać kciuki.

 










wtorek, 22 kwietnia 2014

Wielkanoc 2014

Wielkanocny weekend - tak bym nazwała te święta. Ponieważ poprzedziła je dwutygodniowa choroba na ospę Klaudusi, nie wybraliśmy się na rodzinne lub krajoznawcze wycieczki, tylko każdy kolejny dzień był jeszcze etapem zdrowienia Córuchny. 

Na szczęście ospa w odwrocie, ranki się goją, ale powoli, bo było ich trochę i to niektóre poważne. Jednak dmuchaliśmy na zimne i wychodziliśmy po dwóch tygodniach kwarantanny dopiero w sobotę na święconkę i w świąteczne dni na spacer. Nie za długi, by przeziębienie nie zaatakowało osłabionego jeszcze na razie organizmu. Byliśmy w czwórkę więc w domu (bo w domu też tegoroczny przyszły maturzysta ma ostatnie tygodnie przed maturą). Co pichciliśmy, malowaliśmy i jak nam mijał czas, dzieliłam się tym na bieżąco na instagramie. W tygodniu stawiam sobie za cel zebranie w osobnych postach przepisów na nasze potrawy #kuchniamarka i #kuchniakasi, bo jeden wpis wyszedłby z tego przeogromniasty. 

Największa frajda świąteczna? Zdecydowanie widok malujących z przejęciem i wielką frajdą jajek rodzeństwa o takim rozrzucie lat, że mało kto by się tego spodziewał. A jednak pokolenia 18+ i 3+ są w stanie się bardzo dobrze dogadać :) Bo każdy tak lubi mieć w sobie dziecko! O tym też osobny post jeszcze planuję. Tymczasem jutro, a dziś już właściwie powrót do pracy po zwolnieniu z Klaudusią. Przyda mi się moc ogromna!