Kiedy mam się wybrać na spotkanie takie z cyklu bardziej poważnych, przeżywam małą spinkę - nie wiem co mam na siebie włożyć. Czy ma to być totalnie spokojny look czy może owszem elegancko, ale z jakimś przełamującym monotonię akcentem. Gdybym była facetem, założyłabym jakiś szałowy garnitur i do tego czerwone trampki, ale przecież kobieta myśli zaraz o dodatkach, lakierze do paznokci i innych szczegółach.
Oczywiście wiele zależy od tego z kim się spotykamy i w jakiej sprawie, a także o jakiej porze dnia. Zawsze jednak kołacze mi się po głowie myśl, żeby w tym całym kanonie nie zatracić siebie, a podkreślić coś co jest charakterystyczne dla mnie. Dziś spotykałam się z dziewczynami reprezentującymi pewien fajny projekt, który w barwach miał zieleń. Ta zieleń miała nie tylko znaczenie jako element identyfikacji ich marki, ale też symboliczne, związane z przyrodą. - Nie mogłam więc na to spotkanie nie założyć zielonych czółenek z Centro, które ostatnio nabyłam.
Wczoraj spadła mi zaś jak z nieba sukienka marki Verona,
którą zobaczycie na poniższych zdjęciach. To bardzo starannie wykonana
tunika, która idealnie do mnie pasuje. Trochę grzeczna u góry, u dołu
jest raczej krótka, ale umiarkowanie. Jest odrobinę luźna, dzięki temu wygodna. Uszyta z bardzo przyjemnego drobno pikowanego materiału. Moja sukienka
wyszła spod ręki mamy koleżanki mojej córki z przedszkola, w szalonym
pędzie nie znałyśmy się wcześniej bardziej. Wczorajsze tańce naszych
córek sprawiły, że w końcu znalazłyśmy czas na kawę, a ja mogłam
obejrzeć jej atelier Verona w Papowie Toruńskim.