Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MY INSPIRATION. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MY INSPIRATION. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Yellow look 2016 zainspirowany Timotei Miraculous Repair

Ta wiosna i lato będą, według mnie, okresem panowania ciepłego, słonecznego koloru żółtego w modzie. Już widać w sklepach te zajawki w postaci żółtych marynarek i sukienek oraz bluzek np. w Sinsay, Mohito czy Reserved. Kilka rzeczy nawet wpadło mi w oko, ale tak naprawdę, to chętnie uszyłabym sobie coś oryginalnego według własnego projektu. A oto, co mi chodzi po głowie. Sukienki, spodnie, galanteria... Przygotowałam dla mnie i dla Was kilka inspiracji, a ostateczną myśl poddały mi opakowania szamponu i odżywki Timotei Miraculous Repair.

niedziela, 20 lipca 2014

Home Office i Kids Room - inspiracje i przemyślenia

Kiedy remontowaliśmy dom dobrych kilka lat temu, cechowało mnie duże zachłyśniecie kolorami. Musiałam się wyżyć. Zielenie, fiolety, capuczino - no pojechałam z kolorami po całości. Lubię te zestawienia, kiedy do domu wpada dużo słońca, ale kiedy jest pochmurno lub gdy od jesieni do wiosny popołudnia są krótkie - to pomysł z ciemnymi kolorami w mieszkaniu nie wydaje się trafiony. W takie dni i w takich porach tęsknię za bielą - czystą, jasną, kojarzącą się z czymś nowym. 

Tak jak marzę sobie o nowym home office. Intensywnie też  myślę o tym, żeby zmienić generalnie wystrój pokoju Klaudii. Chyba nadeszła chwila na zmiany na wielu płaszczyznach?! O taki home office bym sobie chętnie urządziła - coś w tym stylu z dłuższym blatem z dwoma stanowiskami marzy mi się w pokoju Klaudii. 

 

czwartek, 12 kwietnia 2012

czwartek, 3 marca 2011

niedziela, 27 lutego 2011

Wonderful moments together

Od dwóch dni mam jakieś kłopoty techniczne z dodawaniem zdjęć z komputera i nie mogłam od razu opublikować posta z gorącym podziękowaniem Thimblelady, autorce bloga http://e-fectyinspiracji.blogspot.com/ za wirtualne wyróżnienie. Jednak w trybie awaryjnym - w końcu się udało!


A oto, jakie obowiązują zasady zabawy:

1. Podziękować za wyróżnienie.
2. Zamieścić u siebie link do bloga osoby, która Cię wyróżniła :)
3. Wkleić u siebie logo wyróżnień.
4. Przekazać nagrodę do 10 blogów!
5. Zamieścić linki do tych blogów.
6. Powiadomić o tym nominowane osoby.

A na koniec - stworzyć listę rzeczy, które czynią mnie szczęśliwą...

Moje największe szczęście w tej chwili, to czas spędzany z moją córeczką, co widać na załączonym obrazku :)


a wyróżniam następującą 10-kę blogów (choć ulubionych mam znacznie więcej - a każdy blog lubię za coś innego, oryginalnego...), na które z przyjemnością wpadam:












http://e-fectyinspiracji.blogspot.com/
http://nta-lia.blogspot.com/
http://queenmotherpl.blogspot.com
http://jozefinafashion.blogspot.com/
http://alicjahandmade.blogspot.com/
http://callifornication.blogspot.com/
http://focho-ciuchy.blogspot.com/
http://scentoflavendersummer.blogspot.com/
http://izabelu.blogspot.com/
http://lilaanaa.blogspot.com/

Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dziękuję za przemiłe komentarze pod ostatnimi postami, zwłaszcza pod adresem mojej córeczki :) i ślę pozytywną energię dalej...

środa, 19 stycznia 2011

I'm sorry :), continued memories...

Przykro mi :)))), ale z powodu wspólnego "wspominkowania" motywów z przeszłości, który poddała w komentarzu do mojego poprzedniego posta  ThimbleLady postanowiłam przywołać moje wspomnienie na 2 tematy:

1. KOZAKI RELAKS :)))) - ha., ha, ha, - oczywiście, że takowe miałam - szare ze złotym napisem, ooooo takie, jak te...



...miałam je chyba jako 8-latka w podstawówce i szczerze nie znosiłam...ciągle się z mamą kłóciłam, że nie chcę ich nosić, bo ani ładne, ani wygodne - obciachowe były na maxa :)))

 2. TRWAŁA ONDULACJA :))) - też miałam, ale ten wynalazek epoki jednak lubiłam, bo robił "burzę włosów" z moich "pięciu nitek na krzyż", co prawda lepiej trwała służyła mi wtedy, gdy jeszcze nie farbowałam włosów na blond i na maxa ich nie niszczyłam, ale nie byłabym sobą, gdybym na blondzie tego też nie przetestowała - do czasu, aż trwała zrobiła się mega passsssseeee - szkoda :( miałabym większą fryzurę na głowie, he, he...
A - i jeszcze dodam, że "trwała" była moim wybawieniem po latach liceum i początku studiów, kiedy to, by nadać fryzurze większy "rozmiar" ciągle nawijałam włosy na "lokówki" - o, ja, ale intymne wspomnienia...:))))

...tu włosy "po lokówkach" z 1991 roku :)


...a tu "trwała" w paru odsłonach :))) z lat 1992-1998








wtorek, 18 stycznia 2011

Random memories

Kiedy zobaczyłam tego posta Sally Jane Vintage o retro fryzurach z warkoczykami, zafundowałam sobie ciąg dalszy moich nieuporządkowanych wspomnień, tym razem trochę z dzieciństwa, trochę z młodości...

Zawsze bowiem marzyłam choćby o minimalnych warkoczykach, ale miałam tak "błagie", jak to się mówiło kiedyś, włosy, że kończyło się zazwyczaj w porywach na kitkach z kokardą :) odkąd pamiętam kombinowałam z tymi moimi "pięcioma włosami na krzyż" jak mogłam, żeby tylko coś z nich  ułożyć. 

Z dzieciństwa mam sentyment do wszelkich wyszywanych w różne wzory, zwłaszcza kwiatowe bluzek, co własnoręcznie robiła wieczorami moja mama. Z nostalgią też wspominam moją długą sukienkę, w której wystąpiłam w przedszkolu w roli WIOSNY w przedstawieniu o 4 porach roku. Wyobraźcie sobie, że pamiętam, jak przyglądałam się jak moja mama i starsza siostra przyszywały do niej wykonywane z różnokolorowych wstążek kwiatki, a na koronie przyklejały wycięte z takich niegdysiejszych stempelków ptaszki. Pamiętam też jak przez mgłę samo przedstawienie, choć miałam wtedy najwyżej 4-5 lat. 

Jak widzę teraz powrót do falban i falbanek, to od razu przypominają mi się moje sukienki i spódnice z lat osiemdziesiątych... No i - kropki, skarpetki, kloszowe spódnice, a potem kozaki za kolano...

Niestety też mam jeden koszmar z dzieciństwa, przeżywałam straszne katusze z powodu moich niedoskonałych rysów twarzy, dopóki nie skończyła się podstawówka nie mogłam się jeszcze malować. (widać to co najmniej na dwóch fatalnych zdjęciach  - ale cóż - było / minęło - historia :) Dziś pewnie zaczęłabym wcześniej :))) 

Ha, ha, wśród moich loooooków wspomnieniowych, pomieszanych bardzo czasowo (przedszkole / szkoła podstawowa / liceum / studia) wkleiłam też jeden mój look chyba z 2004 roku, na którym wyglądam trochę jak własna ciocia klocia :) Zawsze kiedyś marzyłam o takiej długiej, poważnej błyszczącej sukience, ale jak już ją miałam, to tak się wystylizowałam, ha, ha, ha, że postarzyłam się o dobrych 15 lat :))))) 

Sorry, że tak przynudzam z tymi wspomnieniami, ale to widocznie jakiś syndrom przed narodzinami mojej córeczki, na którą czeeeeeekam i czekam i nie mogę się doczekać. Potem chyba długo nie będę miała czasu na to skanowanie starych fotek i roztkliwianie się nad sobą... :))))




Boston - a continuation of sentimental memories

 Ależ wygoda jest z tym youtubem - można zrobić klik, klik i już odgrzewają się muzyczne wspomnienia!

Ale o co kaman? - Otóż na fali moich sentymentalnych powrotów do przeszłości oraz pod wpływem autorki bloga KLAMOTY , która przypomniała utwór Scorpionsów WIND OF CHANGE, u mnie odżyły kolejne retro wspomnienia... Bo - kolejnym naszym zespołem, którego słuchaliśmy w naszym narzeczeństwie z moim Lubym - był zespół młodości mojego wówczas przyszłego męża - Boston.     

Te dwa utwory, które załączam poniżej, były naszymi ulubionymi, choć całą kasetę, słuchaną najczęściej w aucie - znaliśmy właściwie na pamięć...



sobota, 15 stycznia 2011

Sentiments associated with the Kora and Maanam

 Wzięło mnie na sentymenty... Ostatnie dwa dni i dwie noce dopiekły mi mega zmęęęęęczeniowym koszmarem. Pozostał mi zgodnie z planem tydzień do porodu mojej córeczki i najprawdopodobniej moja niecierpliwość spowodowała, że zaczęłam chyba siłą sugestii próbować wywołać poród :))))) szybciej, by jako urodzony niecierpliwiec, mieć już "z głowy".
O "przebierankach" nie było mowy, twardniejący brzuch, mega ruszające się dziecko wewnątrz, niewygodnie przy kompie, ciągle "polegiwanie", spanie, uderzenia gorąca, niezgrabne poruszanie się po domu na przemian z manią sprzątania, prasowania...    

W chwilach mojego tzw. "polegiwania" czytam odkładaną z roku na rok, z miesiąca na miesiąc - książkę Coco i Igor Chrisa Greenhalgha, m.in. też pod wpływem tego pokazu Chanel 2011...



Więc, wracając do meritum, iż wzięło mnie na sentymenty, kiedy dziś w końcu poczułam się lepiej - przypomniałam sobie nasz  "muzyczny kawałek", którego słuchaliśmy w roku 1994, kiedy poznaliśmy się z moim niedługo późniejszym mężem :) - utwór Róża Maaanamu. To z cytatami z tej piosenki dostawałam pierwsze liściki od Lubego... to wtedy dostawałam białe, a potem czerwone róże...

Ale żeby nie było tak tylko wspomnieniowo i muzycznie, to przypomniałam sobie, że podówczas :), w połowie lat dziewięćdziesiątych to Kora właśnie była tą kobietą, która imponowała mi swoim lookiem, energią i odwagą w kreowaniu swojego energetycznego wizerunku...

Skąd się wzięła, co robiła i jak wyglądała, można poczytać i popatrzeć choćby na http://www.plejada.pl/
skąd pochodzą m.in.poniższe fotki...



ciekawe, kto z Was KORĘ pamięta, kto lubi, a... kto nie...











środa, 5 stycznia 2011

Instead of remembering 2010, the dreams of 2011

Zamiast wspominania tego co było, nawet jeśli wiele fajnych, energetycznych i inspirujących do dalszego działania rzeczy w 2010 roku się zdarzyło, wolę pomyśleć mocno, intensywnie i pozytywnie o tym, co w przyszłości zdarzyć się może i układać sobie w głowie "ruchome plany" z różnymi wariantami, które mnie samą mogą zaskoczyć, ale na które w jakiejś części mogę mieć wpływ...

W moim przypadku to po prostu marzenia na różne tematy i pod różnym kontem.

Marzenia - to dość pompatycznie, ale jak dla mnie - najładniej brzmi, więc tak to sobie na swój użytek nazywam! ...Zamiast celów, planów, sztywnych scenariuszy...

A więc z cyklu moich marzeń 2011 - Marzenie first ONE :)

- wyglądać gdzieś chociaż około lata 2011 tak szczupło, jak dziewczyny z poniższej sesji TOP SHOP-a i ubierać się podobnie kolorowo, zabawnie i odważnie... Nierealne? No może troszeczkę - ale postaram się poprzybliżać do ideału :)
- założyć obcisłe dżinsy, których wydaje mi się, jakbym nie miała na sobie od stu lat :) + wyyyysokie obcasy!
- być wypoczętą, zrelaksowaną, promienną...

ha, ha, ha - czy to mi się uda z moją Malutką, która zaabsorbuje mój świat na połowę roku 2011? Marzenia podobno się spełniają :))))    


załączam poniżej moje modowe marzenie 2011 number ONE z sesji Topshop S/S 11 Look Book, która mnie energetycznie nastroiła w ten zimowy, przełomowy czas, całość sesji możecie zobaczyć na: http://www.fashionising.com/pictures/p--Topshop-SS-11-Look-Book-8688-127295.html  

Życzę Wam wielu marzeń w 2011 roku!

do tego klimatyczna muzyka Caro Emerald...