niedziela, 26 lutego 2012

Cycuś zagryzany chlebkiem

No w sumie nie ma czym się chwalić, bo to anomalia wyszła nam jakaś dziś wieczorem - Klaudusia miała dla odmiany od kaszki, zjeść żółteczko z sadzonego jajeczka, ale ona wymyśliła sobie inny rodzaj odmiany. - Chwyciła za świeżutki, suchy chlebek przygotowany do maczania w żółtku i przyssała się do cyca, tak jak to robi wielokrotnie, siedząc przy stole na moich kolanach.
Tiaaa - było wiec dziś na kolacyjkę mleczko z chlebkiem.

A tak poważnie, to te nasze wydziwiania z różnymi smakołykami dla Malutkiej biorą się ostatnio stąd, że Klaudusia słabo jada - fakt, że chyba pcha się na świat kolejny ząb, (z ostatnich czterech, które do końca pozostały), rosną te, które przecięły dziąsełka... I smaruję jej też aphtinem języczek, bo sama już nie wiem - może to pleśniawki?

poniedziałek, 20 lutego 2012

Pseudonimy Klaudusi

Klaudia Róża...
... I-n-w-a-z-j-a - bo kręci się bez przerwy, spala każdy najdrobniejszy tłuszczyk, jaki tylko zdoła się na jej ciałku pojawić, kieruje na rękach noszona w taką stronę, w którą akurat ma ochotę pójść, raczkuje po całym domu, staje przy meblach, opada na pupę, znów wstaje, turla się, szaleje.
... I-n-ż-y-n-i-e-r-k a - bo świetnie opanowała ostatnio sztukę odkręcania i przykręcania nakrętek od butelek, słoiczków od kremów, kartoników po mleku czy sokach, tudzież zdejmować i precyzyjnie nakładać nasadkę z i na pomadkę - dziś rozpracowała swoją pierwszą w życiu szminkę - na szczęście bezbarwną :)
... S-p-r-y-c-i-u-l-k-a - bo od jakichś czterech dni potrafi pięknie schodzić tyłem z łóżka lub kanapy na dwie nóżki, co opanowawszy, sprawia jej teraz rano po obudzeniu największą frajdę.
... O-r-a-t-o-r-k-a - bo umie już do nas zwracać się prawie całym imieniem lub nazwą: mama, tata, Cia (na babcię), Ciej (na Macieja), no i doskonali na wszelkie możliwe sposoby swoje Dori, dori, dori, Lori, lori, lori, intonując je w zależności od charakteru sytuacji z całą swą maleńką spontanicznością i rezolutnością.

Za to jeszcze samodzielnie nie chodzi - w tym względzie dość asekuracyjna jest, ale czujemy, widzimy, że ten moment odważnego pierwszego samodzilnego dłuuuuuższego kroku jest już blisko :)

sobota, 18 lutego 2012

12-ty ząbek okupiony czterodniowym gorączkowaniem

W sumie nie wiadomo, czy na pewno poważne gorączkowanie Klaudusi w tym tygodniu było spowodowane tylko i wyłącznie tym 12-tym ząbkiem (drugim do pary trzonowcem na dole) czy nałożyło się na to jakieś drobne przeziębienie? Ale kaszelku nie było, katarku też nie, więc raczej ten kolejny ząb tak się dał Malutkiej we znaki. - Nam przy okazji też. Ja miałam co drugą przerywaną noc trzygodzinnym buszowaniem Malutkiej od 12:00 do 3:00, a rano oczywiście do pracy. Mąż zaliczył zaś grypę jelitową z totalnym osłabieniem.

W tym tygodniu, gdy szykował się do wyjścia 12-ty ząbek Klaudusi, miała tak osłabiony apetyt, że każde jedzenie kończyło się na trzech łyżeczkach i koniec, chyba, że akurat chwilowo bół dziąsełek odpuszczał. Natomiast dziś, gdy krawędzie ząbalka przecięły dziąsło - ratował ją przez cały dzień w 95% cycuś!!! Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym nie karmiła nadal piersią?!

Karmienie piersią - to nadal nasz standard nocny i totalny ratunek w sytuacjach kryzysowych, jak np. ząbkowanie! W normalne dni cycuś - to ciągle najmilszy z deserków, bo wprost od mamy. Niżej nasza Lalunia nie w butach na obcasach mamy, bo jeszcze sama nie chodzi, ale w berecie i szalu mamuśki :)


wtorek, 14 lutego 2012

Walentynki? - Hmmm - ja "Lubię to!"

Kiedy ma się 16-letni staż małżeński (kto tyle razem przeżył ten wie, że "czasem słońce, czasem deszcz" :) można nadal obchodzić Walentynki, jak się ma na to ochotę... Symboliczne prezenty - a czemu by nie? Jeszcze nie obfocony torcik w kształcie serca ofkors :))) dziś nam się już nie zmieścił po popołudniowym obiedzie, więc będziemy świętować i jutro jeszcze... Pozdrawiam Was Walentynkowo!


niedziela, 12 lutego 2012

Wyniki testu kosmetyków Bella Baby Happy Natural Care

Zamieszczam dziś wyniki testu kosmetyków Bella Baby Happy Natural Care dla najmłodszych jako mama Klaudusi (1 rok i 2 tygodnie), które firma TZMO SA, w której pracuję, właśnie zaczyna wprowadzać do sprzedaży. Tym większą mam tremę, ale jednocześnie przyjemność opowiedzenia Wam o tym, jak sprawdziły się one w naszych domowych testach. Testujmy je od dłuższego czasu (3 miesiące), ale dopiero teraz wiemy, że można będzie je już sukcesywnie kupić w Polsce. Na początek pojawią się w sklepach sieci Piotr i Paweł (na pewno są już w Toruniu i Bydgoszczy, a potem w innych miastach, gdzie sklepy tej sieci są zlokalizowane).

Oto wyniki testu w punktach:

1. WRAŻENIA ESTETYCZNE

Po pierwsze jestem fanką szaty graficznej opakowań! Takich zabawnych, kolorowych butelek dawno nie widziałam. Może jest we mnie jakieś mniejsze lub większe dziecko, ale jak patrzę na te opakowania, to zawsze się uśmiecham. No, ale mówmy o Klaudusi - któż bardziej, jak nie ona właśnie już od przynajmniej trzech miesięcy bawi się nimi przed wieczorną kąpielą i w jej trakcie?! Rybka, motylek, biedronka i pszczółka to motywy, które wcześniej my wskazywaliśmy jej na butelkach palcem, a teraz ona sama wskazuje na obrazki i w języku lori, lori, lori...:), sygnalizuje, że je widzi i rozpoznaje. Poza tym, żywe kolory np. trawy czy wody na opakowaniach po prostu przyciągają jej wzrok.

2. ASPEKTY PRAKTYCZNE

Mówiłam już kiedyś, przy okazji recenzowania produktów pod marką NIVEA, że już baaaardzo przywykłam do pewnego standardu w rodzaju opakowań, a mianowicie do tzw. pompki. Kąpiel zarówno bowiem malutkiego dziecka kilkumiesięcznego, jak i takiego jak Klaudusia teraz, czyli rocznego - jest bardzo szybko się odbywającą operacją logistyczną, w której szybkie dozowanie produktu do mycia z takiej butelki jak płyn 2w1 do kąpieli - Bella Baby Happy Natural Care Baby shower gel 2in1 jest jak dla mnie bardzo komfortowe, bo pozwala szybko, czasem nawet jedną ręką wykonać tę operację. A muszę w tym momencie przyznać, że moja Klaudusia jest ostatnio w kapieli taką małą wiercipiętką (oczywiście zaczęliśmy ją już kąpać w dużej wannie, bo z małej już chciała sama wychodzić na dwóch nóżkach), więc wszelkie techniczne udogodnienia są nieocenione. Muszę przyznać, że również butelka szamponu do włosów Baby Shampoo z linii Bella Baby Happy Natural Care jest tak wyprofilowana, że ma taki sam kształt góry i podstawy, dzięki czemu, gdy szampon zaczyna się kończyć, można butelkę ustawić na "główce" i wykorzystać produkt do końca.

3. JAKOŚĆ

Zwykle w kosmetykach zwracam uwagę na zapach i konsystencję. Kiedy otwieram opakowanie, zwykle już podsuwam pod nos, by powąchać, a jeśli się nie da, to wącham go w trakcie użytkowania. Tak było też z kosmetykami serii Bella Baby Happy Natural Care. W ich przypadku zapach, jaki jest wyczuwalny w szamponie, płynie do kąpieli, a nawet kremie nie wiem dlaczego, ale kojarzył mi się ze świeżo skoszoną trawą, z latem, a właściwie nie - bardziej wiosną, soczystą wiosną... Zastanawiałam się czy to zapach nagietka w kompozycji zapachowej tych produktów jest tak intensywny, czy może zapach oliwki, która jest tez w ich składzie? Nie wiem. Wiem, że spodobał mi się jako taki orzeźwiający.

Konsystencja płynu i szamponu - tych produktów używałam najczęściej w trakcie pielęgnacji Klaudusi - była optymalna. Właściwie nie tylko żel miał konsystencję żelu, ale szampon także powiedziałabym był "żelopodobny" :) - to dobrze, bo nie wylewał się cienkim strumieniem poza gąbkę, tylko pozostawał na niej i po lekkim zmoczeniu gąbki dobrze rozprowadzał się i pienił na główce Małej.

Jesteśmy też już z Klaudusią fankami kremu do buźki Bella Baby Happy Natural Care Baby Cream. Ów ma właśnie bardzo lekką konsystencję, łatwo się rozsmarowuje i właśnie deeeeliktanie pachnie. Wypróbowałyśmy go z moją Córeczką już nie raz podczas spacerów, ale wcześniej, gdy pogoda była bardziej znośna dla dziecka. Nie jestem amatorka hartowania dziecka na mrozie, takim jaki mieliśmy i mamy ostatnio. Jednak ja "podkradałam" Malutkiej ten kremik do smarowania ust, kiedy pędziłam na pociąg do pracy przy 20-stopniowym mrozie i ów zdał egzamin. Z początku spierzchnięte usta, po kilkudniowej aplikacji powróciły do normy.

A cóż poza tym w tych kosmetykach z nazwą Natural Care jest takiego wyjątkowego? Tym razem wiem od tzw. kuchni trochę więcej... Delikatne receptury i naturalne składniki sprawiają, że te produkty można używać do pielęgnacji dzieci już od 1 miesiąca.

Należą do nich:
- Oliwa z oliwek, która odżywia i wygładza skórę, działa kojąco i przeciwzapalnie, uelastycznia naskórek, chroni przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych.
- Ekstrakt z nagietka - działa bakteriobójczo, grzybobójczo, oczyszczająco i zmiękczająco. Pomaga w gojeniu i regeneracji naskórka.
- Wyciąg z kadzidłowca - zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia, ma działanie przeciwzapalne i kojące.
- Masło shea - wzmacnia naskórek, zmiękcza i chroni przed utratą wody. Jest naturalnym filtrem słonecznym.
- Witaminy zawarte w kremie: E, C, PP oraz grupy B działają ochronnie i nawilżają skórę (co nie tylko na Klaudusi, ale i na sobie w warunkach ekstremalnego mrozu sprawdziłam :)

Na koniec - dlaczego nic wyżej nie powiedziałam o oliwce Bella Baby Happy Natural Care Baby oil, która jest w całej linii, ale ja z zasady jakoś zupełnie nie stosuję tego produktu? Ani nie lubiłam się smarować oliwką (choć ta nie klei się, nie pozostawia tłustego filmu na skórze) w ciąży przeciwko rozstępom ani nie smaruję oliwkami mojej Malutkiej, która ma tzw. normalną cerę bez skłonności do przesuszeń, więc uznałam takie "oliwkowanie" za zbędne. Chociaż znam mamy, wierzące w ten produkt bardzo i "oliwkujące" nie tylko dziecko, ale także swoje ciało i to nie tylko w okresie okołoporodowym, lecz np.... po wizycie w solarium. Więc tym paniom ten produkt polecam, a ja za niego baaardzo subiektywnie podziękuję :)

Reasumując - weeeeesołą serię Bella Baby Happy Natural Care wraz z Klaudusią POLECAMY! I na któregoś z kolejnych postów z wynikami testów chusteczek nawilżonych z tej samej linii już teraz zaaaapraszamy! Aaaaaa, zapomniałam dodać, że żel i szampon oczywiście posiadają formułę, dzięki której nie szczypią w oczy maluszka!




piątek, 10 lutego 2012

Nowość - linia kosmetyków Bella Baby Happy Natural Care przetestowana i recenzja w ten weekend


Wyrównaj do środka

A do pracy chodzę tak...

Mam taką koleżankę w pracy, że mogę z nią pod wpływem chwilowego porywu fantazji realizować najdziksze kobiece pomysły :)))) Ostatnio wpadł mi do głowy pomysł, aby wypróbować na sobie trend noszenia okularów w dużych plastikowych oprawkach. Na to nałożyła się jeszcze aktualna moda na okulary o tzw. kocim kształcie i ...jedna z odmian trendu męskiego w modzie kobiecej - noszenia do damskich bluzek krawatów. Rzuciłyśmy więc sobie hasło, że zamawiamy na allegro okulary zerówki w kształcie takim, jak na poniższym zdjęciu czyli Nerdy, a oprócz tego zerówki kocie oraz kolorowe krawaty... Dołączyła się jeszcze jedna koleżanka, spontanicznie jeszcze jedna i tak tydzień temu odebrałyśmy przesyłkę. A dziś w ferworze pracowniczej walki strzeliłyśmy sobie na firmowym korytarzu pamiątkowe fotki z naszych okularowych chwil fantazji :)

Dodam, że okulary tak w ogóle nosić powinnam od dzieciństwa, ale chronicznie nie cierpię (poza słonecznymi ofkors :))))), bo mi wiecznie za gorąco, bo parują, bo opadają, bo są nietwarzowe, ale jak w mediach ciągle się widzi jakiś trend, to czasem mu się ulega chociaż na chwilę tak dla zabawy :)


poniedziałek, 6 lutego 2012

11-ty ząbek Klaudusi

Odnotować należy ku pamięci, iż 11-ty ząbek u Klaudusi się pojawił dziś oto! Na dole, z jej prawej strony - dolny pierwszy trzonowiec.
O - i dopiero teraz natknęłam się na fajny schemat, jakich zębów można się spodziewać w jakiej kolejności, choć, jak powszechnie wiadomo, kolejność i szybkość wychodzenia zębów jest baaardzo indywidualna u niemowląt.

czwartek, 2 lutego 2012

Składam, wkładam, potrząsam, układam... a nie rozkładam

Do tej pory klocki układałam ja, a Klaudusia je w pół minuty rozkładała na pojedyncze elementy i rozrzucała dookoła. Ale, ale - oto i zaczął się u niej etap malutkiej dziecięcej syntezy. Otóż zaczyna odkrywać, że mniejsze zabawki może wkładać do większych i potrząsając tą większą z mniejszą w środku, może sama wywołać chrobotanie i stukotanie. Tak było dziś z kolorową drewnianą malutką matrioszką i jedną z kolorowych nakrętek, które "chomikowałam" od butelek od płynów do płukania tkanin (w różnych kolorach i kształtach). Dziś też po raz pierwszy odkąd Klaudusia jest posiadaczką klocków, próbowała je samodzielnie składać. Dotąd z niezwykłą nonszalancją rozbierała zbudowane przeze mnie domki i samochody na poszczególne klocki, zupełnie nie chcąc samej układać z nich większych brył. I najważniejsze w tym wszystkim jest to, że te nowe umiejętności dają jej wiele dziecięcej satysfakcji i radości :)