piątek, 29 lipca 2011

Subiektywnie o chodziku, czyli... na pewno się narażę :)

Znam doskonale opinie na temat chodzików - z bliższego lub dalszego otoczenia, pediatrów, mam, które w ogóle tego nie spróbowały, bo sugerują się jakimś procentem uwag negatywnych na temat tej - zabawki było nie było dla dziecka oraz tych mam, które i owszem z chodzików skorzystały i okazało się, że ich dzieci mają problemy z postawą, z prawidłowym ułożeniem stóp lub utrzymaniem równowagi. - Szanuję te opinie, ale mam w tym temacie swój odmienny pogląd.

Po pierwsze - z takiej formy urozmaicenia czasu, jak 10-15 minutowa zabawa w chodziku ( w późniejszym okresie około półgodzinna) skorzystałam już przy wychowaniu mojego syna 16 lat temu. Ani ja ani lekarz nie zauważyliśmy wówczas najmniejszych negatywnych skutków tej formy ruchu dla malucha. Syn ma prawidłową postawę i ze stopami też u niego wszystko ok.

Po drugie - zarzuca się chodzikom, że dziecko w nich nie siedzi, nie opiera się, nie odpoczywa, tylko non stop wisi w powietrzu lub stoi na nóżkach, na palcach - bzdura - fotki poniższe mojej Klaudii udowadniają, że kiedy wyspane, zrelaksowane dziecko ma ochotę na chwilę spokojnej zabawy w chodziku, to ma szansę i opierać się pleckami o usztywnione oparcie i dać odpocząć nóżkom, którymi czasami się delikatnie przesuwa głównie na razie do tyłu.

Po trzecie - chodziki są regulowane, mają kilka stopni wysokości, także można zoptymalizować ułożenie w pionie malucha.

Po czwarte - mówi się o chodzikach, że to sprzęt dla leniwych rodziców. W naszym przypadku nic bardziej mylnego - to właśnie kiedy nasza Klaudusia jest w chodziku przez obecnie 10-15 minut nie więcej za jednym razem (4-5 krotnie w ciągu całego dnia, bo też jej się ten sprzęt nudzi i nad wszystko przedkłada spacery oczywiście na świeżym powietrzu) - to wtedy mamy z nią bardzo dobry kontakt wzrokowy i możemy sobie rozmawiać, śmiać się, podawać zabawki, a czasami łypać oczkiem na wiadomości w TV, które nasza Klaudusia upodobała sobie bardziej nawet, niż reklamy i wieczorynkę. Na tej ostatniej potrafi już przez 5 minut na rękach mamy skupić uwagę...

Po piąte - nasz chodzik ma także funkcję z biegunami, wówczas jest chodzikiem bujanym, co też na parę minut dla dziecka jest fajne.

Po szóste i ostatnie - tak wiem, że moje dziecko skończy w niedzielę 6 miesięcy, więc dla niektórych to prawie zbrodnia dla kręgosłupa Malutkiej, by już teraz ją do takiego "ustrojstwa" sadzać... I oprócz "chodzikowania" także robimy sobie coraz dłuższe seanse na prawdziwe raczkowanie...

A ja na to - że każde dziecko jest inne i kieruję się zasadą, że wszechstronna wiedza o plusach i minusach danych rozwiązań powinna nie być nam obca, lecz w parze z tą wiedzą powinna iść też dobra obserwacja rodzica i świadome podejmowanie decyzji, nawet jeśli są czasami wydawałoby się ryzykowne, ale takich przecież w życiu mamy najwięcej. Tym filozoficznym akcentem poddaję się pod osąd mam blogerek. Jestem ciekawa Waszych opinii...

Uwaga - ten post n i e jest sponsorowany przez chińskiego producenta chodzików :)))))





czwartek, 28 lipca 2011

środa, 27 lipca 2011

wtorek, 26 lipca 2011

Wyniki testu pieluszek Bella Baby Happy 3D Flexi System

Od pół roku używamy w pielęgnacji pupci naszej Malutkiej tylko pieluszek Bella Baby Happy, jak już bowiem wspominałam niejednokrotnie na moim blogu, pracuję w firmie, która je produkuje czyli w Toruńskich Zakładach Materiałów Opatrunkowych SA. Fakt więc lojalności wobec tej marki zobowiązuje moje sumienie, dlatego nie wyobrażam sobie używania innych pieluszek niż właśnie te, o których za chwilę opowiem.



Przypomnę, że już wcześniej tu i tu wspominałam o pieluszkach dla noworodków Bella Baby Happy Newborn (jest też wariant Before Newborn specjalnie dla wcześniaków i dzieci z wagą urodzeniową poniżej 2 kg), które chwaliłam zwłaszcza za wycięcie na kikut pępowiny i je polecałam. Pisałam też później o 2-kach i 3-kach...

Kolejną rekomendacją postanowiłam się podzielić z Wami, gdy "wskoczymy" z Klaudusią w etap używania naszych pieluszek dla aktywnych ruchowo bobasów w okolicy 5-6 miesiąca życia niemowlaka. Bo wtedy pieluszka ma za zadanie już nie tylko chłonąć, ale także tak dobrze dopasowywać się do ciałka malucha, żeby z jednej strony nie krępowała mu ruchów np. przy raczkowaniu, a z drugiej nie pozwalała na wydostanie się ewentualnej zawartości "sikowej" lub "kupkowej" na zewnątrz w czasie jego ekwilibrystyki np. na macie edukacyjnej czy w wózku przy wierzganiu nóżkami na spacerze.

Na taki właśnie etap rozwoju spryciulskiego niemowlaka marka Bella Baby Happy ma w swojej ofercie nowe, ostatnio unowocześnione pieluszki z systemem 3D Flexi System. My oczywiście zaczęliśmy je testować od rozmiaru 4, które przewidziane są dla malców z wagą od 8 do 18 kg. Zaczęłam je Klaudusi zakładać, kiedy nawet nie miała jeszcze ośmiu kilogramów, bo 3-ki były już zwyczajnie za małe.

Co w pieluszkach Happy jest takiego szczególnego, że ze szczerego serca mogę Wam je osobiście polecić?

1. Pieluszki Bella Baby Happy są przede wszystkim o d d y c h a j ą c e, czyli pozwalają na cyrkulację powietrza, obrazowo mówiąc "dotleniając" :) pupę naszego szkraba! To, że pupa dziecka się nie odparza, tylko ma - ujmijmy to tak - komfortowe warunki do funkcjonowania w nich do czasu, kiedy na stałe będzie można powiedzieć im do widzenia gdzieś około 1,5 roku-2 lat.

2. Pieluszki w rozmiarach: Maxi (czyli 4-ki, które my właśnie używamy), Maxi Plus, Junior oraz Junior Extra posiadają innowację nazwaną 3D Flexi System, na który składają się:

- 2 szerokie, mocno elastyczne, miękkie w dotyku, długie zapięcia – rzepy,
- szeroki i elastyczny pas taliowy (specjalnie zrobiłam fotki, gdzie ów pas widać na zbliżeniach),
- oraz to co dla mnie jest teraz, gdy mała jest niezwykle ruchliwa, najważniejsze - elastyczne gumki, które zatrzymują zawartość pieluszki wewnątrz, nie powodując bocznych przecieków!

Mogę śmiało podpisać się pod tym oto - naszym sloganem reklamowym, którego moja firma używa z pełnym przekonaniem, zachęcając do zakupu właśnie naszych pieluszek...

3D Flexi System wyznaczają zupełnie nowy standard swobody ruchów!

Mam dużą przyjemność uczestniczenia w pracach nad wpływaniem na rozwój produktów dla dzieci w naszej firmie, bowiem jako jedna z wielu mam oprócz tego, że kupuję i używam tych produktów, bo wierzę w ich sprawdzoną jakość, to jeszcze mam możliwość testowania nowinek technologicznych, ponieważ nasz sztab technologów cały czas pracuje nad doskonaleniem poszczególnych parametrów tych jakże ważnych produktów dla delikatnych pupci naszych maluchów.

I - jasna sprawa, że każda z nas jako mama, ma swojego pieluszkowego faworyta, bo wiadomo, że i cenę i jakość wszystkie bierzemy pod uwagę, a najbardziej lubimy ów odpowiedni balans dobrej ceny w stosunku do jakości, która nam odpowiada, dlatego ja swojego faworyta właśnie Wam przedstawiłam :)

Szczerze polecam, zostawiam Was z fotkami Klaudusi w pieluszce Bella Baby Happy - tak oto wygląda Dziecko, które jest happy w pieluszce Happy :)))))


PS Dorzucę jeszcze mały grosik - zwróćcie też uwagę na estetykę wykonania, czyli nadruki kotka i pieska na pieluszce z przodu i z tyłu. Kiedy przewijam Małą, zwykle na chwilkę daję jej tę pieluszkę do pooglądania, przekłada ją sobie z rączki do rączki i wpatruje się w zwierzaki. A dla mnie jest ważne, że kiedy ma ją na sobie, to wygląda w niej po prostu, moim zdaniem, ładnie. W końcu pielucha to tak jakby trochę niemowlęca bielizna, no nie?! :))))))




poniedziałek, 25 lipca 2011

Wyniki testu produktów NIVEA w kategorii PRZEWIJANIE

Przez ostatnie 7 dni testowaliśmy produkty, które otrzymaliśmy od marki Nivea. Poproszono nas o recenzję chusteczek nasączonych Soft&Cream i Fresch&Pure oraz kojącego kremu przeciw odparzeniom. Testy za nami - mamy wyniki...

Ogólne wrażenie

Bardzo pozytywne. Opakowania wzbudzające zaufanie, w końcu to produkt firmy z wieloletnimi tradycjami, co nie jest bez znaczenia, bo to oznacza, że przez lata sztab technologów pracował nad doskonaleniem receptur w trosce o bezpieczeństwo stosowania tych produktów. Ponieważ krem przeciw odparzeniom zawiera w swoim składzie kiełki pszenicy, od razu zaliczył sesję zdjęciową na tle łanu tegoż zboża, rozpościerającego się obok mojego domu :)))

Szczegółowo

1. Krem kojący przeciw odparzeniom z naturalnym wyciągiem z kiełków pszenicy (hipoalergiczny) zaskoczył mnie swoją bardzo zwartą konsystencją. Sądziłam, że będzie się trudno rozsmarowywał na pupci Małej. A właściwie nie na pupie, bo tej nigdy jeszcze w półrocznym życiu Malutkiej, dzięki odpowiedniej pielęgnacji i stosowaniu pieluszek Bella Baby Happy (wyniki ich testu przedstawię jutro), nie mieliśmy odparzonej, tylko wewnątrz roweczka pomiędzy pośladkami, tuż koło odbytu, gdzie czasami powstają zaczerwienia spowodowane usilnym wydalaniem gazów przez Małą lub oddawania bolesnego czasami stolca. Dlatego, chociaż krem na odparzenia od razu kojarzy się potocznie z całą zaczerwienioną pupą, to ja zdecydowanie takich przypadków u Małej nie miałam, a używam tego rodzaju krem na wyżej wspomniane czerwone podrażnienia i czasami na lekko zaczerwienione pachwinki. Tak więc wracając do konsystencji kremu - ścisła, trudna trochę do rozsmarowania, ale za to skuteczna, gojąca, przynosząca dziecku ulgę.




Jeszcze jeden aspekt muszę podkreślić - opakowanie. Otóż po tym, jak ostatnio męczyłam się z wyciskaniem kremów z tubek przy przewijaniu Malutkiej, przyrzekłam sobie, że jak mi się tylko skończą, kupię taki krem do pupy w słoiczku, bo wyciskanie tuby, gdy maluch wierzga nóżkami na przewijaku to za długa, niekomfortowa akcja. Jednak ta tuba kremu Nivea mile mnie zaskoczyła, jest bowiem wykonana z na tyle miękkiego plastiku, że nie trzeba wkładać dużo siły, by krem wydostać na zewnątrz.

2. Spośród dwóch rodzajów chusteczek nasączonych Nivea bardziej przypadły nam do gustu Soft&Care, zawierające w swym składzie pantenol. Ten składnik zawsze działa na mnie już tak podświadomie - kojarzy mi się z maksymalną delikatnością i ukojeniem dla skóry. Poza tym te właśnie chusteczki mają, moim zdaniem, delikatniejszy zapach i właściwości odkażające. Tym niemniej jednak, drugi rodzaj chusteczek Nivea - Fresch&Pure z aloesem także z powodzeniem testowaliśmy, m.in. do oczyszczania buzi po porannej i wieczornej porcji kleiku ryżowego, kiedy po karmieniu łyżeczką zostają na buźce Małej białe wąsale :) Producent określa, że chusteczki te wykonane są z włókniny z tzw. mikrogąbeczkami, które ułatwiają wycieranie brudnych powierzchni na pupci, rączkach, czy buźce. Faktycznie - jest to fajne - taka nazwałabym "delikatna szorstkość". Jedyny minus, na który osobiście zwracam mocno uwagę w chusteczkach, to grubość. Chusteczki Nivea nie są zbyt grube, a raczej nie mają takiej zwartej struktury, co mi osobiście przeszkadza, kiedy zbieram z pupulki taką bardziej pokaźną kupcię :) Wolę, gdy chusteczka jest grubsza, wówczas mam takie wrażenie, że brudna warstwa chusteczki jest od strony pupci i kupcia nie przedostaje się na drugą stronę, czyli tam, gdzie ja dotykam jej palcami. Jednak to takie subtelne moje odczucie, bo przecież nic przez tę chusteczkę Nivea nie przenika, tylko jej przezroczystość pomiędzy owymi gąbeczkami sprawia, że takie właśnie odnoszę wrażenie... Chusteczki są wydajne - stosując je nie wyszłam poza mój utarty schemat, którego się trzymam, czyli: 1 chusteczka na otarcie pupulki po samych "sikach" :) i 2-3 chusteczki maksymalnie 4 po akcji z kupą :), a to jest dla mnie ekonomicznym priorytetem, bo w działaniu długofalowym oznacza trzymanie się w pewnych ryzach finansowych :) Pewnie, że można przy jednej kupie zużyć 10 chusteczek, ale po co, jeśli można się wyćwiczyć w szybkiej, sprawnej pielęgnacji?!




A teraz Moja Dobra Rada :) a propos przewijania...


Dla zdrowia pupci Klaudusi stosuję zawsze 3-5 minutowe (w zależności, czy jest chłodniej czy jest upał) wietrzenie, czyli pozwalam, by moja Malutka poleżała na przewijaku bez założonej pieluszki. Wówczas skóra odparowuje ewentualne pozostałości moczu, zwyczajnie trochę się "dotlenia". Stosuję ten zabieg za każdym razem, a w szczególności wtedy, gdy rzeczywiście pojawią się w wyżej wspomnianym roweczku pupci zaczerwienienia. Wówczas skóra dodatkowo się osusza po zastosowaniu chusteczki nawilżonej i dopiero na tak odparowaną skórę nakładam warstwę kremu i zakładam pieluszkę. Zaś w tym czasie, kiedy niemowlę leży sobie na przewijaku, jeśli jest już takie około półroczne jak moje, można pozwolić mu się pobawić np. opakowaniem kremu, co moje dziecko bardzo lubi lub wymyślić krótką historyjkę do obrazków na pokazywanej jej przed oczkami pieluszce, zanim ta znajdzie się na jej pupce :) Także proponuję od siebie 3-5 minut relaksu dla skóry i zabawy z dzieckiem nawet wtedy, gdy wykonujemy taką rutynową czynność, jak przewijanie!





sobota, 23 lipca 2011

Bardzo mi miło! Dziękuję :)

Dziewczyny: POLALA i Witaminkaa jesteście Kochane! 
Baaardzo lubię odwiedzać Wasze blogi!
Jest mi niesamowicie miło, że otrzymałam od Was wyróżnienie...


Przyłączam się Kochane do zabawy, opiszę siebie w 7 słowach, ale błagam, nie każcie mi wymieniać szesnastu blogów, które uwielbiam... Odwiedzam coś ponad 250, w zależności od tego, co akurat mi się spodoba. Nie chciałabym nikogo aż tak bardzo wyróżniać. Ponadto upodobania mi się często zmieniają, teraz np. ze szczególnym sercem odwiedzam blogi fajnie ubranych mam lub blogi typowo ciążowo-dzieciowe :))))

Ja w siedmiu słowach?

1. Jestem skorpionicą w 1000-u procentach :) - Tak, jak mocno kocham, tak i mocno nienawidzę :))))
2. Jako dziecko byłam poważną dziewczynką, teraz trochę dziecinnieję??? :))))
3. Uwielbiam podróżować, na podróże małe i duże wydałabym ostatnie pieniądze :)
4. Kocham swojego męża i dzieci, ale nie zapominam też o tym, żeby lubić siebie.
5. Nie umiem się nudzić i leżeć dłużej niż 30 minut na plaży :)
6. Zieleń, zwłaszcza ta przyrodnicza mnie relaksuje. 
7. Kocham jeść wynalazki kulinarne mojego męża.

Moja lista zaczyna się od... i nie wiem, gdzie się kończy...
...............

Zasady zabawy:
  1. Podziękuj i napisz link blogera, który przyznał wam tę nagrodę,
  2. Skopiuj i wklej logo na swoim blogu,
  3. Nominuj 16 innych cudownych blogerów (nie można nominować blogera, który wam przyznał nagrodę) - ja bym tu zmienila zasadę - nominuj ile chcesz blogów...
  4. Napisz o sobie 7 rzeczy,
  5. Napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji

Karmienie piersią kontra zupki, obiadki, soczki, owoce w okresie 4-6 miesięcy niemowlęcia

Jest pewna subtelna, no może bardziej niż subtelna, różnica pomiędzy określeniami fan i fanatyk. Mogę z całą pewnością nazwać siebie fanką karmienia piersią, jednak do fanatyzmu mi daleko.

Karmię piersią cały czas, a Córunia moja dobiega końca 6-go miesiąca, jednak stopniowe podawanie Malutkiej innych pokarmów niż mleko matki sprawiło, że minęły jak ręką odjął uporczywe kolki pierwszych 3 miesięcy, a Klaudusia wygląda i na dobrze odżywioną i zadowoloną. Z dużym przekonaniem mogę powiedzieć, że rozszerzenie diety - moim zdaniem - wyszło Jej jak najbardziej na dobre. Nie zaobserwowałam u Małej żadnych uczuleń, poza drobną wysypką po odrobinie surowej truskawki. Malutka nie ma większych problemów z zaparciami i wypróżnieniami i doskonale umie sygnalizować, kiedy jest głodna i ma ochotę, czy to na mleczko z piersi czy jakiś inny posiłek.

Uważam, że doskonałym wspomagającym i urozmaicającym dietę dziecka w okresie 4-6 miesięcy jest kleik ryżowy Nestle lub BoboVita (przyrządzany przeze mnie na zwykłym krowim mleku 3.2%)- jest sycący, ale jednocześnie lekki, nie podrażniający młodego układu pokarmowego niemowlęcia. Podajemy go Klaudusi dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Czasami też zagęszczam nim zupkę na rosołku z marchewką. Od początku szóstego miesiąca Malutka smakuje już prawie wszystko - każdy nasz obiadek w maleńkich ilościach jest też próbowany przez Klaudusię: ziemiaczki z sosikiem, rozdrobnione mięsko, zupy. Mała dostaje też rozdrobnioną brzoskwinię, a nawet sama zjada 2-3 chrupki kukurydziane (w końcu ma dwa zęby, jakimi sobie gryzie malutkie kawałeczki, które szybko rozpływają sie w jej buźce).

Przy tym - mleko z moich piersi jest nadal i będzie wiele, wiele miesięcy, a może nawet lat jej podstawowym składnikiem codziennego pożywienia, a w szczególności w porze zasypiania w ciągu dnia oraz w nocy.

Jako więc fanka karmienia piersią stwierdzam jednocześnie, iż nie ma nic złego we wprowadzaniu do diety Malucha innych pokarmów już od 4-go miesiąca jego życia. Sama sprawdziłam, polecam!

Mina z cyklu - o co chodzi z tą pogodą? Jesień głęboka w środku lata???



odgapione :) od http://niecodziennosc.blox.pl/ - też Lubię to!



oczywiście przyłączamy się do akcji Hafiji pomocy dla mamy trójki dzieci, która została sama w trudnej sytuacji po stracie męża w wypadku - szczegóły tu: http://baby-under-construction.blogspot.com/2011/07/mamy-wspomozcie-moda-mame.html...

piątek, 22 lipca 2011

Każdy potrzebuje przestrzeni

Nasza Klaudusia zaczyna sama opanowywać swoją przestrzeń. Wczoraj w tempie ekspresowym od zamówienia na allegro, bo niecałej doby, przyjechał do nas chodzik dla Malutkiej, z którym zaczyna dopiero się oswajać. Kilka stopni regulacji pozwala na to, by tak maleńki, prawie półroczny Szkrab już dosięgał nóżkami do podłogi. I - wiem, wiem, nie omieszkały mnie poinformować już "ciocie dobra rada", że to niezdrowe dla dziecka, że nie nauczy się raczkować, że skrzywi sobie kręgosłup... Ale ja w tym wypadku wiem swoje - mój pierwszy syn 16 lat temu śmigał w takim chodziku po domu jak szalony i dziś żadnych problemów z nim nie mam, więc zawierzę swojej intuicji. A o nauce raczkowania też nie zapominamy - na dowód fotki poniżej, na których kadr po kadrze uwieczniałam moją balansującą z plecków na brzuszek i odwrotnie Pannicę...

Zaś nasza dorosła trójca (mąż, syn i ja :) opanowała ostatnio przestrzeń kuchenną, przygotowując kolejne obiadki (klopsiki w sosie koperkowym z pietruszką, udka kurczaka po meksykańsku w sosie...śmietanowym!!!).

Wczoraj zwieńczyłam też głęboką nocką ooooostre dzieło podpatrzone od S jak Sylwia i Szycie, czyli sałatkę z ogórków po meksykańsku. POLECAM - szczypie w język i podniebienie przeraźliwie boooosko!



































środa, 20 lipca 2011

Kochanie oooobiad! Nie fotografujesz? Już lecę :))))

Ostatnio wpadłam w taki trans fotografowania naszych obiadków, że moim pracusiom kulinarnym jest dziwnie, gdy tuż, tuż przed podaniem nie pstryknę parę fotek strawie, która za chwilę powędruje do naszych żołądków :)))) Tak więc dziś uwiecznione zostały nasze jaja sadzone z młodymi ziemiaczkami oczywiście i tradycyjną mizerią, taką z odcedzoną wodą po nasoleniu i doprawioną cukrem i pieprzem wraz ze śmietanką 36% (taką, jak robiły nasze mamy!)



A ja czekam do 23:00 (co przy blogowaniu nie jest trudne, by czas szybko minął :))), by przygotować według przepisu autorki bloga S jak Sylwia i Szycie, ogórki po meksykańsku według jej przepisu... Na noc je nasolę, a nad ranem, kiedy Malutka się budzi, dokończymy dzieła... Spodziewam się naprawdę ciekawego, ostrego smaczku, ponieważ ogórki będą zaprawione chilli cayane!

Ogórki w pogotowiu czekają na krojenie, do którego zaraz zmykam :) A obok nich ukiszone małosolne (które przegryzamy cały dzień) w kamionkowych garnkach i nasze malinowe pomidory z gruntu (kanapki z nimi wciąż jeszcze mi się nie znudziły :)))

Ach, ta Kochana Malutka, zasnęła przed dwudziestą. Pozwoliła mi jeszcze zrobić fotki na szafiarskiego mojego bloga. Ech, cudowna jest!



Summer maxi dress





wtorek, 19 lipca 2011

Mamina próżność :-)

Już któryś raz z kolei (choć bez przesady - nie za często :) na przestrzeni tego prawie pół roczku naszej Klaudusi, mąż mój ni z gruszki ni z pietruszki obdarowuje mnie jakże miłym komplementem - Wiesz, jesteś cudowną mamą dla naszej dziewczynki, pięknie ją wychowujesz... - a ja rosnę i rosnę, przerastając swój zaledwie metr sześćdziesiąt :) aż prawie do nieba... To niby taka oczywista oczywistość być powinna, a jednak mamy zakodowany jakiś taki nieodzowny sceptycyzm co do naszego postępowania, czy choć baaardzo się staramy, to czy na pewno to nam wszystko w wychowaniu dziecka tak naprawdę wychodzi... Czy udaje nam się kształtować w jakiś cudownie zoptymalizowany sposób tę Malutką Istotkę, uczyć ją różnych emocji...? Muszę przyznać, że choć luuuubię komplementy dotyczące np. wyglądu od czasu do czasu czy choćby peany nad każdorazowym moim przyrządzeniem kotletów devolai od męża i syna, to jednak te "mamine" komplementy cieszą mnie ostatnio najbardziej, budując we mnie wiarę i siłę do nie tylko otaczania opieką mojej Małej Istotki, ale także do mojego samodoskonalenia - ot taki osobisty "maminy" pozytywny "dopalacz"!

Z innej beczki - odzyskaliśmy dziś swoje niegdysiejsze cuuuudowne zachody słońca (jeden z boków naszego podwórka to typowy zachód) - każdego dnia z okna kuchni i obecnego pokoju Malutkiej można podziwiać ferię barw na linii horyzontu. A odzyskaliśmy go przez wycinkę naszej kępy sosen, które już nie komponowały się w tym miejscu, a ich miejsce zajmą drzewka owocowe: śliwy i wiśnie.

Dziś, przy dniu pełnym pracy dla moich facetów - drwali :) i nieprzerwanej wakacyjnej laby z Malutką, odhaczyliśmy dzień z lekką dietą:

- na śniadanko i kolację kanapki z pomidorami z naszego ogródka,
- na obiad fasolka szparagowa z masełkiem z bułeczką również ze swojskiego warzywnika,
- na przegryzkę małosolne ogóreczki własnej produkcji i porcja arbuza,
+ nieodzowna kawka i tylko tyci-tyci cukiereczków...

Gdybym taką dietkę trzymała dłużej, to moooże osiągnęłabym swój cel wagowy - 55kg, a tak na razie o nim marzę :))))))