czwartek, 30 czerwca 2011

Gdy babcia się Niunią zajmuje, mama Jej labuje :)

Kto by pomyślał, że 5 miesięcy Klaudusi skończy dziś Lalunia ze smokiem w buzi :) No na pewno nie ja :)))), która dydać smoczula jej nie zdołałam nauczyć...

Otóż i kto jest takim czarodziejem? Babciunia :) To ona zabrawszy dziś Szkrabka naszego na spacerek, nucąc jej pioseneczki, zaczarowała Malutką do tego stopnia, że nawet skusiła się na smoczusia...

A co może robić mama niemowlaka, co to babcia go okiełznała? Ma chwilę na tarasie na lekturę Wysokich Obcasów Extra i artykułu o Manueli Gretkowskiej i jej nowej książce TRANS w pewnym piśmie dla facetów na literę P. :))))

Zbieram się do REFLEKSJI ZEBRANYCH na podsumowanie 5-go miesiąca życia naszego niemowlaczka. Spędzamy jednak z babciulką tyle moich wolnych chwil, że wakacyjne rozprężenie trochę mnie wybiło z rytmu, ale juuuuż niedługo :)





środa, 29 czerwca 2011

Jedna ze szczęśliwszych chwil w życiu

Dziś był cudowny letni dzień. Od rana upalnie, pięknie na dworze, niby spokojnie, ale jednak z lekkim dreszczykiem emocji. Dziś bowiem czekaliśmy na wyniki rekrutacji do szkół średnich. O 14-tej dowiedzieliśmy się, że syn dostał się do upragnionego liceum. Ze wzruszenia, jakiego cudownego mamy syna, łzy moooocno zakręciły nam się w oczach w ten wyjątkowy dla nas czerwcowy dzień.

W oczekiwaniu na powrót syna z grupką jego kolegów i koleżanek ze szkoły, którzy dla odprężenia umówili się u nas na kucykową przejażdżkę, ucinałyśmy sobie z Klaudusią i jej babcią labę na hamakach zawieszonych pod starymi, wielkimi jabłoniami.

Klaudusia pozowała do fotek w swoich pierwszych okularkach...




poniedziałek, 27 czerwca 2011

Dzwonię do pani / pana w bardzo nietypowej sprawie...

Kiedy przeczytałam dziś post Mamuśki-Martuśki o jej akcji SAMOPOMOCY BABSKIEJ, jakoś skojarzyło mi się to, nie wiem dlaczego, z niegdysiejszą audycją radiową Janusza Weissa "Dzwonię do pani/pana w bardzo nietypowej sprawie" :)



Praktycznie stało się to normą, że podczytując swoje blogi wzajemnie, z przyjemnością, przejęciem, refleksją, a nawet z zapałem szukamy rady na różne nasze codzienne drobne lub trochę większe problemy :) i często "dobre rady" znajdujemy u blogerki-koleżanki... I zazwyczaj są to sprawy, w których wsparcia potrzebujemy w naszym w danej chwili nietypowym położeniu, bo wychowywanie dziecka codziennie nas czymś zaskakuje - baaa - truizm :))), ale choćby u mnie dziś spotkała mnie taka nietypowa sytuacja z naszą Malutką, że zasnęła tak już okazało się później wieczorno-nocnie już o 16:45, spała, spała, spała, aż do 21:40.

Dla mnie to nietypowe, bo moja dzidzia przesypiała przez 5 miesięcy równo noce od 19:30 zazwyczaj do 5:40, aleeeee dziś był ten pierwszy raz, gdy pomerdało jej się spanie i byłam ciekawa, no i trochę zaniepokojona, co to bęędzie sięę działo, jak się w końcu przebudzi. No i oderwała mnie od czytania blogów koleżanek o 21:40 na porcyjkę cyca i 20-minutowe gaworzonko przy zgaszonym świetle i zasłoniętej rolecie. Zamiast popłakiwania i pomrukiwania, by się totalnie rozbudzić, było "po omackowe" całowanie rączek, nóżek, brzuszka, przytulanie noska do noska, cichuuuuuteńkie malutkie rozmowy zapraszające do snu i w końcu Malutka zasnęęęęęła! I znów mogę głosić swoją teorię o Klaudusi, że 5 miesięcy Małej mija w tym tygodniu, a ona ani razu nie "dała nam popalić" w nocy! Czego raczej nie mogę powiedzieć o dniu :))))

Dlatego jeśli jakiejś świeżo upieczonej mamie to pomoże, to moja rada na zasypianie Malucha o nietypowej dla niego porze to karmionko/całowanko/przytulańsko przy zgaszonym świetle w Mamusinym łożu w cichutkim pokoju:)

Na inne kwestie Mamuśki-Martuśki odpowiadam w wakacyjnym telegraficznym skrócie:

- jak flak pociążowy ukryć - pas, pas, pas poporodowy konsekwentnie nosić + jadać umiarkowane porcje ulubionych smakołyków :)

- jak z cerą rozrabiającą sobie poradzić - cera mi psikusów nie czyni, więc tu rad mych brak :)

- jak poradzić sobie ze studnią między nogami - ha, ha, u mnie studni niet, za to jest zwis mały nad podwójną blizną po cesarskim cięciu - niezbyt to estetyczne, ale przy konsekwentnym chudnięciu i małej gimnastyce, z tygodnia na tydzień ten zwisik niweluję :)

- jak karmiąc cycem wyleczyć nawracające się po porodzie zapalenie pęcherza - takie problemy na szczęście mnie nie dotyczą...

- jakie są sposoby na masakrę włosową i zębową - zęby u mnie są okejas, ale z włosami coś mi się w ostatnim tygodniu zaczęło dziać, zaczęły mi wypadać, zaczęłam więc łykać witaminy;

- jakie można sobie zrobić małe przyjemnostki na poprawę humorku - o, tu potrzebny osobny post :)

- jak wykorzystać swoją szafę, żeby się sprytnie ubrać, a garderoby całej nie wymieniać - ja wprost odkrywam na nowo swoją przepastną szafę i cieszę się jak dziecko, gdy coraz to szczuplejsze rzeczy zaczynają na mnie pasować :)))))) na razie to dla mnie pełnia szczęścia, bo dopiero jak osiągnę swój rozmiar wymarzony - 34????? :)))))) ha, ha, żartowałam - to wtedy będę sobie kupowała nowe ciuchy!

- jak pożegnać przybyte i nie chętnie powitane kilogramy ciążowe karmiąc - jeść 1/3 tego, co oczy chciałyby zjeść i karmić piersią + odrobina biegania i pozytywnego nastawienia na osiągnięcie wymarzonych rezultatów!!!!!!

- jak poradzić sobie z rozstępami i "luźną" skórą - rozstępy, moim zdaniem, jak już zawitały na naszym ciele, to już raczej nie znikną - ja mam takowe na udzie po swojej pierwszej ciąży i dwa 1-centymetrowe w okolicy pępka po drugiej ciąży i za nic nie chcą zniknąć po kuracjach kosmetycznych :((( a na luźną skórę - to tylko sport, sport,
sport...

- jak dźwignąć swoje samopoczucie... - przede wszystkim myśleć pozytywnie, bo od tego wszystko się zaczyna i realizować się w czymś codziennie - każda babka raczej pomysłowa jest, więc powinna zacząć robić w wolnych chwilach to, co naprawdę lubi - wzrost samopoczucia gwarantowany!

- gdzie łaszek kamuflujący lub stanik bufet podtrzymujący zakupić - sh, sh, sh - jeśli ktoś lubi, a jak nie, to osobiście polecam nie uleganie modom i sklepom ciążowym, bo tam sztampa, moim zdaniem, jest raczej, lecz spojrzenie na siebie okiem osoby, która sama siebie lubi i co powinna ukryć, a co podkreślić, by wrażenie ogólne było na plus!


Tyle mojego a propo akcji Mamuśki-Martuśki, a u nas waaakacje rozpoczęły się na dobre. Rozprężyliśmy się nieeeeco w naszej sielskiej zielonej krainie, którą mamy dookoła naszego domu... Ciągle jeszcze nie zdążyłam Małej upleść wianka z polnych kwiatów, ale już w końcu wróciła upalna pogoda i mam nadzieje, ze jutro sesja zdjęciowa Malutkiej uda się na pewno :))))

A tymczasem leniuchujemy, pichcimy, jeździmy na krótkie wycieczki (np. do ojca chrzestnego Klaudusi, od którego Mała przywiozła swój prezent - kolorową stonogę) i smaaakujemy waaaakacje, czyli znowu jesteśmy happy!!!

polne kwiaty w wazonie zawsze działają na mnie rozbrajająco pozytywnie



mniam, mniaaaaam - nasze placki ziemniaczane z kurkami i sałatką z ogórków



spagetti z sosem pomidorowym mojego męża to istny afrodyzjak (nic dziwnego - w środku zawsze jest lubczyk :))))



codzienna porcja zieeeeelonych producentów endorfin - czyli twarożek ze szczypiorkiem i koperkiem, a właściwie odwrotnie - szczypiorek i koperek z twarożkiem




babcia lat 75 i Klaudusia prawie 5 miesięcy - w tym wieku lat/miesięcy już nie trzeba ukrywać :))))




środa, 22 czerwca 2011

Waaaakaaacje :)

Od dziś mamy waaaaakaaacje! Wczoraj nasz syn zakończył edukację w gimnazjum, a dziś mój mąż miał zakończenie roku szkolnego i od swojej klasy dostał piękny bukiet kwiatów, któremu dziś zrobiłam sesję zdjęciową zamiast treściwego posta, gdyż przez chwilę poczułam sezon ogórkowy :))))))))





ach, taką nimfą być :)))))))





poniedziałek, 20 czerwca 2011

20 czerwca ubiegłego roku zobaczyłam na teście 2 kreski...

Mam dziś swoją małą rocznicę - 20 czerwca zeszłego roku zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski - bardzo późno, bo w 9 tygodniu ciąży - tak odwlekałam ten moment, żeby się przekonać, że naprawdę jestem w ciąży. Czekałam bowiem na to wydarzenie sporo czasu...

Dziś, rok później, moja Malutka to szczęście, w które ciągle jeszcze trudno mi uwierzyć!!!!

Byłyśmy dziś na szczepieniu. Marudzonko w ciągu dnia Maleńka zaliczyła, ale podczas samych szczepień u pani doktor była grzeczna jak aniołek i rozdawała dookoła uśmiechy. Klaudusia mając ponad 4,5 miesiąca, waży 6880 g i mierzy 65 cm.

Brrr, niezbyt miła pogoda - zimno, pada, a chciałabym Malutką oswajać (wizualnie oczywiście) z kucykiem, którego dostaliśmy na letnie wychowanie :))) Poza tym chcę jeszcze zrobić Malutkiej sesję zdjęciową z wiankiem z polnych kwiatów, a do tego przydałaby się uuuuupalna pogoda, taka jak ta, która była na przełomie maja i czerwca...

niedziela, 19 czerwca 2011

Przepis na zupę z sałaty i...

Specjalnie na życzenie Kaffiarki :), podaję przepis na zupę z sałaty, którą, jak sobie obiecałam, zrobiłam w sobotę. Wzorowałam się na tym przepisie: http://zpierwszegotloczenia.pl/przepisy/zupa-z-salaty/, ale zmieniłam parę szczegółów, które jak intuicyjnie przypuszczałam, mogą przyczynić się do lepszego - w moim przekonaniu - smaku...

Jednak zanim przejdę do przepisu, podzielę się z Wami tym, co o sałacie wyczytałam w necie, na http://www.medigo.pl/a,i,2962,parada_salat, otóż SAŁATA ma...

"NIEPRZYZWOICIE ZDROWE LIŚCIE
Sałata ma tylko 5% suchej masy. Pozostałe 95% jej zawartości to woda. Z tego powodu jest produktem naprawdę niskokalorycznym. 100 gramów produ
ktu (czyli ok. pół główki sporej sałaty masłowej) to tylko 15 kalorii. Śmiesznie mała ilość kalorii to nie wszystkie jej zalety – sałata zawiera żelazo, potas, wapń, fosfor, magnez, cynk, witaminę C (w sałacie jest jej dwa razy więcej niż w ogórku), witaminę E (hamuje proces starzenia się skóry), witaminy z grupy B (poprawiają pracę układu nerwowego), jod przyspieszający przemianę materii i antyoksydanty chroniące przed wolnymi rodnikami. Mankament? Sałaty trudno jeść bez towarzystwa. Wymaga albo dodatków w postaci mięs, ryb, serów, albo towarzystwa oliwy, sosu, majonezu – produktów kalorycznych z natury. Sałata poprawia trawienie, zapobiega zaparciom, gdyż zawiera duże ilości miękkiego błonnika. Jedzona codziennie reguluje rytm wypróżnień. Sałata zawiera lactucarium – sok o działaniu podobnym do opium, lecz o wiele słabszym. Dzięki temu działa uspokajająco i nasennie."

Pomyślałam, że moim kolejnym eksperymentem z sałatą, której mam w ogródku aż trzy duuuże grządki i sporo popikowanych osobnych główek, będzie PESTO! A teraz już...

PRZEPIS NA ZUPĘ Z SAŁATY

SKŁADNIKI: 2 litry wody, 2 sałaty maślane, 1 marchewka (ja akurat marchewki nie miałam, więc pominęłam ten składnik), 1 korzeń pietruszki (zamiast pietruszki dałam jedną gałązkę lubczyku, 2 liście pora i jedną gałązkę liści selera), 1 duża cebula, 1 ząbek czosnku, 1 łyżka maki, 2 żółtka, 2 łyżki kwaśnej śmietany, 2-3 łyżki octu, posiekana natka pietruszki, (pietruszka jeszcze mi w ogródku nie wyrosła, więc zamieniłam ją na koperek) sól. Omlet: 150 g wędzonego boczku, 4 jajka, 2 łyżki mleka, sól.

SPOSÓB WYKONANIA: Pokroić w kostkę marchew, korzeń pietruszki (ja pokroiłam liście selera, pora, lubczyku), cebule oraz czosnek. Zalać wodą i gotować pół godziny. Odcedzić i zachować płyn (ja nie odcedzałam,, bo lubię takie ugotowane smaczne zielsko w zupie) . W międzyczasie ubić żółtka, kwaśną śmietanę, sól oraz ocet. Stale mieszając powoli wlewać zachowany wywar warzywny. Zagotować, doprawić solą, pieprzem (ja jeszcze wrzuciłam jednak kostkę rosołową, bo wywar był trochę bez smaku). Dodać sałatę porwaną na kawałki. Zagotować tylko raz. Aby przygotować omlet posiekać boczek na małe kawałki i usmażyć. Na patelnię wlać oliwę, a następnie jajka wymieszane z mlekiem i doprawione solą. Usmażyć. Pokroić w paski (ja pokroiłam omlet w trójkąty, ponieważ zwykle omlet zamykam do półksiężyca na połowę). Wyłożyć na talerze i zalać ciepłą zupą (ja zrobiłam odwrotnie, najpierw wlałam zupę, a potem na wierzch położyłam omlet). Posypać posiekaną natką pietruszki (ja dodałam koperek). I moje jeszcze jedno urozmaicenie - ja dodatkowo przygotowałam drobniutkie grzanki z razowego pieczywa, podgrzane na patelni do chrupkości razem z przyprawami: majerankiem i ziołami prowansalskimi.

Wizualizacja zupki w tym poście: http://behappy-vinti.blogspot.com/2011/06/wysokie-obcasy-przy-sobotnim-sniadaniu.html

I na koniec jeszcze trzy wiadomości w telegraficznym skrócie, o których rozpiszę się w kolejnych postach:

- jutro, 20 czerwca mija rok od dnia, kiedy o 7 rano zrobiłam test ciążowy :D Byłam wtedy służbowo na targach Mother&Baby :)))) w Warszawie,
- jutro idę z Malutką na 3 porcję szczepień, dowiem się też, ile Klaudusia waży, mierzy itd...
- od wczoraj mamy w naszej zagrodzie małą letnią atrakcję - kasztanowego, srokatego kuca szetlandzkiego, czyli zamiast maskotki, żywy obiekt przyciągający wzrok Malutkiej na przydomowych spacerach i "ekologiczna kosiarka do trawy w sadzie" :))))))



No i minął weekend, zakończony schrupaniem do końca Wysokich Obcasów,
dwóch kanapek i oczywiście zamknięty tym postem :)



Dołączyłam do konkursu organizowanego przez brioko.pl

Ponieważ, podobnie jak i inne koleżanki z netu, które już znam, postanowiłam też wziąć udział w konkursie na najciekawszy blog dla mam organizowany przez www.brioko.pl, poznaję nowe ciekawe blogi, na które dotąd jeszcze nie trafiłam...



sobota, 18 czerwca 2011

Wysokie Obcasy przy sobotnim śniadaniu i debiut z zupą z sałaty

Sobota u mnie od ponad 10-u lat nie może się obyć bez lektury Wysokich Obcasów przy śniadaniu. Dziś między innymi był interesujący artykuł o ojcach, którzy 9 lat temu uczestniczyli w sesji zdjęciowej do tego magazynu, a dziś pokazani zostali właśnie po tym sporym czasie, który mi też uświadomił upływ lat... Do lektury oczywiście rogalik z sałatą i twarożkiem ze szczypiorkiem i koperkiem z ogródka, który po ostatnich deszczach aż kiiiiipi zielenią warzyw.

No i oczywiście, jak sobie obiecałam i na blogu zapowiedziałam, ugotowałam zupę z sałaty. Wizualnie i smakowo wyszło tak, że zupa uznana została przez męża i syna za wykwintną, zwłaszcza z powodu dodanego do jej środka omletu. W smaku trochę podobna do zupy szczawiowej, choć jednak delikatniejsza.

Moja refleksja dnia?
Dziś uświadomiłam sobie, że skończył mi się podstawowy okres urlopu macierzyńskiego, nie licząc dwóch tygodni dodatkowych, o które wnioskuje się osobno do pracodawcy. Gdybym nie miała zaoszczędzonego urlopu z zeszłego roku i maksymalnie nie wykorzystała urlopu tegorocznego, to moja kruszynka już musiałaby powędrować w jakieś inne niż moje ręce na 2/3 dnia... Oczywiście tęsknię do ludzi i do konstruktywnych zajęć z dreszczykiem adrenaliny i ten moment rozstania z Maluszkiem nastąpi w końcu. Stanie się to jednak dopiero za ponad dwa miesiące, bo 31 sierpnia wracam do pracy. Poza tym jeden mały kamień spadł nam z serca - mamy już umówioną nianię. Pani / ciocia Basia już zapoznała się z moją dziewczynką, jest miła, zrównoważona, ale jednocześnie żywa i rezolutna, he, he, jak moja Klaudusia. Mam przeczucie, że powinny sobie przypaść do gustu podczas mojej nieobecności, gdy będę w pracy...







piątek, 17 czerwca 2011

Ząbkowanie nam niestraszne z...

Pierwsze ząbkowanie mamy już za sobą. Odkąd dwie jedynki Klaudusi mają już 1,5 milimetra wysokości :), dziewczynka zrobiła się spokojniejsza, weselsza, lepiej śpi w dzień, bo o nocy nie mówię, gdyż u nas nocki w 100% przespane...

Żeby przeżyć ząbkowanie - nie licząc ślinienia się Małej przez kilka tygodni - trzeba w domu mieć, jak pokazało nasze doświadczenie - pudełko czopków przeciwgorączkowych (np. Nurofen dla dzieci lub Paracetamol farmina), żel na obolałe dziąsełka oraz bardzo skuteczny preparat - Camilia. Jest to roztwór doustny w miniaturowych pojemniczkach, który wkrapla się do jamy ustnej dziecka. Mogę go naprawdę polecić, gdyż o ile zwykły żel oczywiście pomaga na jakiś czas, o tyle preparat Camilia uśmierza maluszkowi ból na kilka godzin. Stosuje się go 2-3 razy dziennie w okresie apogeum ząbkowania przez 3 dni. Zużyliśmy w tym czasie całe opakowanie mini ampułek. W internecie znalazłam też negatywne opinie na temat tego preparatu, ale my u naszej córuchny widzieliśmy poprawę po jego podaniu. Ból ustąpił, czekamy więc na kolejne ząbale, które mogą się pojawić albo w przeciągu 2-3 tygodni albo i nawet za 2-3 miesiące - to jest loteria :)

Dziś znów się trochę ochłodziło, brrr, padał deszcz... ale po południu już mogłyśmy znowu spacerować po naszym ogrodzie i najbliższej okolicy. Na koniec dnia odwiedziła nas sąsiadka z dwiema córeczkami - 6-letnią Olą i 4-letnią Natalią i o dziwo, zauważyliśmy, że nasza Klaudusia już baaardzo rozpoznaje w szerszym gronie dzieci, reagując na nie salwami śmiechu :).

Syn strzelił nam też kilka fotek...



polecam :)



Risk is sometimes sweet taste







Moje doświadczenia w żywieniu 4,5-miesięcznej Klaudusi

Malutka skończyła wczoraj 4,5 miesiąca. Od jakichś 2-3 tygodni eksperymentujemy z podawaniem Malutkiej innych pokarmów poza mlekiem z piersi, które oczywiście pije nadal i jeszcze dłuuuugo będzie podstawą jej menu.

Rozpoczęliśmy pod koniec 3-go miesiąca przygotowywanie na poranne śniadanko około siódmej-ósmej małą porcyjkę (ok. 50 ml) mleczka z kleikiem ryżowym, który jest najodpowiedniejszy dla Maluchów na samym początku rozszerzania diety niemowlaka. Po jakichś dwóch dniach, gdy zauważyliśmy że Malutka i chętnie jada kleik i popłakuje wieczorkiem, jakby była niedojedzona po ssaniu piersi, zaczęliśmy podawać jej taką samą porcyjkę dosyć gęstego kleiku także przed zasypianiem.

Nauczyłam Malutką już podawania witaminek z łyżeczki i teraz Klaudusia wszyyystko jada łyżeczką, a butelki leżą w szufladzie i w ogóle się do niczego nie przydają :)

Po tygodniu podawania Malutkiej kleiku, zaczęłam jej serwować do posmakowania jabłkowe, marchewkowe soczki oraz "gniecionego" banana. Wprowadziłam też zupki w porze obiadowej (około 11-12-13-tej w zależności od tego kiedy się budziła z pierwszej lub drugiej przedpołudniowej drzemki). Dla 4-miesięcznych maluchów podaje się mus z marchewki i zupkę jarzynową. Mała najpierw zjadała połowę 125-gramowego słoiczka, a teraz - w połowie 5-go miesiąca zjada już cały. Tak, jak wcześniej pisałam, nie mogłam się doczekać, żeby oprócz dań dla maluchów, które oczywiście można kupić gotowe w sklepie, samej przyrządzać jej obiadki. Dlatego wpadłam już w rytm i miksuje niektóre z naszych zup dorosłych, przygotowywanych mniej pikantnie i słono niż kiedyś. Tym sposobem mam już kilka zupek zamrożonych i serwuję je Małej naprzemiennie. Ostatnio zmiksowałam nawet krupnik, którym Mała wprost się zajadała.

Powszechnie zaleca się, aby dziecku podawać na początku przez kilka dni tę samą potrawę, by zaobserwować, czy dane pożywienie nie wywołuje alergii, ale ja jakoś nie mogę się z tym stwierdzeniem utożsamić, bo uważam, że tak samo jak dorosły, maluch ma też "prawo" :) do codziennego zmieniania smaków. Mimo że to maleństwo, to jednak chyba byłoby mu nudno mieć codziennie takie same menu... To taka moja osobista fanaberia, ale oczywiście obserwuję Klaudię czy nie dostaje jakichś wysypek. Jak na razie nic takiego nie zauważyłam poza drobnymi czerwonymi plamkami na pleckach i brzuszku, kiedy podaliśmy jej do spróbowania truskawkę, a truskawka właśnie jest jednym z najbardziej uczulających małe dzieci owoców.

Reasumując, nasza 4,5 miesięczna Malutka jada tak:

NOC
- 19:30 mleczko z piersi
- 23:00 mleczko z piersi
- 4-5:00 mleczko z piersi

DZIEŃ
- 7-8:00 kleik ryżowy z mleczkiem (ok. 100g)
- 8:30 mleczko z piersi przed zaśnięciem
- 10:00 papka z jabłuszka lub bananka (ok. 50 g)
- 10:15 mleczko z piersi (w ramach "popitki" :)
- 11-12-13:00 zupka jarzynowa lub papka z marchewki (125 g)
- 12-13:00 mleczko z piersi
- 14-15:00 papka z jabłuszka lub bananka (ok. 50 g)
- 15-16:00 mleczko z piersi
- 18-19:00 kleik ryżowy z mleczkiem (ok. 100 g)

Oprócz tego, gdy jest bardzo gorąco podaję Malutkiej soczki jabłkowy lub marchwiowo-dyniowo-bananowy do picia, ale w niedużych ilościach, po kilka-kilkanaście łyżeczek.

Klaudia malutkimi kęsami posmakowała już truskawek, biszkoptowego ciasta, chlebka, kremu od tortu, mięska drobiowego i innych smakołyków, których w dużych ilościach jeść oczywiście nie może, ale poznać smak na maaaalusieńkim kawałeczku czemu nie...

czwartek, 16 czerwca 2011

Refleksyjnie i przyrodniczo nasze starsze dziecko

Maciej, nasz pierworodny, zdobywca Bieszczad podczas wycieczki życia (jak o niej mówi) na początku czerwca :) - już za kilka dni nie gimnazjalista, lecz licealista zacznie nowy etap życia...


Apetyt na zupę z sałaty

Kiedy od 6:30 zwiedzamy nasz warzywnik, ślinka nam cieknie na samą myśl, co można z tych wszystkich świeżych produktów przygotować, a z tyłu głowy gdzieś kołacze się myśl o tym, że trzeba przestrzegać diety, by mieścić się w swój rozmiar 36 :) Od razu więc wyobraźnia podpowiada domyślnie potrawy light...

Dziś zaświtała mi w głowie myśl o zupie z sałaty, o której słyszałam, ale jeszcze nigdy nie jadłam. Znalazłam wiele przepisów w internecie, jeden mi się spodobał, oto i on http://zpierwszegotloczenia.pl/przepisy/zupa-z-salaty/. Wypróbuję ten przepis najprawdopodobniej w sobotę.

A oto moje wizualne inspiracje z mojego warzywnego ogródka :)








środa, 15 czerwca 2011

Na zielonej trawce z matą edukacyjną DIY

Kiedy Klaudusia była jeszcze w brzuszku, ja jako rozpromieniona ciężarówka buszowałam sobie po przybytkach sh w poszukiwaniu różnych niepowtarzalnych cudeniek. Bo przecież można tam nabyć nie tylko fajne, ciekawe ubranka, które dzięki "drugiemu życiu", jakie im dajemy, jesteśmy very eko :))), ale też można wyczaić oryginalne gadżety, elementy wystroju wnętrza czy dziecięce zabawki...

Tak więc swego czasu, kupiłam z myślą o Malutkiej trochę zdekompletowaną matę edukacyjną w kształcie słodziasznego kwiatka. Na materiałowych płatkach umieszczone są rzepy, do których - od razu sobie pomyślałam - można będzie przyczepić małe maskotki. A maskotki mam właśnie w spoooorej ilości z czasów dzieciństwa mojego prawie 16-letniego syna, po jego wizytach w MC-u :), kilka dostałam też ostatnio od mojej koleżanki Ani z pracy, która także zachomikowała je po swojej córusi. Wszystkie maskoteczki czekały na Klaudusię wyprane w komodzie i oto przyszedł moment, by ujrzały światło dzienne i ucieszyły mojego Szkraba. Ponieważ pogoda tej wiosny sprzyja przebywaniu na powietrzu, rozlokowałyśmy się z matą na dworze w ogrodzie i przy okazji strzeliłyśmy naszej kombinowanej macie edukacyjnej wraz z pełzającą po niej Klaudusią parę fotek...













poniedziałek, 13 czerwca 2011

Zupka marchewkowo-brokułowo-ziemniaczana hand made :)

Dwa ząbale zobowiązują! Mamo, poza obowiązkowym "mamusinym" mleczkiem, czym prędzej przygotowuj mi różnorodne zupki, konkrety, konkrety proszę - przekonuje wymownym spojrzeniem Klaudulka moja :)))))))

Zatem niedzielnym popołudniem uruchomiliśmy blender i zmiksowaliśmy pozostawione z myślą o Klaudusi (czyli naszym czwartym członku rodziny), elementy naszego niedzielnego obiadu (specjalnie minimalnie tylko posolone, śladowo po prostu). Dla 4-5-miesięcznego niemowlaczka poleca się bowiem głównie marcheweczkę, ale też np. brokuły, ryż lub ziemniaczki - czyli podstawową jarzynówkę... Po zmiksowaniu zupka ma kolor niezbyt fajny, ale za to jest smaczna. Zrobiłam cztery słoiczki, trzy zamroziłam, pierwszy słoiczek dziś Malutka opróżniła, znaczy smaaaakuje :)



sobota, 11 czerwca 2011

Drugi ząbek do pary

Po trzech dniach od pierwszego ząbalka, mamy i drugi u Klaudusi!

Wczoraj popołudniowo-wieczorne marudzenie - no, płacz powiedzmy, czopek przeciwgorączkowy (bo temperatura skoczyła Malutkiej do 38), noszenie na rączkach, uspokajanie, tulenie i dziś o świcie biała druga kreseczka obok ząbka z wtorku 7 czerwca na dolnym dziąsełku. I znowu płacz około godzinki rano, co 4 godziny czopek przeciwgorączkowy + żel na ząbkowanie i oto pojawienie się dwóch pierwszych ząbków mamy już za sobą! Będą sobie teraz równo rosły u naszej małej Gwiazdy :)

Ja dziś miałam lekki spadek formy, ból głowy spowodowany wczorajszym niewyspaniem, bo wczoraj w nocy podjęłam się przywiezienia około północy syna z Balu Gimnazjalisty z oddalonego o 15 km Torunia, a rano nie udało mi się tego odespać, bo weekendowe sprzątańsko domu, bo marudzonko Małej spowodowane wyrzynaniem się ząbka, bo wizyta gości wieczorem... Ale już na szczęście ból głowy już się oddalił i mogłam na chwilkę wpaść do netu :)

A więc tarraaam- nasza Malutka ma już dwa ząbki, które teraz będziemy obserwowali jak rosną!

czwartek, 9 czerwca 2011

środa, 8 czerwca 2011

HAPPY DAY... PO pierwszym ząbkowaniu

Jeżeli taki super ma być każdy dzień po ząbkowaniu, to ja jestem HAPPY :) Malutka była dziś przeurocza - spała od wczoraj od 17:30 do dzisiaj do 5:45 rano z dwoma przerwami na karmienie piersią w nocy. Obudziła się cudownie rezolutna, wesoła, jakby całą sobą chciała nam powiedzieć - jestem zadowolona z siebie, że mam już pierwszy ząbek!

My spodziewaliśmy się, że oto dopiero dziś da nam naprawdę popalić i że pierwszoplanowym bohaterem dnia będzie żel na dziąsełka uśmierzający ból, a tu niespodzianka - Klaudusia była rozmowna w niemowlęcym tego słowa znaczeniu :), cudownie się uśmiechała, świetnie spała, zajadała się oprócz obowiązkowej piersi kleikiem ryżowym, obiadkiem z marcheweczki i nawet z radością piła herbatkę koperkową :) No Lalunia cud miód malina :))))

Około 17-tej leciutko zaczęła marudzić, ale zaaplikowany czopek całkowicie oddalił owe marudzonko i do 20:30 tym razem dziewczynka miała swoje niebieskie oczka znów dookoła głowy, wyhaczała co rusz swoim zniewalającym wzrokiem a to tatę a to brata z otoczenia i zapraszała do gruchania, śpiewania, wariowania... Mogłabym podsumować to jej dzisiejsze zachowanie, że jakby chciała nam powiedzieć - jestem już duża, świetnie sobie poradziłam z pierwszym ząbalem i Happy jestem do kwadratu :))))

Nie pamiętam już, jak to było z moim synem dawno temu przy ząbkowaniu i nie mam pojęcia, jak to będzie później przy kolejnych ząbkach, czy też w ogóle przy rośnięciu tegoż pierwszego - na dole z lewej strony - ale dzisiejszy dzień zaliczam do bardzo udanych, bo kiedy nasza córeczka ma dobry humorek jesteśmy mega szczęśliwi!

Na spacerze z Malutką jeszcze w pierwszej połowie dnia przed burzą, ulewami i gradem, zrobiłam parę fotek wiosennym polnym kwiatom, które oddają nasz dzisiejszy nastrój!


wtorek, 7 czerwca 2011

Summer tunic



Pierwszy ząbek Klaudusi

No to mamy w iście sprinterskim tempie pierwszy ząbek Klaudusi - w 4 miesiące i jeden tydzień piątego miesiąca! Clody Rose ze swoim żywym charakterkiem nie mogła czekać dłużej, tylko najszybciej jak się da zaczęła uzbrajać się w ząbalki :)

Co prawda na razie czujemy tylko pod palcem przecięte ostrą krawędzią dolne dziąsełko i do pojawienia się całego zęba naszym oczom jeszcze chyba trochę czasu, ale pewnie już niebawem będzie go widać w całej okazałości... Co ów ząbek poprzedziło? Otóż od jakichś trzech dni Malutka płakała około godziny od 16-tej do 17-tej i było to dość zastanawiąjące, bo z brzuszkiem, tudzież z kupkami wszystko było w miarę dobrze. Dziś znów płacz w czasie karmienia kleikiem ryżowym, gdy dotknęłam łyżeczką dziąsełka Malutkiej... Palcem po dziąśle przejechałam i... jest - ostra krawędź. W lodówce już od jakiegoś czasu czekał żel na ząbki, który wraz z zaaplikowanym czopkiem przeciwbólowym pomógł prawie od razu.

Pierwsze płacze z powodu ząbkowania w ciągu dnia już za nami, teraz tylko przygotować się nam na następne :) Zobaczymy jak będą wyglądały noce...



poniedziałek, 6 czerwca 2011

Lubię poniedziałki

Jestem nietypowa - lubię poniedziałki!

Bo dziś od rana cudowna pogoda; bo Malutka na pierwszą poranną drzemkę zasnęła słodko na ogrodowej huśtawce; bo podczas jej spanka udało mi się wypielić warzywnik z pierwszego zielska i teraz już nic nie mąci widoku rosnących zielonych smakowitości; bo wczoraj wieczorem, gdy Mała zasnęła byłam w kinie... - he, he, w kinie w domu na kanapie z mężem na fajnym filmie na HBO "Zakochany głupiec". Lubię też poniedziałki, bo moja Klaudunia urodziła się w poniedziałek!

Dziś też wraca nasz synuś pierworodny z wycieczki w Bieszczady....

A gdy jestem w pracy, też lubię poniedziałki, bo to zawsze początek czegoś nowego w szerokim tego słowa znaczeniu. No, nie żebym nie lubiła weekendów, ale najfajniej jest wtedy, gdy następują one jako miła nagroda po udanym tygodniu.

Ot, chwila idyllicznego zadumania :)))))



niedziela, 5 czerwca 2011

Karmienie piersią to nie tylko wartość, ale i obserwacyjna frajda

O karmieniu piersią pisze się, mówi, dowodzi, nawołuje, przekonuje, zachwala, pochwala itp. itd.... Ja o karmieniu piersią zdecydowałam już z moim pierwszym synem 16 lat prawie temu. Karmiłam go 2 lata i 7 miesięcy, nie wyobrażałam też sobie nie karmić swoim mlekiem mojej małej 4-miesięcznej teraz Klaudusi.

Że cudowna więź, że względy zdrowotne zarówno dla dziecka, ale także dla mamy, że wygoda (zwłaszcza w nocy), że inne hiper plusy... to jasna sprawa. Minusów jako życiowa optymistka nie dostrzegam, lecz pokonuję :) Nawet karmienie w miejscach publicznych nie jest dla mnie problemem, zawsze znajdę jakiś ustronny kącik i tak się ustawię ciałem do otoczenia, że biustem raczej nie zaświecę. Ostatnio wybraliśmy się całą rodzinką na występ syna z gry na pianinie i niestety w trakcie musiałam poszukać ustronnego miejsca, by nakarmić córuchnę, więc przycupnęłam na jakichś schodkach z tyłu zabytkowej kamienicy z dala od wzroku przechodniów, za to z widokiem na zielone majowe drzewa i nakarmiłam na kolanach dziewczynkę... W końcu nie wszędzie można oczekiwać, że będą ustronne pokoiki do nakarmienia brzdąca.

Mnie zaś karmienie piersią skłoniło do innej refleksji. Zauważyłam, że po tym jak brzdącuś pije mleczko, w jaki sposób to robi, określa już jakoś jego maaaalutką osobowość, temperament, tudzież charakterek :) Moje dzieci - już teraz widzę - porównując je w tym pierwszym etapie życia, gdy ssie się cyca mamy - były / są zupełnie inne...

Maciej zawsze spokojny, leniwie przysysał się do cyculka i dopóki nie najadł się do końca, nie wypuszczał piersi z buźki ani na chwilę, po czym najczęściej spokojnie zasypiał. W ogóle pierś to był mój sposób na małego, by zasnął. Dlatego m.in. tak długo karmiłam go piersią. Gdy miał półtora roku i ja poszłam do pracy, a on do żłobka, to gdy wsiadałam do auta po wyjściu z pracy, on zaraz się do piersi przysysał i ucinał sobie popołudniową samochodową drzemkę. Mogłam go karmić wszędzie, w każdej pozycji - na leżąco, na siedząco, na stojąco nawet :)

Klaudusia to rezolutna, mega energiczna damulka z bystrymi oczkami, które ma wprost dookoła głowy! Ona nie może spokojnie przyssać się do cyca i wypić przewidzianą o danej porze porcję mleczka, tylko najpierw musi interesować się wszelkimi zjawiskami, które są dookoła, nawet jeśli nadal jest to to samo miejsce, w którym zwykle ją karmię, czyli duże łóżko, w którym ze mną śpi. I choć to pozycją leżąca jest jej właśnie ulubioną. Nawet jeśli jest bardzo głodna, to zasysa pierś na 2-3 sekundy, wypluwa, rozgląda się i znowu zasysa i tak z 10-15 razy, aż nasyci się swoim rozbrykanym zachowaniem i dopiero zaczyna pić na dobre. Stąd zapewne i jej kolki, ponieważ na pewno łyka wtedy niepotrzebne powietrze, które później przeszkadza w żołądeczku.

Wiem już na jakiego prawie dorosłego człowieka wyrósł mój pierwszy ssak - spokojny, zrównoważony syn i wydaje mi się, że przeczuwam, jaki może być mój ssak nr 2- moja rozbrykana, absorbująca Lalunia...

Czy to się sprawdzi? Zobaczymy. Obserwacyjne oko matki karmiącej piersią czuwa i rejestruje :))

sobota, 4 czerwca 2011

Pierwsze opalanko rączek i nóżek

Z pewną taką nieśmiałością :)))) czy może raczej obawą, ale jednak w końcu odważyłam się rozebrać Malutką "do rosołu", bo żar leje się z nieba, a mamuśka kisi w ubrankach dziecko...

W piątek na zakupach w hipermarkecie spędziłam całe 3 minuty (z Malutką to wieczność w jednym miejscu), przy stojaku z ekspozycją preparatów do opalania, w celu znalezienia optymalnego produktu dla Klaudusi. Szybko się zorientowałam, że oprócz podziału na bardzo wysokie i średnie faktory ochronne, jedne produkty są zalecane od pierwszych dni życia (jak emulsja Ziajka, którą nabyłam) lub też dopiero od 6 miesiąca życia niemowlęcia (a Klaudusia ma dopiero 4 miesiące).

Jako lojalny pracownik firmy, która jest producentem i właścicielem marki kosmetyków do opalania Eva Sun, produkty te stosuję jak na razie tylko dla siebie - przy mojej jasnej karnacji zwykle używam balsamu do opalania Eva Sun z faktorem 15. Z oferty Eva Sun dla Maluszka dostępny jest balsam do opalania z faktorem 50 dla dzieci od 6 miesiąca - postaram się go wypróbować, choć Mała skończy owe 6 miesięcy 31 lipca, czyli w środku lata. Jeśli pogoda nas będzie w tym roku rozpieszczać tak jak dotąd, to może się uda, a jak nie, to pewnie wypróbujemy tylko zakupioną Ziajkę, którą można stosować od pierwszych dni życia... Ziajka ma faktor 30 i muszę powiedzieć, że to mnie przekonało, że nie trzeba kupować faktora 50, przy którym wydaje mi się, że dziecko mogłoby się w ogóle nie opalić, chociaż może się mylę?...

Tak więc obydwie nasmarowane i roznegliżowane zażywałyśmy kąpieli słonecznych (oczywiście Mała w mniejszych proporcjach czasowych niż ja), mąż skosił duuuużo trawy dookoła naszego domu, podlał warzywa. Zaś o 20-tej wyskoczyłam na godzinkę do ogródka, by popikować sałatę na piękne później główki - potrzebne mi do kontynuacji mojej diety cud :)))), wszak dążę do wagi 55 kg :)))