wtorek, 31 maja 2011

Skończyłam dziś 4 miesiące i piję już soczki "na legalu" :))))))




... oraz fikam z radości, macham rączkami, nóżkami i grzechotkami...





poniedziałek, 30 maja 2011

4 miesiąc i nowe smaki

Zaczyna się 4 miesiąc Klaudii, smaaakujemy co nieco poza mlekiem mamy, które zawsze jest najbardziej thebesciarskie, ale trzeba już pić soczki w takie gorące dni jak dziś, wsuwać pierwszą marchewkę, banana, no i zajadać się na śniadanko lub kolacyjkę ryżowym kleikiem...

W międzyczasie chodzimy na fajowe gorrrrące spacery, no i czasami dostajemy niespodziewane prezenty, tak jak ten dzisiaj, czyli kolejną paczkę od autora akcji edukacyjno-promocyjnej prowadzonej w szpitalach po porodzie, w ramach której otrzymujemy walizeczkę z próbkami, ulotkami i książeczkami, a potem co jakiś czas pojawia się kolejny mały milutki gifcik - tym razem dostaliśmy do spróbowania m.in. kaszkę z bananem, której kolorowe opakowanie podczas rozpakowywania paczki przyciągnęło wzrok Malutkiej.

Dodam, że moja wyjątkowa Córuchna Damulka Damulińska pije i je wszelkie inne potrawy poza mlekiem mamy łyyyyżeczką! Taka to zniej Lala, a co! :)))))) Sok jabłkowy nieco "wyginał" buźke Malutkiej, ale dzielnie pozanawała nowy smak :)








T-shirt with a frill



piątek, 27 maja 2011

Zabawa balonem z prawie 4-miesięcznym niemowlakiem :)

Nasza Klaudusia ma nową "uciechę", jak to powiedziała jej babcia (mama męża), którą ostatnio u siebie gościmy i z którą Malutka się dłużej poznaje :) - to zabawa balonem, który z jakiejś akcji europejskiej przyniósł mąż... Balon jest granatowy z charakterystycznymi żółtymi gwiazdeczkami, więc zdecydowany, ciemny kolor bardzo przyciąga jej wzrok.

Jednak nie to jest w nim kluczowe - najważniejsze, że ktoś przez jakieś pół godziny co najmniej go nad Malutką podbija do góry i balon to wznosi się, to opada! Ta zabawa wywołuje u niej takie wierzganie nóżkami i rączkami i taaaaakie salwy śmiechu, że żadna inna czynność zabawowa nie daje jej tyle radości. Na chwilę obecną przebiło to nawet śpiewanie :))))

Fragmenty zabawy i miny Laluni widać na załączonym obrazku :)

a ja... trochę melancholijnie i nieinternetowo spędzam czas jakoś tak... - zaczytuję się w Inteligencji emocjonalnej Daniela Golemana, w którą zaopatrzył się w tym roku mój poszukujący swego miejsca w życiu 16-letni syn :) pod wpływem tej książki już, już chciałabym się wgłębić bardziej w neurobiologię...

Dostałam dziś też przesyłkę-prezencik od mojej koleżanki, z którą zapoznałyśmy się kiedyś na pewnym szkoleniu w Warszawie i emocjonalnie właśnie :) przypadłyśmy sobie bardzo do gustu :)
- Eliza przysłała mi swoją książkę pt. Nieporządna - zaraz się za jej schrupanie zabieram... a że koleżanka ma na co dzień pracuje też w banku GBS, dostałam od niej kwartalnik, który tworzy razem z pozostałymi członkami zespołu redakcyjnego. Chętnie go przewertuję, bo sama zajmuję się w swojej pracy podobnymi tematami...

i na koniec ważne periodycznie:

- Malutka za 3 dni skończy 4 miesiące,
- jada już dzielnie kleik ryżowy i "gniecionego" banana, smakuje różne potrawy po troszeczku, by "chwytać smaki",
- dziś mieliśmy z mężem 16 rocznicę ślubu :)))))










On a cold day in May


niedziela, 22 maja 2011

piątek, 20 maja 2011

Woda Mama i ja przetestowana i ja kolejny kilogram w dół :)

Sama piłam, herbatki dla Małej na prezentowej wodzie od WOSANY gotowałam, czyli... - dwie zgrzewki wody Mama i ja przetestowałam!

Podsumuję zatem, bez zbędnego przynudzania, w punktach "po mojemu":

1. Woda Mama i ja źródlaną wodą nisko mineralizowaną jest, a więc dla kobiet karmiących piersią jak zalecają specjaliści (patrz chociażby artykuł: Jaka woda dla kobiet w ciąży i karmiących piersią) jak najbardziej jest wskazana. Chociaż dla kobiet w ciąży już mniej, bo dla nich lepsza jest woda wysoko mineralizowana.

2. Z Wodą Mama i ja chudłam sobie przez ostatnie 2 tygodnie, czego efektem jest kolejny kilogram w dół :)

3. Wody źródlane są zwykle smaczniejsze od typowych wód mineralnych, taką też jest Mama i ja i faktycznie, muszę przyznać, że smak ów był na tyle dobry, że pochłaniałam kolejne litry nieeeepostrzeżenie.

4. Z wodą Mama i ja uzupełniłam sobie też na bieżąco wypłukiwany wraz z kawą, którą piję (co prawda w znacznie mniejszych ilościach, bo przecież karmię piersią) MAGNEZ. Z pewnością nie w takim stopniu, jak przy suplementacji specjalnymi medykamentami, ale jednak!

5. Małej herbatki na w/w wodzie wyraźnie smakowały. Swoimi uśmiechami dawała mi znać, ale czy to była jej reakcja akurat na wodę, za to nie ręczę :)))

Dziś zaczęliśmy podawać Klaudusi już na poważnie kleik ryżowy na mleczku, bo wydaje nam się, że cyc przestał już jej wystarczać, więc prezentowy śliniaczek od producenta wody Mama i ja przeszedł chrzest bojowy na froncie karmienia łyżeczką :) Fotek niestety nie zrobiłam, bo zabrakło mi rąk, choć i tak pomagał mąż, a potem rozkoszowałyśmy się cuuuudowną letnią pogodą i po prostu się opalałyśmy - Klaudusia przez 5 minut, a ja znacznie dłużej, gdy ona sobie spała w cieniu... Ach! Cudownie być z takim Maleństwem w taki ciepły, miły czas na łonie natury... Kiedyś będziemy to wspominać...

Dodam szczerze - wodę Mama i ja, subiektywnie rzecz ujmując, mogę śmiało polecić Mamom, które wiedzą, że warto wodę niegazowaną w okresie karmienia piersią pić, a przy tym zwracają uwagę na to, by wspomagała ich aktywny tryb życia i pomagała zwalczać pośrednio pociążowe kilogramy!

I na koniec słowo rekomendacji od samego producenta:

Źródlana woda mineralna Mama i ja posiada atest PZH oraz pozytywną ocenę Centrum Zdrowia Dziecka. Może być podawana dziecku w postaci niezmienionej, ale stanowi on także doskonałą bazę do przygotowywania zupek, soczków oraz innych posiłków. Woda polecana jest przez pediatrów i dietetyków jako produkt wskazany do dopajania niemowląt, w szczególności tych karmionych mlekiem modyfikowanym. Ze względu na swój skład nadaje się ona również do spożywania przez dzieci starsze, kobiety w ciąży oraz matki karmiące piersią.

Słowem - P O L E C A M !

poniedziałek, 16 maja 2011

Klaudusia ma 3,5 miesiąca i sama śpiewa :)

... tak, tak, wczoraj mieliśmy z Małej wieczorem niezły ubaw. Otóż po kąpieli, gdy dziecko się najadło z piersi mleczka, chciało jeszcze trochę pobuszować, czyli innymi słowy "umęczyć się" zwyczajnie przed zaśnięciem, by potem słodko paść... no i że mama, nosząc na ramionku przytulona dzidzię, konwersowała z tatą na temat m.in. wykonanych prac w ogródku warzywnym i planów, co w najbliższym czasie trzeba tej wiosny jeszcze "wokół domu" zrobić... Klaudusia znudzona tym dorosłym gadaniem zaczęła sobie sama nucić i podśpiewywać :))) Mruczała tak bardzo rytmicznie i melodyjnie chyba z pół godzinki, aż zasnęła na moim ramieniu... Trzeba tę datę uwiecznić, a nóż widelec to był pierwszy występ "dżezowej" wokalistki :)))))

A tak poza tym, to tydzień temu byliśmy z Malutką na szczepieniu - córeczka zniosła wszystko dzielnie, choć tym razem trochę marudziła jeden dzień po, chyba bolały ją ukłucia... Waży już nasz Słodziak 6330 g i ma 62 cm. Jak na 3,5 miesiąca to całkiem sporo.

A ja realizuję swój plan diety, którą kiedyś umownie nazwałam pomidorową :) Na wiosnę, kiedy chcę osiągnąć formę najszybciej chudnę, gdy zamiast zjedzenia czegoś, co mogłoby mi dostarczyć za dużo kalorii, zjadam... pomidora. Jem, jak już wcześniej pisałam 1/3 tego, na co miałabym apetyt, gdybym nie musiała schudnąć :)) oraz piję duuużo niegazowanej wody mineralnej, ostatnio wody Mama i Ja, którą dostałam w prezencie od WOSANY SA

Muszę przyznać, że woda Mama i ja wyjątkowo mi smakuje, choć nie jestem fanką na co dzień wody niegazowanej, wolę tę z gazem, ale karmiąc piersią i będąc czasowo na diecie umiem sobie wytłumaczyć :), że to niegazowaną wodę pić trzeba, bo to daje wymierne efekty... Już niedługo kończę prezentowy zapas wody i wówczas opiszę swoje wrażenia... a teraz śmigam do Malutkiej, która budzi się właśnie z przedpołudniowej drzemki :)

sobota, 14 maja 2011

środa, 11 maja 2011

wtorek, 10 maja 2011

Mama i ja... czyli pijemy wodę

Mama i ja - tak nazywa się woda, którą dziś razem z Klaudusią dostałyśmy w prezencie do spróbowania i wyrażenia swojej opinii na jej temat od firmy WOSANA SA., a że dzień był gorący i zawsze na spacery nosimy ze sobą aparat fotograficzny, to dostawa wody :))) zaliczyła sesję zdjęciową w pełnym słońcu. O tym, że woda do nas przyjedzie wiedziałam już od zeszłego tygodnia i to właśnie był impuls, aby skupić się mocno na rygorystycznej diecie, która ma mnie doprowadzić do wagi jaka mi się marzy, czyli 55/52 kg :)

W takiej diecie bez wody niegazowanej ani rusz. Dlatego dziś od rana zrobiłam sobie kolorowe kanapki na śniadanie i aby było jeszcze weselej, udekorowałam talerz cudownie pachnącym bzem, a potem jeszcze tylko mała porcja obiadu i do wieczora już tyyyyylko woda niegazowana w ilościach prawie takich, jakie pamiętam ze szpitala po porodzie :))), bo pogoda była taka, że na spacerze z Malutką wygrzewałyśmy się, a nawet opalałyśmy jak w środku lata :)

Woda z sympatycznego prezentu była dziś u mnie nawet inspiracją do skomponowania stroju, co można zobaczyć na moim szafiarskim blogu www.kikiwhite.blogspot.com

Woda "Mama i ja" jest przeznaczona nie tylko dla kobiet karmiących piersią, kobiet w ciąży, ale też dla maluchów. Smakuje mi delikatny smak tej źródlanej wody, ale jeszcze dziś nie próbowaliśmy jej jako bazy do wykonania herbatki koperkowej dla Klaudii. Cóż - Mała niewiele nam powie, w tym wypadku to co smakuje mamie powinno też smakować córeczce :))

Dziś woda wystąpiła w roli modelki :))) na zdjęciach z naszego spaceru oraz skutecznej "gasicielki" pragnienia :)), a następnym razem napiszę trochę więcej, jak "się sprawowała" w innych rolach...








Inspired by water on a hot day

 

sobota, 7 maja 2011

piątek, 6 maja 2011

Nosek do noska, policzek do policzka...

Z przyjemnością przeczytałam posta Mamuśki-Martuśki o jej przytulankach z Maluszkiem tuż przed kąpielą, by „Ukochane Baby” mogło poczuć całym ciałkiem bliskość swojej mamy i z wzajemnością… Ja, muszę przyznać, że jako rodząca przez cesarskie cięcie, też nie miałam niestety tej przyjemności, by Mała poprzytulała się zaraz po narodzinach do mojego ciała, gdyż miała pewne kłopoty z oddychaniem i szybko zabierano ją do inkubatora. Przystawiono mi ją tylko na chwilę do twarzy i pocałowałam ją nad uszkiem i zaraz jechała na salę dla noworodków pod specjalistyczną opiekę. Trochę więc za tym osławionym już kontaktem „skóra do skóry” tęsknię :P

Jednak również mogę się pochwalić z wczoraj naszą wspólną słodką chwilą, a właściwie dwoma takimi momentami, gdy z moją dość żywą Malutką i w dodatku często płaczącą kolkowo, przeżyłyśmy takie najbardziej milusińskie z milusińskich momenty.

Otóż raz przy popołudniowym zasypianiu Malutkiej (a był to jeden z nielicznych dni bezkolkowych, cudownie spokojnych i wesołych) Malutka po najedzeniu z piersi jeszcze nie zasnęła tylko leżała w naszym łóżku i „rozmawiałyśmy sobie”, następnie muskając się noskami i policzkami, Klaudusia powooooli, powooooli zamykała oczka i w końcu zasnęła. To samo powtórzyło się wieczorem, gdy zasnęłyśmy w ten sposób razem o 19:30, jak relacjonował mi rano mąż „nosek do noska, policzek, do policzka” :D Cudne to było, choć przepadł mi cały czas wolny, który mam dla siebie zwykle od 19:30/20:00 do jakiejś 12-tej w nocy, kiedy Maleńka już śpi a ja w końcu mam wolne ręce… Lecz dla takich „noskowych zaśnięć” warto było sobie nieświadomie ten czas odpuścić...



Banana, banana in batter - that smile princess :)