czwartek, 28 kwietnia 2011

Mój mały pączuś... na piersi

Zakochujemy się w Małej każdego dnia na nowo, w jej coraz to nowych "odsłonach". Dziś kochamy ją za to, że była przesłodka, przecudowna wręcz w ciągu dnia bez ani jednej najmniejszej, minimalnej nawet koleczki - cóż za szczęście dla rodziców, kiedy dziecko nie zwija się z bólu, jest wesołe, zrelaksowane, bawi się...

Oczywiście były momenty w ciągu tych 3 miesięcy, które upływają właśnie naszej córeczce na świecie, kiedy byłam w słabszej formie, bo Malutka dawała nam do wiwatu, ale cóż to znaczy wobec takiego cudu istnienia, jakim ona dla nas jest.

Ostatni tydzień - praktycznie chyba od zeszłego piątku, prawie całe dni spędzamy na dworze. Klaudusia już ma lekko brązowe policzki od opalenia. Jest wspaniale dotleniona i podziwia :) coraz to nowe krajobrazy - drzewa, liście, kwiaty. Słyszy pierwsze śpiewy ptaków, odgłos przejeżdżającego pociągu, itp., itd. Mamy to szczęście mieszkać bowiem w takiej okolicy, gdzie o ile tylko jest piękna pogoda, to najprawdziwszą przyrodę mamy wokół siebie na wyciągnięcie ręki...

Słońce, soczysta zieleń zapowiadająca nadchodzący maj - ach, ach, ach... Spacerujemy, oddychamy, opalamy się :)))), a czasem jeździmy na wypady do miasta Torunia :) i przysypiamy w słoneczku wpadającym przez okno do auta...

pączuszek Klaudusia - karmiona w 100% piersią
i pączuszek kwitnącej właśnie w naszym ogródku czereśni


środa, 27 kwietnia 2011

Jeszcze nie ma 3 miesięcy, a już rwie się do siadania

Klaudia dopiero w sobotę skończy 3 miesiące, a już wprost szaleńczo rwie się do siadania!
Jakby tego było mało, kiedy pozwolę jej, gdy jest naprawdę wypoczęta, pełna energii i silna - to, gdy podaję jej rączki i ona na sekundy trzy siada - chce prostować nóżki i wstawać!!!

Weszłam na fora, na których mamy piszą o podobnych przypadkach siadania w 3 miesiącu (których Klaudia jeszcze nawet nie skończyła :), no i jest takich przypadków więcej, uff, ale i tak jestem zszokowana tym szalonym, w moim przekonaniu, rozwojem Małej :) Jena z internautek na forum skwitowała to stwierdzeniem, że teraz takie są właśnie dzieci XXI wieku - silne i zdeterminowane :)))

Poza tym, przecieram oczy ze zdumienia, gdy od kilku dni najlepszą formą zainteresowania córusi stały się śpiewy taty, który taki to sposób wymyślił na zaspokojenie jej nieokiełznanej wręcz energii i konieczności stałej uwagi, której od nas się domaga przez cały dzień (w trakcie którego śpi mało, bo jej noc spokojna i przespana trwa od 19:30 do 5/6 rano z dwiema drobnymi przerwami na karmienie o 2-ej i 4-tej nad ranem). Mała oczywiście nie tylko słucha śpiewającego częściej taty, rzadziej mamy :), lecz także sama zanosi się radosnym śpiewem :))) - to już postanowione, ha, ha - córkę zapisujemy do szkoły muzycznej! :))))

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Świąteczne lenistwo na bis...

poranne marudzonko z bratem...



jedziemy w siną dal, a właściwie w soczyście zieloną dal :)...



opowiem Wam gdzie byłam, co robiłam, a guuu.
..


sobota, 23 kwietnia 2011

Wesołych Świąt!

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich, którzy często lub czasem tu wpadają :) Pogodę cudowną już mamy, więc życzę wszystkim szerokiego "bananowego" uśmiechu :))) na wielkanocnych spacerach, no bo o linię trzeba dbać :)

W tym roku wszystko jest inne - no np. przedświąteczne porządki. Zawsze robiłam je w większości sama i to do ostatniej chwili, do ostatniego tchnienia, by wszystko błyszczało jak należy, bo inaczej prawie świat się zawali... Tym razem - nie dość, że porządki zrobione we trójkę, z podziałem na role, to jeszcze zakończyliśmy je w piątek i dziś, w sobotę był już mega luzik. Od rana tylko upichciliśmy nasze już tradycyjne gołąbki i przygotowaliśmy do pieczenia kaczkę, no bo jutro wybywamy do rodzinki aż do Makowa Mazowieckiego.

Nawet też nie widziałam, jak powstawały nietypowo przygotowane przez naszego nastolatka malowane jajka wielkanocne. Tym razem farbki były niestandardowe, a na koniec Maciej zawijał je w sreberka :)))), dzięki czemu mają takie fajne srebrne łatki :) Ha - w tym roku mamy róóóóżooooowe jajka w srebrne ciapki m.in..... :)

Ja dziś wyrwałam się szybciutko na poświęcenie wielkanocnego koszyczka, przy okazji zaliczyłam wiosenną błyskawiczną sesję zdjęciową :), którą możecie zobaczyć tu. Moi faceci zajęli się grzeczną o dziwo w tym czasie Klaudusią...

Wielkanocnie pozdrawiaaaamy :))))





Easter dress










środa, 20 kwietnia 2011

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Kamera idzie w ruch... i wielkanocny prezencik

Klaudia teraz z dnia na dzień zaczyna się stawać niesłychanie kochaną kontaktową osóbką, że aż przecieramy oczy ze zdumienia, jak jeszcze niedawno mogła być taką trochę żyjącą w swoim świecie laleczką, a teraz nie spuszcza z nas wzroku.

Już wcześniej mówiliśmy do niej, opowiadaliśmy, razem zwiedzaliśmy wszystkie ciekawe kolorystycznie dla niej zakątki domu (np. zamiast zabawek w białym i czarnym kolorze - kuchenne kafelki właśnie takie u nas są, więc zwiedzaliśmy kuchnię...) Do jej ulubionych przedmiotów w pomieszczeniach należą też wszelkie lampy i żyrandole. Koniecznie więc nosząc ją na rękach trzeba się na dłużej przy nich zatrzymywać. Tak naprawdę dopiero teraz czujemy z jej strony odwzajemnienie! A już prześwietne jest to, że ona włącza się do konwersacji z nami swoim gu, oł, eł itd... z całą energią jaką w sobie posiada! Gruchaniu towarzyszy wymowna mimika twarzy, a czasem nawet gestykulacja???? :)))) Trochę więcej niż 2 i pół miesiąca na świecie i już takie fajne kontaktowe cudo, że ach!

Jesteśmy więc na etapie zachwycania się kolejnym etapem rozwoju Malutkiej... A ja od kilku dni oprócz aparatu fotograficznego przemieszczam się wszędzie z Małą, nie rozstając się już także z kamerą :), bo to w końcu nie jest film niemy.

Na pamiątkę zamieszczam jeszcze fotkę z prezencikami dla Klaudii od cioci Wioli, wujka Adama i Luizki, którzy odwiedzili nas wczoraj, by m.in. zobaczyć pierwszy raz naszą córeczkę...

A jak Klaudusia wygladała w jednej z poniższych kreacji, możecie zobaczyć na moim drugim blogu www.kikiwhite.blogspot.com



Pink hearts & and my Easter baby






Robię postępy w rozwoju, a mama przedświątecznie wietrzy moją szafę :)

Dziś w telegraficznym skrócie, ponieważ weekend był intensywny...

Wczoraj sobie pospacerowaliśmy z Klaudusią na słonku i przy ciepłym delikatnym wiaterku ponad godzinkę. Zaliczyliśmy ponadto z naszą malutką pannicą wizytę w galeriach handlowych, czyniąc przedświąteczne zakupy we czwórkę, no i dokupując śpioszki w kolejnym rozmiarze :) A dziś odwiedzili nas niespodziewanie goście - chrzestna matka naszego starszego syna z rodzinką. O uroczych prezencikach napiszemy w kolejnym poście.

Nasza Klaudusia czyni postępy rozwojowe! Dziś przez jakieś 3 minuty, jeśli nie dłużej trzymała w ręku grzechotkę. Jest już baaardzo kontaktowa, odwzajemniając uśmiechami i swoimi niemowlęcymi wypowiedziami nasze z nią rozmowy i miny :) Zaczyna się jej też coraz bardziej podobać na macie edukacyjnej. Zuch dziewczyna! Jesteśmy z niej dumni!

Teraz nie możemy się doczekać, kiedy będzie siadać :)


A mamy, które szykują wyprawkę dla swojej przyszłej małej królewny lub już ją mają na świecie, zapraszam na kolejną swoją aukcję na allegro, gdzie rozstaję się z za małymi na moją Malutką ciuszkami. Niektóre najmniejsze powędrowały już do kolejnych właścicielek, a dziś następna porcja :) Oto link do aukcji i fotki zestawu...

czwartek, 14 kwietnia 2011

Pierwsza gorączka i innych myśli zebranych ciąg dalszy

Ostatnio moje wpisy mają charakter myśli zebranych :), bo czas coraz szybciej nam płynie z Malutką i mocniej zaangażowana się czuję w świat realny, niż wirtualny. Z pewnością spowodowane jest to też tym, że Klaudusia to niesamowicie absorbująca osóbka. - Dwa i pół miesiąca noce przesypia wprost przecudownie spokojnie (poza dosłownie jedną, gdy dostała gorączki), ale w ciągu dnia wymaga maksymalnego wręcz zainteresowania, uwagi, zabawy w "gruchanie", noszenia na rękach i karmienia na żądanie. Ma już z tego powodu tymczasową ksywkę - Małe ADHD! Rezolutna, żywczyk, iskierka i tym podobne określenia są w sam raz dla niej :)

Tak więc znowu w punktach:

1. Pierwsza gorączka - było małe przerażenie w oczach, gdy w nocy, a właściwie nad ranem w czwartek tydzień temu u Malutkiej termometr pokazał 37 i 2 kreski. Pierwszy raz płakała w nocy i trudno ją było uspokoić przez pół godziny, więc od razu z mężem zrobiliśmy akcję z czopkiem przeciwgorączkowym. Podziało natychmiastowo i po 15 minutach Malutka zasnęła. Od razu też zdiagnozowaliśmy przyczynę - otóż w czwartek wybrałam się do dentysty, bo moje osłabione dziąsła poddały się aftom, a mąż z Klaudią czekał na mnie w samochodzie. Dzień był bardzo wietrzny i wystarczyło jedno owianie zimnym wiaterkiem zza uchylonych od auta drzwi, by rozgrzane w samochodzie dziecko się przeziębiło i kłopoty gotowe. Wierzyłam jednak w silny organizm Malutkiej, który świetnie radził sobie z powrotem do zdrówka po porodzie w szpitalu i rzeczywiście - tym razem też podanie w ciągu jednego dnia trzech czopków spowodowało, że w kolejnej dobie po chorobie nie było śladu.

2. Kąpiele - to już prawdziwy raj dla Klaudii. Radosnemu podekscytowaniu, gdy zbliżamy się do wanienki i tata najpierw delikatnie muska wodą stopki Laluni :), a potem wkładamy ją do wody, nie ma końca! Za to, kiedy trzeba już zakończyć tę przyjemność i suszyć się w ręczniczku, to już znacznie mniejsza przyjemność, a wręcz krzywda :(

Przez pierwszy miesiąc, kiedy Malutka miała problemy z trądzikiem niemowlęcym, używaliśmy do kąpieli emulsji FlosLek, dzięki której jej ciałko było natłuszczane już w wodzie. To było naprawdę zbawienne dla Malutkiej, bo nie musiałam jej całej smarować np. oliwką czy kremem, tylko kąpiel to było już takie 2w1. Teraz stosujemy płyn do kąpieli Bella Baby Delfi, który też zawiera składnik natłuszczający - oliwkę, ale chociaż trochę się pieni, co sprawia wrażenie prawdziwej kąpieli :)

3. Moja waga - "leeeci w dół", ale nie tak spektakularnie jak bym chciała, teraz walczę o każdy kilogram :) Ważę 63 kg, schudłam więc od porodu 19 kg! Dążę do 60-ciu, a potem ostro do 55, a nawet 52 :)

4. Waga Klaudusi - tego nie wiem na pewno, bo nie ważę Malutkiej w domu, ale 9 maja wybieram się z nią na kolejną porcję szczepień, więc wówczas poznamy najnowsze dane. Najważniejsze, że nie muszę jej absolutnie dokarmiać. Piersi produkują mleko jak szalone, ręce od jej noszenia mi mdleją, więc myślę, że jakieś 6 kg z małym kawałkiem już waży :)

5. Kolki / Kupki - kolki się zdarzają czasami i znienacka, np. po 2-3 dniach pięknego spokoju, nagle jeden dzień z ciągłym wierzganiem nóżkami i skrętem jelitek, no i oczywiście płaczem, żeby nie powiedzieć "rykiem", ale z zawiesiną Debridat jakoś dajemy radę - zresztą, podkreślam, tylko w dzień, bo noc u Klaudusi jest święta - do spania :) Kupki czasami (jak np. wczoraj) zdarza się, że w ciągu całego dnia nie zobaczymy takowej i wówczas mamy gorszy dzień z Malutką, ale za to dziś np. trzy porządne, więc w granicach normy... Ciągle mamy w pamięci z mężem, co powiedziała nam położna środowiskowa na pierwszej wizycie w domu, że u niemowlaka to kupka może nawet trzy dni się nie pojawić. Na tę informację mieliśmy okrągłe ze zdziwienia oczy, ale... traktujemy to jako maksymalną granicę normy i sobie powtarzamy, że jeden dzień w stosunku do tego, to jeszcze nie koniec świata :))))

W święta wielkanocne wybieramy się z wizytą do rodziny oddalonej aż o 250 km, ciekawe jak Malutka będzie się zachowywała podczas podróży. My ciągle porównujemy ją z naszym pierwszym synem, który był nad wyraz spokojny i całe takie wyjazdy autem przesypiał. Ciekawe jak będzie z tą naszą malutką Iskierką??? :)

Ach, nie mogę się już doczekać, kiedy w końcu rozpocznie się prawdziwa wiosna. Kiedy pączki zamienią się w liście, zakwitną kasztany, tulipany i kiedy poczuję zapach pierwszej skoszonej trawy :) A my z Klaudusią bedziemy uskuteczniać więcej dłuższych spacerków...

kąpiel to moja największa przyjemność



wtorek, 12 kwietnia 2011

Pierwszy zapach fiołków

Klaudusia ma od wczoraj 10 tygodni, a dziś pierwszy raz wąchała fiołki z naszego ogródka...


poniedziałek, 11 kwietnia 2011

sobota, 9 kwietnia 2011

piątek, 8 kwietnia 2011

czwartek, 7 kwietnia 2011

Urok codzienności z Małą Istotką

Magiczna jest moc upływającego czasu, a wraz z nim zmieniających się naszych uczuć, emocji, refleksji... Uświadomiłam dziś sobie jak bardzo moje życie, a wraz z nim życie naszej już 4-osobowej rodzinki zmieniło się od momentu, gdy w czerwcu ubiegłego roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Od tamtej pory wstąpiłam w jakiś taki nieziemsko euforyczny wręcz stan szczęścia, że zostanę ponownie mamą malutkiej istotki, a gdy się okazało, iż to będzie dziewczynka, to szczęście zwielokrotniło się maksymalnie... Ciąża to był dla mnie przepiękny okres niesamowicie ekscytujący i cudowny zarazem, nawet włączając w to sferę biologiczną tego rozciągniętego na 9 miesięcy faktu :)

Najpierw tydzień na oddziale patologii ciąży sam na sam ze swoim jeszcze brzuszkiem. Następnie narodziny Malutkiej. Potem przebywanie przez 5 dni sam na sam z moim dzieciątkiem w szpitalu, kiedy wszystkie chwile były nasze i tylko nasze. A ostatnio w domu nieco ponad dwa miesiące rozkochania się w Malutkiej i poznawania nawzajem - to było coś tak wspaniałego, że wręcz bajkowo nierealnego - a jednak, dotyczyło mnie / nas oraz Jej i dostarczyło przecudownych emocji...

Teraz zaś czuję, że jesteśmy już tacy fajnie oswojeni. Czuję, że znam to Maleństwo już dobrze,... lepiej, ... coraz lepiej, a ona mnie i nas; że z odrębnych światów pojedynczych osób narodziła się jakaś zupełnie nowa "chemia" - trudna do nazwania i jakże piękna zarazem :) Pewnie dzieje się to za sprawą tego, że nasza dziewczynka z dnia na dzień jest coraz bardziej "kontaktowa" i na nasze gesty, uśmiechy, rozmowy odpowiada swoją mimiką, a my cieszymy sie tym, jakby to było największe odkrycie świata!

Nie uwierzycie, ale dopiero teraz tak mocno realnie zaczynam czuć to, że ja jestem mamą już dwójki dzieci, a nie pojedynczą, unoszącą się 10 cm nad ziemią kobietą w ciąży, a potem mamą noworodka, zaś my wspólnie stanowimy zgraną 4-osobową już rodzinkę.

Czuję, że tak ciepło oswoiliśmy się z naszym nowym malutkim członkiem rodziny i zaczynamy już jakiś kolejny etap wspólnego życia w pogłębionej więzi pomiędzy nami...

my - w domowych pieleszach w 9 i pół tygodnia Klaudusi





Purple & turquoise