niedziela, 27 listopada 2011

Testujemy kolejny produkt marki MAM Feeding Set, czyli Zestaw do karmienia

Dziś testowałam MAM Feeding Set, czyli Zestaw do karmienia. Zestaw Feeding składa się z dwóch części: miski Feeding bowl, którą można łatwo trzymać jedną ręką, podczas gdy druga jest wolna i służy do karmienia. Szczelne zamknięcie zaciskowe sprawia, że jest bardzo użyteczna do zabierania ze sobą pokarmu dla dziecka, gdy udajemy się gdzieś w gości, z wizytą i chcemy malucha nakarmić swoim jedzeniem, tylko dla niego przeznaczonym. W skład zestawu wchodzi też praktyczna łyżkeczka do karmienia Soft Spoon z czujnikiem ciepła. Zasada działania tej łyżeczki jest prosta - jeżeli pokarm jest za ciepły, łyżka zmienia kolor (z niebieskiego na biały) - specjalnie ten moment zmiany barwy uchwyciłam na drugim zdjęciu, gdy wyjęłam ją z gorącego brokuła. Łyżka jest bardzo wygodnie wyprofilowana i wykonana z miękkiego plastiku. Klaudia chętnie jada nią bardziej stałe posiłki, bo do płynnych jest trochę zbyt płytka. Natomiast bardzo dobrze "kroi się" nią półmiękkie warzywa dla maluszka. Niebawem zamieszczę jeszcze kilka refleksji związanych z tym zestawem, bo "chodzą mi po głowie" dwa tematy porównawcze...






Klaudusia ćwiczy stanie w... koszu na bieliznę

Dziś zamiast dłuższej notki fota Klaudusi w koszu na bieliznę. Ponieważ co weekend Malutka pomaga mi w segregowaniu rzeczy do prania, krzątając się wraz z ze mną po łazience i wyjmując (z pozycji chodzika) rzeczy z dwóch koszy, mąż w czasie naszych poważnych przygotowań do prania :))) wpadł na pomysł, że przecież można na chwilę Dusię do kosza włożyć. Szybko okazało się, że to i pierwszorzędna zabawka i dobry trening do stania i delikatnego dreptania w kółko i do przodu Córusi. Jak również - świetny trening równowagi dla Niej. Jest więc nowy zabawkowo-treningowy - sprzęt domowy :)))) przystosowany do zadań specjalnych inaczej :)))) Pozdrawiam Was i jeszcze raz dziękuję za życzenia urodzinowe i imieninowe wszystkim miłym Kooomciom :))))


piątek, 25 listopada 2011

Szaleństwo zębowe w wykonaniu Klaudusi, czyli ząb nr 8!!!

Ta dziewczyna to Mała Rozwojowa Sprinterka, przynajmniej jeśli chodzi o zęby. Mówiłam, mówiłam miesiąc wychodzenia zębów, a raczej ich rozwoju w dziąsłach musi zaowocować jakimiś spektakularnymi wydarzeniami :) Wczoraj ząb siódmy na dole, a dzisiaj ząb ósmy lecz nie do pary na dole, tylko u góry - gdzie, to zobaczcie sami na obrazku obok posta, tam wszystko zębowo very aktuel :)))))

Za jakąś godzinkę-dwie wraca nasz synek z wycieczki do Berlina, a ja tu skrobię, co nam się wydarzyło w ciągu dnia. Otóż dziś imieniny Katarzyny świętowaliśmy u mnie w pracy. Wróciłam z uroczymi babskimi prezentami od koleżanek i kolegów: duuużym kompletem cieni do powiek (marzyłam właśnie, by poeksperymentować z pomarańczowym makijażem oczu... no to niebawem wypróbuję ten look:)))), a także zestawem do kąpieli relaksacyjnej - kulą musująca i uroczymi "aniołkowymi" mydełkami, co bym poczuła się podczas kąpieli jak w niebie :)

Malutka też dostała dziś prezent: przytulanko-grzechotkę pieska marki BabyOno i z jej pierwszej reakcji zamieszczam fotostory (zaczynamy więc niniejszym testowanie - w Dniu Misia Pluszowego :). Całości historii dnia dopinają fotki z obiadowym BLW Malutkiej w coraz zręczniejszej i sprytniejszej zabawie-walce z makaronem spagetti.

A na koniec serdecznie zapraszam, jeśli akurat myślicie o jakichś prezentach na święta czy zakupach dla swojego Maleństwa - do wykorzystania okazji, że produkty MAMbaby można teraz kupić z 10% rabatem (klikacie banerek z info o rabacie, znajdujący się pod nazwą mojego bloga i przenosicie się na stronę z produktami MAM, jakie mam przyjemność testować i niebawem podzielę się kolejnymi spostrzeżeniami).














czwartek, 24 listopada 2011

Siódmy ząbek!

Czekaliśmy, czekaliśmy na dwie zębowe białe kreski w górnej szczęce Klaudusi, a tu - niespodzianka - dziś o 19:30 pojawiła się siódma biała kreska na dole :) - Siódmy Jej ząbek.

Ach - miałam napisać dłuższego posta o kolejnym produkcie MAMbaby - o pojemniczku i łyżeczce do karmienia, ale sił mi już brak, bo dziś od 3:30 jestem na nogach. Syn nasz bowiem pojechał pobuszować z wycieczką klasową z liceum do Tropical Iceland pod Berlinem... A jutro moje imieniny Katarzyny, idę więc spać z rozsądku, aby mieć choć trochę bardziej niż dziś wypoczętą twarz :)))

A na zdjęciu Moja Śnieżynka :)


środa, 23 listopada 2011

Maaaam gryzaczko-grzechotkę MAM

Zębaliszek i gryzoniek Mój Kochany - Klaudusia Królewna Pierwsza :)))) czasami zabawia się grzechotko-gryzaczkiem otrzymanym od marki MAM w prezencie do testowania. Sama wybierałam ten gadżet dla Niej, bo ciągle nas wszystkich podgyza, więc - pomyślałam - nowy, ciekawy gryzak się przyda, a z kolei grzechotką (a taką funkcję też ma ta zabawka) sama się już pięknie bawi, poruszając miarowo i świadomie rączką. Okazuje się jednak, że dziecko prawie 10-miesięczne potrzebuje już mocniejszych wrażeń - zabawek już bardziej edukacyjnych, bo na gryzienie gryzaka jest już za małe i za mądre - po co gryźć plastik, jak lepiej wyżywać się na ciele mamy :))) Ach ta Moja Zbójnica -rooooośnie i rozwija się z każdym dniem coraz prędzej. Tak czy inaczej o walorach użytkowych gryzaczko-grzechotki MAM opowiem wkrótce, jak również o kubku-niekapku i miseczce do karmienia z termoaktywną łyżeczką.

Fotostory przedstawia te nieliczne chwile Klaudusi, kiedy interesuje się nową zabawką, która gdyby pojawiła się u nas jakieś 3-4 miesiące wcześniej - byłaby hitem, a dziś - niedopasowana rozwojowo przez mamę - jest traktowana przez Malutką po macoszemu.








wtorek, 22 listopada 2011

Mikserek do Klocków i Owocków VTech baby z radością Malutkiej przetestowany

Zanim opowiem o przetestowanym przez moją Klaudusię zabawkowym mikserku, muszę wyrazić pewne spostrzeżenie. Otóż taka forma promocji, jaka niewątpliwie jest testowanie produktów i potem opisywanie swoich wrażeń na blogu, to jedna z najmilszych, najszczerszych oraz najuczciwszych form reklamy.
Nikt nas bowiem nie zmusza do tego, abyśmy "piali z zachwytu" nad czymś, co naprawdę jest do niczego, naszym zdaniem, ani też nie zmusza do uprawiania pośredniej reklamy. Możemy otwarcie wyrażać swoje zdanie. Ja, przyznam, że zwykle w produkcie testowanym, staram się dostrzec te najlepsze strony danego przedmiotu, a minusy ewentualne, bo przecież w subiektywnym odbiorze też mogą się zdarzyć, nawet kiedy wydaje się, że obiektywnie rzecz biorąc ich nie ma, analizować tym bardziej szczegółowo.
Zawsze jednak najważniejsze jest dla mnie to, co mojemu dziecku i mnie podoba się lub przeszkadza najbardziej. - Pole do subiektywnej oceny mamy więc duże, zależy jedynie na ile ktoś z nas z tego prawa skorzysta. Ja cenię sobie taką formę reklamy przyjętą przez coraz większą grupę producentów, ponieważ mam możliwość wypróbowania takich rzeczy, które w innych okolicznościach nawet nie zwróciłyby mojej uwagi, a z kolei moje uwagi mogą rozwiać wątpliwości kogoś innego i spowodować przekonanie się do danego przedmiotu.

Po tym przydługim wstępie :)))), który uważałam, że warto było przytoczyć, bo ta myśl krąży mi po głowie od czasu, gdy zostałam aktywną testerką :), muszę ni mniej ni więcej tylko "zapiać z zachwytu" nad Mikserkiem do Klocków i Owocków VTECH baby. Chciałam się czegoś doczepić, aby nie było tak słodko, że nie do wiary, ale nie mogłam. Oto powody mojego pozytywnego odbioru tej naprawdę bardzo fajnej zabawki przeznaczonej dla dzieci w wieku 12-36 miesięcy (Moja Klaudia testowała mając obecnie 9 miesięcy):

1. Solidność wykonania - mikserek wielokrotnie lądował na podłodze z całej siły - nic złego się z nim nie stało - wszystko działa.
2. Estetyka - przedmiot bardzo kolorowy, mi jako osobie dorosłej wydawało się, że tych kolorów aż nadto w takim jednym zestawieniu, ale chyba dziecko jednak potrzebuje w tym okresie takiego nagromadzenia barw, bo chętnie po niego sięga (tak, tak - sama już go chwyta za ucho i niesie na kanapę :) siada obok mnie i mając mikserek pomiędzy nóżkami, wrzucamy razem klocuszki albo przez wieczko, albo przez specjalne otworki w kolorze danego klocuszka.
3. Dostosowanie do percepcji dziecka i jego zdolności manualnych - na początku wydawało mi się, że guziczki do włączania głosu lektorki i muzyczki są zbyt małe, by Klaudia sama mogła je uruchomić, jednak z kolejnymi tygodniami sama już wie gdzie nacisnąć guziczek, by jej grało lub miksowało.
4. Walory edukacyjne - mówiąc za producentem i potwierdzając z autopsji, Mikserek do Klocków i Owocków firmy VTech to zabawka wspomagająca wczesną edukację. Dziecko bawiąc się rozpoznaje kształty, kolory i nazwy owoców, słuchając jednocześnie wesołych melodii i zabawnych rymowanek. Wrzucaniu przez otworki klocków do mikserka, towarzyszy błyskanie światełek, zabawne zwroty lektorki do malucha oraz piosenki.
5. Melodyjki - nie są moim zdaniem przeraźliwie głośne, raczej umiarkowane i łagodne dla ucha zarówno dziecka jak i osoby, która akurat towarzyszy mu w zabawie. Zabawka posiada dwa poziomy głośności, a aby oszczędzać baterie, mikserek wyłącza się automatycznie mniej więcej po 30 sekundach bezruchu. Wciśniecie dowolnego przycisku włączy zabawkę ponownie.
6. Cena - nie jest niska, to fakt. W sklepie z zabawkami typu 5-10-15 mikserek kosztuje od 109 zł do 120 zł, ale na allegro bez przesyłki widziałam za 89 zł. Byłam raz o krok od zakupu Migoczącej Huli-Kuli i to właśnie cena mnie trochę odstraszyła w stosunku do ewentualnego potencjału tej zabawki, ale ten mikserek teraz, gdy poznałam zainteresowanie nim mojej Malutkiej, mogę z czystym sercem subiektywnie polecić! Bo dziecko bawi się nią przez długi czas z zainteresowaniem, a potem też chętnie do niej wraca, czyli nie jest to zabawka na raz...

Mikserek pełni jeszcze jedną funkcję - Klaudusia wrzuca do mikserka także inne zabawki i je w nim przechowuje na później, a potem wyrzuca, zmienia i tak w kółko :)
Przyznam, że z oferty zabawek Vtech baby ten mikserek wydaje mi się najbardziej funkcjonalny i przydatny dla rozwoju maluszka. Myślę jeszcze ewentualnie o zakupie Chodzika-Gawędziarza.

Mikserek POLECAM i odsyłam na stronę producenta z tym właśnie produktem:
http://vtech.trefl.com/produkty-vtech/vtech-baby/mikserek-do-klockow-i-owockow/




niedziela, 20 listopada 2011

Clody



Pourodzinowo i pochorobowo, czyli miłe prezenty i kaszlodreszcze :)

Czeka się, czeka na ten moment równych urodzin, choć przecież to tylko umowny termin :), a potem przychodzi taki dzień, co to tylko przeziębienie rozkłada Cię pod kocyk na kanapę, kaszel męczy, a wszyscy dookoła zdziwieni, że co? że ja chora? ja niezłomna, nie dająca się choróbskom na dłużej niż 3 dni, dusząca je w zarodku prawie... a tak - i mnie czasem choroba dopada, ale na szczęście już, czuję, odchodzi niczym dziecięca trzydniówka - ba, wie, że jutro do pracy trzeba iść :))) a w piątek naprawdę nie tęgo się czułam, a bleee.....

Po tym niepodobnym do mnie pesymistycznym wstępie, nakręcam się znów pozytywnie :) Gdyż to m.in. cudowne dostałam od męża i syna w piątek, a właściwie już w czwartek wieczorem prezenty (bo nie mogli się doczekać, by mi je dać :))) Świetne perfumy oraz urocze czarno-czerwone serce - naszyjnik, który pokochałam od razu! Na tym prezentów nie koniec, bo właśnie w ten dzień zakupili mi Moi Kochani egzemplarz czasopisma Dobra Mama, w którym znalazłyśmy się z moją Klaudusią wraz z moją relacją z naszego pięknego, zabawnego porodu. Ta przyjemność spotkała nas za sprawą Natalii, autorki bloga julia-nasza.blogspot.com, której akcja "Pięknie jest rodzić!" została opisana przez panią Izę Lenkiewicz, dzięki której pisano już o naszym blogu (moim i wówczas przyszłej Córusi :) w wydaniu tego czasopisma rok temu (a pisałam o tym TU).

Jak stwierdziły już pozostałe dziewczyny u siebie na blogach: baby-under-construction.blogspot.com, julia-nasza.blogspot.com, mamuskamartuska.blogspot.com, mi również było niezmiernie miło znaleźć się w tak sympatycznym gronie. Dzięki tej publikacji poznałam też jeden nowy blog - zuzowy.blogspot.com, który zamierzam podczytywać... To świetne uczucie łączyć się w swoich przeżyciach z innymi, ciekawymi siebie, swojego dziecka, świata i życia Mamami. Jestem szczęśliwa, że mogę poznać jakość takich ulotnych, a jakże trwałych relacji... internetowych.






piątek, 18 listopada 2011

Skrótowo, bo...

...Bo urodzinowo - dziś moje ostatnie trzydzieste urodziny, za rok już 4-ka z przodu :) No cóż, czasu nie zatrzymasz - niby fajnie, miłe prezenty (o których może trochę później wspomnę...), ale też jednak melancholijnie, bo czas mój osobisty rwie jak szalony do przodu...

Przy urodzinach więc postanowiłam w końcu wkleić wtyczkę do FB, jeśli będziecie mieli Kochani Czytelnicy, ochotę dodać moją stronkę na Facebooku, by tam będąc, śledzić od razu moje wpisy na blogu, to zapraszam do polubienia stronki


Podsumowując niedawne wydarzenia chorobowe Klaudusi - nareszcie przestała gorączkować, pozostał lekki kaszelek i chyba wyszedł 7-y ząb, ale dokładnie tego nie wiem, bo go nie widać w uśmiechu, a dotknąć Jej dziąsełka w przewidywanym miejscu białej kreseczki na razie nie sposób. Moja kondycja teraz uległa małemu pogorszeniu - jadę na gripexie i mam szczerą nadzieję, że mi przejdzie, co mnie znienacka chwyciło...

poniedziałek, 14 listopada 2011

Klaudusia jednak chora i zaczynamy testować produkty MAM

A jednak - Maleńka nasza zaliczyła ciężką nockę z katarkiem i kaszelkiem (spowodowanym wydzieliną spływającą jej po tylnej ściance gardła). Czopki, calcium w syropku, frida do oczyszczania noska i jakoś staramy się przegonić chorobowe licho. Na razie nie panikujemy z lekarzem, jutrzejszy dzień pokaże... Pierwszy raz też w chorobie, po nocy Klaudusia miała zaropiałe oczko. Strasznie smutny taki widok dziecka maleńkiego cierpiącego, w dodatku z zaklejonym wprost oczkiem.

Tymczasem otrzymaliśmy dziś do testowania produkty MAM - kubek niekapek, gryzaczko-grzechotkę oraz miseczkę z łyżeczką do karmienia - ta ostatnia z tajemniczym czujnikiem temperatury :). Zaczynamy testowanie, o wrażeniach niebawem.




sobota, 12 listopada 2011

Pani doktor nauk... medycznych

No sami spójrzcie, co ona czyta i ogląda non stop kolor - przynajmniej 10 razy dziennie ogląda rosyjski elementarz, a tu przy tej fotce uchwyciłam moment, jak z zainteresowaniem wielkim :))))) ogląda pana doktora na obrazku - no jak nic przyszła pani doktor rośnie :))) He, he - że do podstawowej szkoły muzycznej pójdzie, to ma już jak w banku, a i medycznym wykształceniem córki byśmy nie pogardzili :) Się tę dziecka przyszłość planuje, a co :))) Tymczasem śmichy-chichy i słuchanie osób typu "dobra rada" o tym, że dziecko przede wszystkim musi być szczęśliwe - a jakże, nie przeczę - ale jak to w życiu bywa - wszystko zaczyna się od marzeń - w przypadku dzieci najpierw marzeń rodziców, w późniejszym okresie skonfrontowanych także z osobistymi marzeniami dzieci...

Po tym obserwacyjno-filozoficznym wstępie, pamiątkowe fotostory z dzisiejszej soboty, a w niej:
- spontaniczna sesja zdjęciowa z babcią,
- odwiedziny wujka Andrzeja, który jest księdzem,
- prezenciki książkowe od wujka Andrzeja,
- powrót fascynacji pianinem,
- samodzielne miksowanie mikserkiem vtech...

I tak to sobotę podczas długiego weekendu zaliczamy do udanych, choć męczy Malutką kaszelek - i rację może miała Hafija, pisząc pod wczorajszym postem, że to może nie za sprawą ząbków, a jakiejś infekcji te nasze wspólne nieprzespane noce i płacze. Kaszelek jednak nie wygląda na poważny, ogólnie wrócił Małej apetyt i dobry humorek, więc może będzie dobrze...

aaaa, z długiego weekendu pozostała nam jeszcze niedziela - hura! potem już normalny, wcale nie krótki tydzień pracy... Pozdrowienia dla wszystkich moich czytelniczek, dziękuję za Wasze komentarze!

PS, zapomniałam, muszę dodać:
Wkroczyliśmy niniejszym w kolejny skok rozwojowy 41-47 tydzień z burzami i piorunami podobno :) Się zobaczy, co to się będzie działo. Zaś z postępów rozwojowych odnotowaliśmy w ostatnich dniach:
- samodzielne kiwanie rączką odchodzącemu gościowi na dźwięk słów: "pomachaj rączką", "zrób dada";
- podawanie do posmakowania osobie dorosłej tego, co dziecko samo je, u nas było to jabłuszko, którego cząstkę Mała sama zajadała i dała mi do posmakowania.









czwartek, 10 listopada 2011

Zębowa droga przez mękę i postępy w miksowaniu

To co się wyrabia przy procesie wydostawania się na powierzchnię dziąsełek Klaudusi w przypadku siódmego i ósmego zęba, to już nawet nam, dość wytrzymałym osobnikom daje się we znaki. Od miesiąca około co kilka dni lub co drugi dzień - płacze, marudzenie, kłopoty ze spaniem, a nawet podwyższona temperatura i problemy żołądkowe + nietypowe dla mojej Córusi "nocne markowanie" po 2-3 godziny. A ząbków jak nie ma tak nie ma, tylko wciąż mocno nabrzmiałe dziąsła. Ciągle mam nadzieję, że zobaczę tę upragnioną białą kreskę, a tu ciągle nic. Może jutro???

W międzyczasie - w chwilach przypływu dobrego humorku i zaniku złych dolegliwości - Klaudusia, muszę przyznać, naprawdę fajnie bawi się zaoferowanym nam do testowania mikserkiem firmy vtech. Na samym początku miała frajdę z rozrzucania po pokoju, głównie po podłodze poszczególnych plastikowych klocuszków, a dziś zauważyłam u niej pewien postęp. Otóż sama jest jeszcze za Malutka na to, by precyzyjnie włożyć swoją rączką klocek do otworka, co uaktywnia głos lektorki i włączenie się muzyczki, jednak gdy ja lekko włożę jej do tegoż danego otworu klocek, ona w ślad za mną go swoim paluszkiem popycha, by wpadł do środka. Byłam naprawdę zaskoczona, że mooooje malutkie dziecko już zaczyna tak samodzielnie włączać się rozsądnie do zabawy i to w sposób powtarzalny. Ha, ha, zapomniałabym o bardzo ważnej cesze tegoż mikserka - otóż jest on baaaardzo masywnie wykonany. Wielokrotnie już potraktowany z wykopu przez zwinną Klaudusię lądował z całej siły na podłodze i nie odnotowaliśmy na nim nawet małego pęknięcia - trzyma się dzielnie - wytrzymałościowiec z niego :)))))

Ha, ha, jak się dowiedziałam, że dostaniemy do testowania właśnie mikserek, od razu pomyślałam, że fajnie by było zrobić taką akcję edukacyjną na blacie w kuchni, że np. tata miksuje różne warzywa w prawdziwym mikserze, a Malutka robi coś analogicznego w swojej zabawce. Mam nadzieję, że może podczas tego długiego weekendu uda mi się to zaaranżować i uwiecznić na zdjęciach.

Chciałabym też opisać Wam ów klockowy mikserek bardziej szczegółowo, jednak dziś już nad klawiaturą zasypiam, gdyż w nocy miałam przerwę w spaniu od pierwszej do czwartej...

No i ten post rozpoczęty wczoraj - kończę dziś, bo dwie przerwy w spaniu podczas kolejnej nocy zaliczyliśmy z duuuużym marudzeniem...