Tym postem sama się przywołuję do porządku, aby z powrotem wskoczyć w wysokie obcasy, które na miesiąc prawie całkowicie porzuciłam.
Wróciłam bowiem do pracy i od mojego powrotu minął już równo miesiąc i ja = wieeerna przez całe moje nastoletnie, 20-to i 30-paroletnie życie wysokie obcasy wręcz kochałam, ubóstwiałam, ...były moim nieodzownym elementem garderoby. Jednak przez 7 miesięcy ciągłego zajmowania się moją Niunią w domu i na spacerach, przyzwyczaiłam się do wygodnego niskiego obuwia. (wysokie obcasy zakładałam na zakupy do galerii handlowych, rodzinne spotkania, czy też wakacyjne lanse :)))) Takim też rozpędem pomykając kilka pierwszych dni do pracy do stacji pociągu i od stacji do pracy w butach na obcasach, poździerałam sobie po tak długiej przerwie pięty i, w związku z tym, dla podleczenia swoich kończyn dolnych :) przerzuciłam się na całkiem fajne, zamszowe bladoróżowe mokasynki. W nich, w dodatku, przez cały piękny, ciepły wrzesień, mogłam pomykać na boso :))), zaledwie w getrach.
Nie powiem - wygodnie, szybko i sprawnie mi było, jednak uczucie 100%-ej kobiecości znikome :( Wczoraj, gdy zdecydowałam się na zaledwie 5-centymetrowe obcasy ze względu na tłumaczenie szkolenia dla naszych pracowników z zagranicy, już poczułam się znacznie lepiej, jednak jeszcze dziś założyłam "cichobiegi" raz jeszcze - i to był ten ostatni raz, który utwierdził mnie w przekonaniu, że moje samopoczucie iście kobiece wzrasta o 1000%, gdy obcas ma co najmniej 8-10 centymetrów!!!
Uroczyście oświadczam, że "cichobiegi" to był mój chwilowy epizod życiowy i w trosce o własną sylwetkę, wysokie obcasy zaliczają u mnie comeback od października! Odstępstw od tej reguły nie przewiduję :)
O, a takie w najbliższym czasie mi się marzą....
Wróciłam bowiem do pracy i od mojego powrotu minął już równo miesiąc i ja = wieeerna przez całe moje nastoletnie, 20-to i 30-paroletnie życie wysokie obcasy wręcz kochałam, ubóstwiałam, ...były moim nieodzownym elementem garderoby. Jednak przez 7 miesięcy ciągłego zajmowania się moją Niunią w domu i na spacerach, przyzwyczaiłam się do wygodnego niskiego obuwia. (wysokie obcasy zakładałam na zakupy do galerii handlowych, rodzinne spotkania, czy też wakacyjne lanse :)))) Takim też rozpędem pomykając kilka pierwszych dni do pracy do stacji pociągu i od stacji do pracy w butach na obcasach, poździerałam sobie po tak długiej przerwie pięty i, w związku z tym, dla podleczenia swoich kończyn dolnych :) przerzuciłam się na całkiem fajne, zamszowe bladoróżowe mokasynki. W nich, w dodatku, przez cały piękny, ciepły wrzesień, mogłam pomykać na boso :))), zaledwie w getrach.
Nie powiem - wygodnie, szybko i sprawnie mi było, jednak uczucie 100%-ej kobiecości znikome :( Wczoraj, gdy zdecydowałam się na zaledwie 5-centymetrowe obcasy ze względu na tłumaczenie szkolenia dla naszych pracowników z zagranicy, już poczułam się znacznie lepiej, jednak jeszcze dziś założyłam "cichobiegi" raz jeszcze - i to był ten ostatni raz, który utwierdził mnie w przekonaniu, że moje samopoczucie iście kobiece wzrasta o 1000%, gdy obcas ma co najmniej 8-10 centymetrów!!!
Uroczyście oświadczam, że "cichobiegi" to był mój chwilowy epizod życiowy i w trosce o własną sylwetkę, wysokie obcasy zaliczają u mnie comeback od października! Odstępstw od tej reguły nie przewiduję :)
O, a takie w najbliższym czasie mi się marzą....