poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Pośrodku siatki centylowej Klaudusia jest...

Przyznam, że tak naprawdę dopiero teraz postanowiłam sprawdzić w siatce centylowej, gdzie to nasza Klaudusia ze swoją wagą i wzrostem się mieści. Ano okazało się, że pośrodku. Nie za duża, nie za mała ci ona jest, bo matula sobie wymyśliła, że nie chce mieć malutkiego "tuczniczka", tylko fajną, proporcjonalną dziewusię, która je tyle ile trzeba, bez zbytniego wmuszania. Jednak, gdy buźka zaczęła jej trochę drobnieć (czego nie można powiedzieć o reszcie ciałka, gdzie fałdusie tłuszczyku są nadal i niech :), trochę zaczęłam się niepokoić, czy to nie powinnam uruchomić dodatkowego "dopasania"?! Jednakże dziś na szczepieniu pani pediatra orzekła, że 7800 wagi i 69 cm wzrostu jest jak najbardziej ok i że teraz mogę się spodziewać, że dziecko wcale nie będzie tak bardzo przybierało na wadze, a raczej rosło wzdłuż. Dla spokoju sumienia wygooglowałam siatki, parametry córusi wpisałam i tym to czerwonym kwadratem w siatkach pośrodku się mieścimy, uffff :)))

Szczepienie dziś w jedną tylko nóżkę Córuchna przeżyła szybko i bez cienia płaczu (małe ugryzienie komara :)))) i za dwa dni kończy moja Kochana 7 miesięcy.





niedziela, 28 sierpnia 2011

Babcia w akcji, czyli rosół z domowym makaronem...

Mieliśmy dzisiaj się nie objadać, bo w południe wybieraliśmy się na piknik jubileuszowy firmy, w której pracuję, czyli TZMO SA. Ale, ale... - mąż rzucił swojej mamie, czyli babciulce Klauduni hasło: d-o-m-o-w-y makaron do rosołu i babcia niewiele myśląc, złapała za mąkę, jajka, wodę i wałek oczywiście, no i ruszyła do dzieła :)))) Rosołek z domowym makaronem był przepyszny (instrukcja przygotowania załączona na fotkach), a my oczywiście mocno musieliśmy potem wciskać jakieś drobne piknikowe przekąski w nasze dopieszczone tym delikatesem brzuchy i zagryzać pysznym jubileuszowym tortem (TZMO nasze obchodziło dziś 60 lat istnienia jako firma i 20 lat jako spółka). Klaudusia okrzyknięta została przez nas Małą Festyniarą, ponieważ tak dzielnie buszowała, bez cienia płaczu, a wręcz przeciwnie - z wielkim zaciekawieniem i radością, że w dodatku przegapiła swoją popołudniową porę snu i zasnęła wcześniej wieczorkiem już na noc. - Wot i dodatkowy dla nas bonus :)))) w postaci wolnego niedzielnego wieczoru...














sobota, 27 sierpnia 2011

Szaszłyki w polskim ogrodzie pod hiszpańskim słońcem na koniec wakacji :)

Drugi raz dopiero podczas tego lata odpaliliśmy grilla, dotąd pogoda nie była zbyt sprzyjająca, zmienna i niezachęcająca. Dziś w słońcu można było się rzeczywiście iście po hiszpańsku "letko" :))) przypalić, ale w cieniu było super! W związku z tym, zrealizowaliśmy tym razem zachciankę kulinarną naszego syna, czyli szaszłyki drobiowo-warzywne. Malutką przebierałam chyba z pięć razy, ubierając jej coraz lżejsze rzeczy, aż w końcu występowała w samej pieluszce Bella Baby Happy 3D Flexi System :) No i flexi :)))) była nasza Malusińska niesamowicie:
- po domu podczas naszych przygotowań szaszłyków śmigała w chodziku, żywo interesując się rozpędzonym bębnem w pralce;
- miała nowa zabawę - klamerkami - podczas wieszania prania na dworze;
- rządziła też w wózku, pilnując rozwoju wypadków na grillu;
- zaś na koniec dnia, siedząc w wózku, wymieniała uśmiechy z naszym psem Lobo (owczarkiem niemieckim) i pałaszowała kukurydziane chrupy na spacerze...

A dookoła nas już po żniwach, pola zaorane, a nawet zasiane. Już wiem, że w przyszłym roku mam zaraz za ogrodem rzepakowy plener do zdjęć :))))))

Oczywiście mimochodem powstało też 8 półlitrowych słoiczków cukinii na zimę, reszta wczorajszego zbioru z naszego warzywnika wylądowała w szaszłykach...











piątek, 26 sierpnia 2011

Co robi matka ze skłonnością do przesady?

Jak na jakimś punkcie dostanę bzika, to skłonna jestem do przesady, jednak - twórczej i pożytecznej, w moim mniemaniu, za każdym razem :) Moja przesada w tym roku polega na sporządzeniu ponad 100 słoików ogórków (po meksykańsku z chilli cayenne, z curry, pikli ) oraz śliwkowych powideł. Właśnie przyprawione zostały do zapraw porannych cukinie, a na swoją kolej czekają jeszcze jabłuszka na mus, który zimą przyda się na szarlotkowe ciacho.

Otóż i czwarta w tym to tegorocznym sierpniu szarlotusia na jutro upieczona już też jest i czeka na jutrzejszego gościa syna, który choć na trochę odciągnie naszego Cudownego Pierworodnego od przewspaniałego pomagania w zajmowaniu się naszą Klaudusią, gdy matka ze skłonnością do przesady szaleje z zaprawami :))))

Na specjalne życzenie asi-kol7, podaję poniżej przepis na moją szarlotkę (który jest praktycznie taki sam, jak w przypadku ciasta ze śliwkami, z którym polansiłam się tu :)))), za wyjątkiem owocowego wypełniacza, czyli zamiast śliwek około 2 kg jabłek, z których należy zrobić mus. A więc po kolei...

PRZEPIS NA SZARLOTKĘ Z PÓŁKRUCHEGO CIASTA

Składniki na ciasto półkruche (które wyrabiamy mikserem): dwie szklanki mąki pszennej (może być zwykła, ale ostatnio zauważyłam, że tzw. tortowa mąka jest lżejsza i ładniej rośnie), 1 szklanka cukru, trzy jajka, jeden mały proszek do pieczenia, 100 g masła, 1 mała śmietana kwaśna np. 16%, czyli jakieś 125-200 g. Plus kruszonka: szklanka mąki, szklanka cukru, 100 g masła, łyżeczka proszku do pieczenia. Na koniec - cukier puder do posypania. No i wypełniacz - 2 kg jabłek lekko kwaśnych, które obieramy ze skórki i usuwamy gniazda nasienne, następnie w garnku z minimalną ilością wody (dosłownie 1/3 szklanki). Jabłka podczas rozgotowywania na mus w garnku należy co chwilę mieszać od dołu, bo szybko mogą się przypalić. Posypujemy je w trakcie rozgotowywania jedną stołową łyżką cynamonu. Jeśli smakując, wydają się Wam zbyt kwaśne, można je dosłodzić cukrem do smaku.

Blaszkę okrągłą o średnicy 25 cm, smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą, wylewamy na nią połowę ciasta i pieczemy około 10-15 minut w temp. 200 stopni na złoty kolor i gdy zobaczymy, że ciasto odchodzi od boków, wystawiamy na chwilę z piekarnika, nie wyłączając go i na ów spód wylewamy gorący mus jabłkowy (który nie musi był tak bardzo rozgotowany - może zawierać trochę nierozgotowanych cząstek owoców). Następnie na wierzch wylewamy drugą część ciasta, posypujemy kruszonką i wkładamy do rozgrzanego w temperaturze 200 stopni piekarnika i pieczemy w tej temperaturze kolejne około 20-25 minut. Po połowie czasu możemy zmniejszyć do 180 stopni, a pod koniec pieczenia, gdy będziemy widzieli, że kruszonka za bardzo się rumieni, możemy zmniejszyć nawet do 150-100 stopni, żeby ciasto dosłownie doszło. Ciągła obserwacja "rozwoju wypadków" w piekarniku przez szybkę wskazana :))))

Smacznego!!!


czwartek, 25 sierpnia 2011

Przetwory 2011 wnet :) kończę...

16 słoiczków powideł śliwkowych z własnego ogródka dziś już zapasteryzowałam

11 kilogramów ostatniego rzutu ogórków z warzywnika nasoliłam, potem cebulkę dorzuciłam, curry, słodką papryką, pieprzem czarnym, gorczycą i kolendrą doprawiłam, następnie zaś roztworem cukru i octu zalałam, do jutrzejszego finiszu z przetworami tegorocznymi tym samym się przygotowałam :)

środa, 24 sierpnia 2011

Sezon na węgierki

Zainspirowana m.in. konkursem u Hafiji, który polega na tym, żeby skompletować swój kosz na piknik, wypełniając go produktami, do których nie używa się konserwantów, przewertowałam w głowie pomysły, co ja najchętniej na taki piknik zabrałabym. Choć, muszę Wam powiedzieć, że ja wiecznie jestem u nas w domu na pikniku, bo mam to szczęście, że mam sporo zieleni wokół, całe lato (poza ulewami) praktycznie na tarasie lub w sadzie na hamakach :) Jednak kiedy nie było jeszcze Malutkiej, zdarzało nam się całą rodzinką wybrać na piknik a to do lasu, a to nad jezioro czy nad morze... Mieliśmy ogromną frajdę z przygotowywania plażowych posiłków nad jeziorem Garda we Włoszech czy w górskim lesie w Czechach lub na Słowacji. Marzy mi się już od jakichś trzech lat realizacja wyprawy do Rumunii, której trasę mam już opracowaną z podziałem na 14 dni, ale jeszcze nie nadszedł ten czas, by ją zrealizować. Najwidoczniej pomysł takich wakacji czeka na podrośnięcie ciut naszej Klaudusi :)

Tymczasem zaś, myśląc sobie, czym bym taki kosz piknikowy chciała wypełnić, zaczęłam snuć marzenia o sezonowych ciastach. Efektem tych kulinarnych mrzonek były już trzy szarlotki z naszych jabłuszek z sadu, tzw. cytrynówek, które dojrzewają najwcześniej, bo już z początkiem sierpnia. A wczoraj nadszedł czas na śliwki węgierki. Nadeszła też chwila, gdy czasem ja panoszę :) się w kuchni. Moje półkruche ciasto szarlotkowe przygotowałam tym razem do ciasta, gdzie w roli głównej wystąpiły śliwki węgierki. Przepis jest prosty, jak komuś się spodoba wizualizacja, która już dawno zjedzona :), można odgapić...

PRZEPIS NA CIASTO PÓŁKRUCHE ZE ŚLIWKAMI

Składniki na ciasto półkruche (które wyrabiamy mikserem): dwie szklanki mąki pszennej, 1 szklanka cukru, trzy jajka, jeden mały proszek do pieczenia, 100 g masła, 1 mała śmietana kwaśna np. 16%, czyli jakieś 125-200 g. Plus kruszonka: szklanka mąki, szklanka cukru, 100 g masła, łyżeczka proszku do pieczenia. Na koniec - cukier puder do posypania. No i wypełniacz - około kilograma wydrylowanych, przekrojonych śliwek węgierek.

Blaszkę okrągłą o średnicy 25 cm, smarujemy masłem i posypujemy bułką tartą, wylewamy na nią połowę ciasta, nakładamy warstwę połówek śliwek otworami do góry, zalewamy drugą porcją ciasta i posypujemy kruszonką. Wkładamy do rozgrzanego w temeraturze 200 stopni piekarnika i pieczemy w tej temperaturze około 40 minut. Pod koniec pieczenia, gdy będziemy widzieli, że kruszonka za bardzo się przypieka, możemy zmniejszyć do 180-150 stopni.

Ciasto śliwkowe było jednak tylko preludium do tego, co i do kosza piknikowego fajnie wrzucić, a zwłaszcza przyda się nam zimową porą, czyli do - dooomowych śliwkowych powideł, które szczególnie z synem uwielbiamy. Nasz hicior od jego dzieciństwa, to bułeczki z masełkiem i powidłami do płynnej kaszki na mleku oraz pyszne smarowidełko do naleśników... Dziś je jeszcze ciągle wysmażaliśmy i smakowaliśmy, a jutro lądują w słoiczkach :)

Wzrokowego smacznego! :)))))



wtorek, 23 sierpnia 2011

Wypadanie włosów mam za sobą...

Uff, włosy przestały mi wypadać garściami i jeszcze zostały w takiej ilości, że da się z nimi żyć :) A trwało to u mnie jakieś 4 tygodnie. Jak przeczytałam tu, "Nagłe wypadanie włosów po porodzie jest spowodowane zmianą ilości hormonów we krwi. Ich stężenie zmienia się tak raptownie, że bardzo szybko oddziałuje to na nasz organizm. Przyczynę stanowi przede wszystkim nagły spadek estrogenów, które powodują wypadanie włosów między drugim a szóstym miesiącem po porodzie."... I mnie to właśnie spotkało w okolicy 6-go miesiąca mojej Malutkiej. Jest małe przerażenie, że "o kurcze, no za chwilę będę łysa, jak ten proces wypadania się nie skończy, jednak na szczęście to mija. Nie wiem, czy to pomogło, ale moje wypadanie włosów przypadło na lato i urodzaj warzyw w moim ogródku, więc witamin dostarczałam organizmowi w naturalnej postaci pod dostatkiem. A same włosy myłam, skuszona :) napisem "do włosów z tendencją do wypadania" na opakowaniu szamponu Garnier Fructis z wiarą, że będzie działał. Wypiłam kilkanaście razy multiwitaminowy musujący suplement diety i łyknęłam przez tydzień trochę magnezu, który został mi po ciąży, no i problemy z włosami się skończyły. Ze strachu przed całkowitą ich utratą, trochę dłużej dałam im odpocząć od farbowania, przez co mam teraz gigantyczne odrosty, ale teraz przynajmniej bez obawy o wyłysienie :))) mogę się co nieco "doblądzić". Ciekawe, czy ten problem dotyczy nas wszystkich - kobiet po ciąży i karmiących piersią, czy niektórym kobietom udaje się jakoś tego zjawiska uniknąć????

SHE & I... cd.





poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Wyprzedaże ubranek dla dzieci - fajna rzecz!

Nawiązując do ostatniego posta, muszę nadmienić, że polubiłam wyprzedaże w sklepach dziecięcych. Ostatnio mam przesyt rzeczy z lumpka, bo nie mam tyle czasu, co wcześniej, by wyszukiwać fajne i nieznoszone, a czasem nowe rzeczy. Dlatego, gdy wpadamy do galerii handlowych, zahaczam o sklepy z dziecięcą garderobą i tam wyszukuję sobie fajne ciuszki dla Małej za 1/3 ceny wyjściowej z sezonu. Tak upolowałyśmy poniższą sukienusię i rajtki w kolorowe paseczki...